Ruchy w bezruchu 2 #7: Marble w Legii, Cosey w Zastalu!

Devyn Marble (nr 4) | Fot. Andrzej Romański – PLK

Tegoroczny okres transferowy w Energa Basket Lidze ma pewną bardzo wyróżniającą się cechę. Szkoleniowcy poszczególnych drużyn coraz chętniej stawiają na graczy, którzy już się w przeszłości prezentowali się z dobrej strony w polskiej lidze. Czy są to dobre wzmocnienia, czy odgrzewane kotlety? Czas na siódmą część serii „Ruchy w bezruchu”!

Poprzednie części drugiego sezonu serii możecie przeczytać tutaj:

Marble zagra w Legii – w stolicy skład jest coraz mocniejszy!

Trener Wojciech Kamiński już nieraz udowadniał, że bardzo dobrze dobiera zagranicznych zawodników do swojej drużyny. Jednak trzeba przyznać, że tego lata robi to chyba najlepiej w swojej trenerskiej karierze. Do Geoffreya Grossella, Jonathana Starka i Janisa Berzinsa w ubiegłym tygodniu dołączył kolejny, bardzo dobry koszykarz. To 29-letni Amerykanin Devyn Marble, który w minionym sezonie był jednym z najlepszych graczy w polskiej lidze, grając w barwach MKS-u Dąbrowy Górniczej, a później Zastalu Zielona Góra. Teraz działacze stołecznej drużyny wygrali walkę o Marble ze Stalą Ostrów Wielkopolski.

Marble jest bardzo wartościowym graczem, jeśli mówimy o realiach polskiej ligi. W ostatnich latach w EBL nie przewinęło się wielu graczy, którzy są bardzo uniwersalni, ale przede wszystkim mają totalny luz w swojej grze. Amerykanin może grać na boisku na pozycjach zarówno obwodowych, jak i skrzydłowych. Nie ma problemu z kreowaniem gry czy zdobywaniem punktów (średnio 15,4 punktów na mecz w ostatnim sezonie). Dodatkowo też potrafi grać widowiskowo i zdobywać punkty na różne sposoby — czy to poprzez penetrację pod kosz, czy rzuty z dystansu. Nie boi się brać odpowiedzialności za grę zespołu w kluczowych momentach spotkania i potrafi w pojedynkę wygrywać mecz swoimi umiejętnościami strzeleckimi.

Ponadto Marble notował w ostatnim sezonie średnio 1,5 przechwytu na mecz, co dowodzi, że jest niezłym obrońcą. Dodatkowo wymusza około pięciu fauli na mecz, co też ma bardzo duże znaczenie. Amerykanin z pewnością może być liderem drużyny i moim zdaniem Legia zrobiła bardzo dobry ruch, podpisując z nim kontrakt. To może również być swoiste zastępstwo w stolicy za Roberta Johnsona.

Czy Cosey odbuduje formę w Zielonej Górze?

Glenn Cosey | Fot. Andrzej Romański – PLK

Jeszcze cztery lata temu był gwiazdą Polskiego Cukru Toruń i całej polskiej ligi. Zaaplikował Zastalowi 36 punktów w finale Pucharu Polski i wraz z toruńską drużyną wygrał ten turniej. Ponadto też zakończył sezon z brązowym medalem w lidze. Wtedy wydawało się, że Glenn Cosey zrobił sobie w Polsce bardzo dobrą reklamę i jego koszykarska kariera teraz nabierze już tylko rozpędu. Jednakże niestety tak się nie stało. Amerykanin nie umiał znaleźć właściwego dla siebie klubu i zanotował regres w swojej grze. Wraca więc w związku z tym odbudować swoją formę do naszego kraju, a jego nowym klubem będzie… Zastal Zielona Góra. 30-letni rozgrywającym ma być jednym z liderów zespołu, który jest budowany za mniejsze pieniądze niż w poprzednich sezonach.

W ciągu ostatnich czterech lat Cosey zmieniał kluby regularnie. Czechy, Łotwa, Słowenia, Grecja czy Turcja — między innymi w takich krajach grał przez ten czas. Jednak nie był w takiej dyspozycji jak podczas pobytu w Toruniu. Sprawy nie ułatwiała również kontuzja, która dodatkowo obniżyła jego wartość na rynku transferowym. Mimo wszystko wciąż to jest zawodnik, który może być liderem zespołu w polskiej lidze. Zwłaszcza nowego eko-Zastalu, który jakościowo może wyglądać nieco słabiej niż w ostatnich latach. Cosey dobrze gra na penetracji, umiejętnie w izolacji 1 na 1 i ma solidny rzut z dystansu. Jest w stanie więc brać odpowiedzialność za grę w kluczowych momentach spotkania.

Coseyowi może pomóc też znajomość realiów i otoczenia polskiej ligi, chociaż ostatnie słabsze lata nieco obniżają jego wartość. Jednak moim zdaniem jest to rozsądny transfer dla obu stron. Zastal zyskuje zawodnika, który może być liderem drużyny za rozsądną cenę. Amerykanin z kolei trafia do zespołu, w którym może odbudować swoją formę i zrobić sobie dobre okno wystawowe do innej ligi. Czy to ryzyko się opłaci, to zobaczymy po pierwszych kolejkach.

Tabak wybrał nowego centra w Sopocie

Budowa składu w Treflu Sopot nabiera rozpędu. Wszystko wskazuje na to, że w zespole dojdzie do całkowitej rewolucji w porównaniu z minionym rokiem. Z zawodników, którzy grali znaczące minuty w poprzednim sezonie, został tylko Michał Kolenda, który przedłużył tego lata kontrakt o trzy lata. Taka polityka transferowa klubu nie dziwi, gdyż w sopockiej drużynie są aspiracje działaczy, aby wrócić do ligowej czołówki. Stąd więc większy budżet na budowę drużyny, zatrudnienie w roli trenera Żana Tabaka czy pozyskanie doświadczonych ligowców w postaci Jarosława Zyskowskiego jr. i Rolandsa Freimanisa. W ostatnich dniach klub ogłosił z kolei pozyskanie drugiego zawodnika zagranicznego. To 28-letni Amerykanin Wesley Gordon, który minione rozgrywki rozegrał w lidze węgierskiej. Najprawdopodobniej Gordon będzie pierwszym centrem w zespole chorwackiego szkoleniowca.

Nowy center sopocian może swoją grą nieco przypominać Nanę Foullanda, który trzy sezony temu grał w Sopocie. Gordon to przede wszystkim zawodnik, który bardzo dobrze odnajduje się w akcjach dwójkowych. Wie, kiedy trzeba zaatakować deskę, aby zebrać piłkę w ataku. Ponadto też bardzo dobrze czyta grę, obronę rywali, szuka lepiej ustawionych kolegów do rzutu na boisku. Dodatkowo jest również dobrym walczakiem na zbiórce i solidnie blokuje rzuty rywali z pomocy. Kolejnym z atutów Amerykanina jest jego atletyczność — wiele akcji kończy efektownymi wsadami po alley-ooopach. Gordon radzi sobie nieźle też w grze tyłem do kosza 1 na 1 i dobrze odnajduje się świetnie w polu trzech sekund. Poza tym nie grozi rzutem z dystansu, a z półdystansu też nie za często decyduje się na oddawanie prób. Wypisz wymaluj Foulland. Dobry w defensywie i pomoże pod koszem. Taki zawodnik doskonale pasuje do koncepcji gry drużyny trenera Tabaka.

Stara miłość nie rdzewieje

Phil Greene IV (nr 1) | Fot. Andrzej Romański – PLK

Patrząc na budowę składu w Anwilu Włocławek na nadchodzący sezon można stwierdzić, że trener Przemysław Frasunkiewicz lubi stawiać na sprawdzone i znane sobie nazwiska w swoim zespole. Do tego trendu można zaliczyć między innymi przedłużenie latem umów ze skrzydłowym Lukiem Petraskiem czy obwodowym Marcinem Woronieckim czy podpisanie 2-letniej umowy z Joshem Bosticiem. Bostic i Frasunkiewicz współpracowali już wcześniej ze sobą dwa lata w Asseco Arce Gdynia i ich współpraca przynosiła dobre efekty całej drużynie. Przez rok w Gdyni pod wodzą Frasunkiewicza grał również nowy rozgrywający Anwilu, czyli Phil Greene IV, którego szkoleniowiec włocławian bardzo chciał pozyskać też i w tym roku. Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy ruch, ale przy całokształcie oceny transferu nasuwa się na myśl jedno pytanie — jaka rola jest przewidziana dla amerykańskiego playmakera we Włocławku?

Greene IV zazwyczaj gra na pozycji rozgrywającego, ale w Anwilu rola pierwszej jedynki niemalże na pewno przypadnie Kamilowi Łączyńskiemu. Wtedy pozostaje opcja, żeby przesunąć Josha Bosticia na pozycję numer trzy, a Greene ustawić jako rzucającego obrońcę na boisku. Z tego tytułu włocławski zespół mógłby mieć korzyści w ataku, gdyż będzie miał dwójkę zawodników, która bardzo dobrze odnajduje się w grze 1 na 1 z obwodu i umiejętnie penetruje pod kosz. Nowy rozgrywający Anwilu ponadto nie ma również problemu z rozgrywaniem i ma dobry ball-handing. Dodatkowo potrafi seryjnie zdobywać punkty na różne sposoby — czy to po penetracji, czy to z dystansu. Kolejną zaletą jest też to, że Greene po raz kolejny będzie współpracował z trenerem Frasunkiewiczem, więc nie powinien mieć problemów z przyswojeniem jego systemu gry. Zresztą sam Amerykanin spędzi trzeci rok w polskiej lidze (wcześniej grał w Treflu i Asseco), więc zna już realia EBL i wie czego się spodziewać po grze w niej.

Wielu powie, że ten transfer to odgrzewany kotlet i nie za bardzo ma sens. Moim zdaniem może być wręcz odwrotnie. Wszystko jednak zależy od tego, jaką rolę Amerykaninowi przydzieli w drużynie trener Frasunkiewicz.

W Lublinie wciąż stawiają na sprawdzone schematy

Artur Gronek jest już coraz bliżej zamknięcia składu na nadchodzący sezon w Lublinie. Tym razem postawił na kolejne sprawdzone w polskiej lidze nazwisko. W Starcie Lublin w nowych rozgrywkach zagra łotewski center – Klavs Cavars. Jest to już trzecia postać, która tego lata zamienia Bydgoszcz na Lublin. Wcześniej uczynili to trener Gronek oraz skrzydłowy Michał Krasuski. Teraz do tego dochodzi transfer Łotysza, który w minionych rozgrywkach był jednym z lepszych centrów w EBL. Niektórzy wręcz nawet powiedzą, że był to jedyny obcokrajowiec, który dobrze się spisał w Astorii Bydgoszcz w ostatnim roku. Z tych wszystkich względów uważam, że pozyskanie Cavarsa jest bardzo dobrym ruchem lubelskich działaczy.

Łotewski center przede wszystkim bardzo dobrze odnajduje się w akcjach dwójkowych i dobrze broni obręcz. Ponadto dobrze walczy na desce po obu stronach parkietu. Zresztą statystyki na poziomie 12,4 punktów, 7,7 zbiórki i 1,4 bloków na mecz, jakie notował w Astorii, tylko to udowadniają. Cavars w dodatku potrafi również zagrozić skutecznym rzutem z półdystansu. Dodatkowo też w minionym sezonie sporadycznie, ale jednak decydował się na rzucanie z dystansu. Na pięć takich rzutów, trafił cztery. Może więc warto pomyśleć o rozwijaniu tej umiejętności? To tylko mogłoby wszystkim pomóc. Łotysz stałby się wszechstronniejszym zawodnikiem, a Start miałby więcej możliwości w ataku. Trener Artur Gronek zabrał ze sobą do Lublina solidnego centra, który powinien zapewnić jakość zarówno w ataku, jak i w obronie.

Kolejna, bo już ósma część serii transferowej, pojawi się na łamach CDN-u już w pierwszych dniach sierpnia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

9 + dziewięć =