Ruchy w bezruchu (sezon 2) #1 – Tabak w Treflu, Bostic w Anwilu!

Travis Trice (WKS Śląsk Wrocław) | Fot. Andrzej Romański – PLK

Koszykarska seria transferowa „Ruchy w Bezruchu” powraca z drugim sezonem! Kolejny rok będę przedstawiał Wam najciekawsze ruchy transferowe w Energa Basket Lidze. Jednocześnie też będę oceniał ich słuszność. Czas na pierwszą część nowej edycji!

W pierwszej części zaprezentuję pięć ruchów transferowych, które dokonały się w maju bądź na początku czerwca. Sporo dzieje się w Sopocie, gdzie zapowiada się bardzo ciekawy skład na przyszły sezon. Śląsk z kolei stracił swoją gwiazdę, a Czarni Słupsk pozyskali wartościowego Polaka do rotacji. Anwil Włocławek z kolei ogłosił wielki powrót jednego zawodnika do polskiej ligi. Zaczynamy!

Tabak wraca do Polski! Odbuduje potęgę Trefla?

Wielki, a zarazem nieco niespodziewany powrót do Polski stał się faktem! Żan Tabak ponownie będzie prowadził zespół w Energa Basket Lidze! Chorwat został szkoleniowcem Trefla Sopot, do którego powraca po 10 latach przerwy. Trzeba przyznać, że namówienie Tabaka do pracy w sopockim klubie jest dużym sukcesem sopockich działaczy. Nie od dzisiaj wiadomo, że były szkoleniowiec Zastalu chce grać w europejskich pucharach, które w Sopocie nie są pewne. Klub co prawda stara się o grę w prestiżowych rozgrywkach, do jakich można zaliczyć Eurocup, ale kolejka klubów do gry w tych pucharach jest długa i szeroka. Jednak też znacząco zwiększy się budżet Trefla na transfery, a sam klub ma aspiracje do powrotu do ligowej czołówki. Ten pierwszy czynnik plus lokalizacja, hala (Ergo Arena), infrastruktura klubowa może pomóc Treflowi dostać możliwość gry w Eurocupie.

Tabak z klubem z Sopotu podpisał 3-letni kontrakt. Jak ocenić ten ruch? Sytuacja win-win dla obu stron. Trefl zyskuje szkoleniowca, który ma ugruntowaną pozycję na polskim rynku i magia jego nazwiska może pomóc w wielu rozmowach kontraktowych z wartościowymi i jakościowo dobrymi zawodnikami. Z kolei Tabak dostaje stabilną umowę i gwarancję, że to on głównie będzie odpowiadał za budowę składu. Chorwat udowodnił już w Zastalu Zielona Góra, że jest w stanie zbudować mocny zespół za niewielkie pieniądze, który może zrobić sporo szumu zarówno w Polsce, jak i Europie (w jednym roku jego drużyna zajęła 6. miejsce w lidze VTB). Dodatkowo też ma pełne zaufanie ze strony władz klubu oraz nie zostanie zapewne zwolniony przy pierwszym lepszym kryzysie w Treflu (jak na przykład w lidze hiszpańskiej). Idzie do klubu, w którym pozwolą mu spokojnie budować bardzo ciekawy koszykarski projekt.

Determinacja sopockich działaczy (osobiście przylecieli do Tabaka do Madrytu na rozmowy, skierowali bezpośrednio do niego, a nie jego agenta, list z propozycją pracy) pokazuje, że ich zaufanie do Tabaka jest bardzo duże oraz mówi o tym, że Chorwat będzie miał komfort pracy w budowaniu długofalowego projektu w Sopocie. To może mu pomóc poradzić sobie z presją i oczekiwaniami, jakie są przed nim stawiane (powrót do ligowej czołówki i europejskich pucharów). Trefl będzie w przyszłym sezonie miał znacznie silniejszy skład, ale i tak moim zdaniem największym letnim wzmocnieniem sopocian okaże się angaż 51-letniego szkoleniowca. Tabak miał propozycje z innych i silniejszych klubów w Europie (lepszych też finansowo), ale zdecydował się na pracę w Sopocie. Ta współpraca musi po prostu wypalić!

MVP Finałów opuszcza Polskę

Ma 183 cm wzrostu, ale to nie przeszkodziło mu w tym, aby podczas siedmiu miesięcy pobytu w Polsce zostać MVP sezonu zasadniczego, być w najlepszej piątce rozgrywek oraz dostać nagrodę MVP Finałów Energa Basket Ligi. Jednak przede wszystkim to on był głównym architektem 18. w historii mistrzostwa Polski dla Śląska Wrocław. Travis Trice bezapelacyjnie był główną gwiazdą EBL w niedawno zakończonym sezonie. Popisy amerykańskiego rozgrywającego budziły podziw nie tylko u jego kolegów z drużyny, ale też u innych rywali, trenerów przeciwnika i wielu sportowych fanów. W 33 meczach dla Śląska zdobywał średnio 18,1 punktów i 7,2 asysty na mecz. Dodatkowo miał rewelacyjną skuteczność w rzutach z dystansu (80/176, 45,5%), która była jedną z najlepszych w całej lidze. Podawał piłkę tam, gdzie mało kto by się na to odważył. Odważnie penetrował pod kosz, choć rywale byli znacznie od niego wyżsi. Rzucał z pozycji, z których mało kto zdecydowałby się na rzut. Szkoda więc, że w przyszłym roku Trice nie zagra w polskiej lidze.

W minioną sobotę oficjalnie został zawodnikiem hiszpańskiej UCAM Murcia. Wygląda na to, że jest to bardzo dobry ruch dla niego zarówno pod względem finansowym, jak i sportowym. Liga hiszpańska jest jedną z trzech najlepszych w Europie, a w nowym klubie będzie zarabiał dwa razy więcej niż w Śląsku. Trice grając w polskiej lidze, dał się poznać kibicom i ekspertom z bardzo dobrej strony. Jest to zawodnik obdarzony bardzo dobrym przeglądem parkietu i znakomicie czyta grę i obronę rywala. Wie dobrze, kiedy może pozwolić sobie na grę w izolacji 1 na 1, a kiedy piłkę trzeba oddać do lepiej ustawionego kolegi na obwodzie. Dodatkowo ma też bardzo dobry rzut – tak naprawdę jest w stanie trafić z każdej pozycji. Ponadto też gra z korzyścią dla całego zespołu (z nim na boisku Śląsk był lepszy o dziewięć punktów od rywali w tym sezonie). Koledzy przy nim na boisku stają się bardziej wartościowymi koszykarzami. Amerykanin był zdecydowanie za dobry na naszą ligę i zasłużenie dostaje szansę gry w lepszych rozgrywkach. Teraz tylko od jego zachowania i boiskowej dyspozycji będzie zależeć, w którą stronę pójdzie jego kariera. Jednak patrząc na występy na polskich parkietach i w Eurocupie jestem pewny, że w Hiszpanii pokaże się z bardzo dobrej strony.

Bostic wraca do Polski! Ponownie będzie współpracował z Frasunkiewiczem

Josh Bostic (nr 3) | Fot. Andrzej Romański – PLK

Wielki powrót do Polski stał się faktem! Rzucający obrońca Josh Bostic ponownie zagra w Energa Basket Lidze! Tym razem jednak już nie w Gdyni, gdzie przez dwa sezony (lata 2018-2020) reprezentował barwy Asseco Arki Gdynia, a w Anwilu Włocławek, z którym podpisał 2-letni kontrakt. Trzeba przyznać, że pomimo iż przez ostatni rok Bostic nie grał w żadnym klubie z powodu kontuzji, to jest to bardzo dobry ruch włocławskich działaczy. Można nawet nazwać go hitem transferowym w PLK!

Dlaczego? Ponieważ warto zaznaczyć, że do Anwilu trafia gracz z bardzo dobrym koszykarskim CV (w przeszłości Bostic grał m.in. w Dinamo Sassari, VEF Ryga, Zadarze czy Spartaku Petersburg). Ponadto też włocławianie zyskują zawodnika, z którym trener Frasunkiewicz pracował już w przeszłości w Asseco. To oznacza z kolei, że Bostic dobrze zna już system gry szkoleniowca Anwilu, dzięki czemu łatwiej będzie mu się wpasować do nowej drużyny. Ponadto też Frasunkiewicz zna silne i słabe strony w grze Amerykanina, co w tej sytuacji również jest bardzo istotne.

Co prawda Bostic jest zawodnikiem na pozycję numer dwa, ale nie ma też problemów z rozgrywaniem piłki. Z tego powodu może być takim swoistym następcą gwiazdy Anwilu z ostatniego sezonu — Jonaha Mathewsa. Nowy zawodnik Anwilu jest również bardzo dobrym strzelcem — nie ma problemów z trafianiem czy to z półdystansu, czy z dystansu (43,4% skuteczności w Asseco). Ponadto dobrze gra w izolacji 1 na 1 w ataku, co przy meczach, gdzie wynik będzie oscylował w granicach remisu w końcówce, jest dosyć istotne. Pomimo iż Bostic jest utalentowanym ofensywnie zawodnikiem, to całkiem dobrze spisuje się również w obronie (średnio około 1,2 przechwytu na mecz w Asseco).

Bostic jest graczem zespołowym, z którym drużyna na parkiecie wiele zyskuje. Podsumowując cały ten transfer, trzeba zaznaczyć, że nie ma żadnych czysto koszykarskich wad co do niego. Jedyne co może zastanawiać, to jak fizycznie będzie wyglądał Bostic po roku przerwy od grania w koszykówkę? Jednak jestem pewny, że trener Frasunkiewicz wie, co robi, a Amerykanin sprawi wiele radości swoją grą fanom Anwilu. Jest to kandydat na jedną z gwiazd naszej ligi.

Leończyk powraca do Słupska

Paweł Leończyk od 2019 roku grał w Treflu Sopot. Miał już spędzone w klubie sześć sezonów i powoli stawał się jedną z jego legend. Był również kapitanem drużyny i jednym z jej liderów w ostatnich latach. Ta historia mogła wciąż trwać, bo popularny Leon miał ważną umowę na kolejny rok. Jednak była ona opcją zawodnika i zawierała odpowiednie zapisy, dzięki którym polski podkoszowy mógł ją rozwiązać. Leończyk wykorzystał tę furtkę i w maju postanowił opuścić klub z Sopotu. W wywiadzie udzielonym portalowi WP SportoweFakty przyznawał, że decyzję podjął już parę miesięcy temu i nic nie mogło jej zmienić. Wpływu na nią nie miało zatrudnienie Tabaka, który nie zdążył nawet indywidualnie porozmawiać z byłym reprezentantem Polski. A wiemy, że chorwacki szkoleniowiec widział go w swojej drużynie na nadchodzący sezon.

Po zaskakującej wielu dziennikarzy i kibiców decyzji Leończyk trafił na listę wolnych zawodników. Jednak nie pozostał na niej zbyt długo, gdyż parę dni po rozstaniu z Treflem podpisał 2-letni kontrakt z rewelacją poprzedniego sezonu, jakim była Grupa Sierleccy Czarni Słupsk. Dla byłego już gracza Trefla jest to powrót do Słupska po 10 latach przerwy. W przeszłości zdobywał tam z drużyną brązowy medal w lidze i odnosił sukcesy. Teraz ma świetną okazję na dołożenie kolejnych. Trzeba przyznać, że jest to kolejna sytuacja typu win-win dla obu stron. Czarni zyskują bardzo wartościowego zawodnika do polskiej części składu, który może być jej liderem. Leończyk w ostatnich latach był jednym z najlepszych polskich podkoszowych zawodników w EBL. Chociaż nie jest stosunkowo wysokim graczem podkoszowym (205 cm wzrostu), to nie ma lepszego gracza w naszej lidze grającego w izolacji tyłem do kosza niż nowy zawodnik Czarnych. Jego ogromny atut był wykorzystywany w Treflu, gdzie niejedna zagrywka kończyła się doprowadzeniem Leona do gry tyłem do kosza i daniem mu przestrzeni do skończenia akcji pod koszem, co bardzo często kończyło się z korzyścią dla sopockiego zespołu.

W poprzednim sezonie notował 7,7 punktów i 5,5 zbiórki na mecz w średnio 20 minut, które spędzał na boisku. Jeden z najlepszych graczy grających tyłem do kosza w lidze, solidnie rzucający z półdystansu. Wady? Trochę słabsza gra w obronie, ale jego ofensywne walory znacznie przewyższają problemy po bronionej stronie parkietu. Trener Mantas Cesnauskis dostaje w Słupsku zawodnika, który może być jednym z liderów drużyny i znacząco pomóc jej w osiąganiu dobrych wyników. Moja jedyna sugestia byłaby taka, aby zachęcić Leończyka do decydowania się na częstsze rzuty z dystansu. Uważam, że umie to robić bardzo dobrze, a mogłoby to przynieść mu i całej drużynie same korzyści.

Sportowy awans Mitrovicia

Milos Mitrović w poprzednim sezonie zrobił z Asseco Arką Gdynia wynik ponad stan. Jeśli weźmiemy pod uwagę budżet gdynian w porównaniu z innymi ligowymi drużynami (kontrakty w Gdyni były nawet na poziomie 1,5 tysiąca dolarów za miesiąc), to nikt nie ma prawa być rozczarowany wynikami osiągniętymi w ostatnim roku (bilans 11-19, 13. miejsce w lidze). Serb miał też kontrakt w Gdyni na kolejny rok, ale został on wypowiedziany przez klub. Nie jest tajemnicą, że działacze zespołu z Trójmiasta wypowiedzieli umowy niemal wszystkim zawodnikom i całemu sztabowi szkoleniowemu z powodu niezbyt dobrej kondycji finansowej klubu. Najprawdopodobniej niestety też Asseco nie wystartuje w przyszłej edycji rozgrywek Energa Basket Ligi, a jego miejsce zajmie Hydrotruck Radom (odkupienie licencji). Chociaż w Gdyni została podjęta misja ratunkowa (zebranie 2 milionów złotych na grę w lidze), to nie zakończyła się ona niestety powodzeniem.

Milos Mitrović | Fot. Mariusz Mazurczak – Asseco Arka Gdynia

W związku z tym wszystkim trener Mitrović nie mógł dłużej zwlekać i zaczął poszukiwania nowego pracodawcy. Ostatecznie został nowym szkoleniowcem Twardych Pierników Toruń, z którym podpisał 2-letni kontrakt (1+1). Jest to zdecydowanie awans sportowy dla Serba zarówno pod względem sportowym (7. miejsce w lidze), jak i finansowym. Co prawda w Toruniu nie jest aż tak dobrze z finansami, jak jeszcze parę lat temu, ale na pewno jest zdecydowanie lepiej niż w Trójmieście. Mitrovicia na Kujawach czeka jednak też duży sprawdzian, gdyż w Toruniu oczekiwania będą większe, a skład personalnie będzie lepszy niż w Gdyni. Jednak też łatwiej może być mu z budową zespołu niż w Trójmieście rok temu — kontrakt w Toruniu ma skrzydłowy Bartosz Diduszko, a są szanse na pozostanie Aarona Cela. To są już solidne fundamenty polskiej rotacji. Dodatkowo też Serb będzie mógł już mieć graczy zagranicznych do dyspozycji od początku sezonu (w Gdyni z powodu zakazu transferowego tak nie było). Przed Mitroviciem wielki test, ale też i szansa, aby pokazać i podnieść swoją wartość na rynku trenerskim w Polsce. Serbski szkoleniowiec będzie mógł w pełni pokazać wszystkie swoje taktyczne pomysły i walory trenerskie, na jakie go stać. Jestem fanem tego ruchu torunian i wierzę w to, że nikt na Kujawach w następnym roku nie będzie żałował tej decyzji.

Karuzela transferowa w Energa Basket Lidze dopiero się rozkręca! Kolejna, druga część cyklu pojawi się na łamach CDN-u już niedługo. Z tego miejsca serdecznie na nią zapraszam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *