Nieodkryta planeta BOKKA

O tym, że personalia nie wystarczą, aby stworzyć zespół wiadomo od dawna. Potrzebna jest jeszcze pasja. Piątkowy koncert BOKKA w klubie Żak pozwolił odbiorcom tę pasję poczuć. Kto tworzy projekt BOKKA? Muzycy z krwi i kości.

Polkowska Aleksandra We Draw A w Żaku (1)Piątkowy koncert w gdańskim Żaku rozpoczął się od występu obiecującego wrocławskiego duetu We Draw A. Muzycy poruszają się w elektronicznej stylistyce, wzbogaconej dreampopowe tradycje. Wokalista Peve Lety oraz Radek Krzyżanowski (znany z formacji Kamp!) podczas półgodzinnego występu zaprezentowali przede wszystkim utwory z EP-ki zatytułowanej „Glimpse”, zgodnie ocenianej przez krytyków jako jedno z najciekawszych małych wydawnictw 2013 roku. Nie da się niestety ukryć, że We Draw A to projekt wciąż kojarzony tylko z jednym utworem, aczkolwiek znakomitym – „ Tears from the Sun”.

Około 21.10 przyszedł czas na charyzmatyczną piątkę z planety BOKKA. Na scenie pojawiła się jedna kobieta i czterech mężczyzn, wszyscy ubrani w białe uniformy oraz zaopatrzeni w maski zasłaniające twarze.  Publiczność przywitał  napis: „Cześć, nazywamy się BOKKA. Witajcie w naszym kosmosie.” Taki rodzaj komunikacji był nieodłącznym elementem występu. Nie stanowiło to bynajmniej problemu, bowiem między zespołem a publicznością szybko nawiązała się nić porozumienia, kontakt werbalny nie był konieczny.

Polkowska Aleksandra Bokka w Żaku (18)Na ponad godzinny występ złożyły się przede wszystkim utwory z wydanej w 2013 roku płyty zatytułowanej po prostu „BOKKA”.  Z ogromnym entuzjazmem przyjęto przede wszystkim single promujące album: „Town of Strangers” oraz „Reason”. O potencjale  formacji BOKKA, przewrotnie, świadczą jednak utwory, których nie znajdziemy na debiutanckim albumie. Jedna z nowych kompozycji, której tytułu niestety nie poznaliśmy, to muzyczna Skandynawia w najlepszym wydaniu. Połączono w niej trzy elementy: inspirujący głos wokalistki, elektronikę (elementy niezmienne) oraz, co istotne, perkusję, na którą położono większy nacisk. Jestem daleki od stwierdzenia, że BOKKA może być polskim odpowiednikiem Sigur Rós, jednak mocniejsza perkusja, właśnie w stylu islandzkiej grupy, z pewnością dodaje jeszcze więcej emocji.

Rozochocona publiczność nie pozwoliła zejść zespołowi po zagraniu zaplanowanych utworów. Pierwszy bis był swoistą niespodzianką, zespół wykonał cover utworu „Kaili” z repertuaru kanadyjskiego artysty – Caribou.  Finał koncertu nie mógł być inny,  ze sceny gdańskiego Żaka po raz drugi popłynęły dźwięki „Town of Strangers”.

Wydaje się, że  kluczem do długotrwałego sukcesu grupy BOKKA jest zaangażowana publiczność. Tej podczas występu w gdańskim Żaku nie brakowało. Pozostaje pytanie, czy oczarowani piątkowym koncertem słuchacze mogą oczekiwać po zespole jeszcze czegoś więcej? A zatem, czy wrócą na kolejne koncerty, kiedy ciekawość została w dużym stopniu zaspokojona?  W moim przekonaniu wrócą i to ze zdwojoną siłą. W końcu  BOKKA to wciąż nieodkryta planeta, z ogromnym potencjałem.

fot. Aleksandra Polkowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

15 + sześć =