4 Nations Cup, dzień 1: Nieudany start Polaków!

Kamil Syprzak | Fot. Handball Polska – Facebook

Dzisiaj w Ergo Arenie rozpoczął się trzydniowy turniej piłki ręcznej 4 Nations Cup! Dla reprezentacji Biało-Czerwonych będą to mecze przygotowawcze do mistrzostw Europy, które już w styczniu odbędą się na terenie Słowacji i Węgier. We wtorek podopieczni trenera Patryka Rombla zmierzyli się z reprezentacją Tunezji.

Japończycy gorą w meczu otwierającym 4 Nations Cup!

Zanim jednak podopieczni trenera Rombla wyszli na boisko to nielicznie zgromadzeni na trybunach fani mogli zobaczyć starcie rywali Biało-Czerwonych w następnych dniach rywalizacji — Holandia w pierwszym meczu całego turnieju zmierzyła się z Japonią.

Pierwszą bramkę zmagań zdobył prawy rozgrywający Oranje i były zawodnik Górnika Zabrze Iso Sluijters. W pierwszych dziesięciu minutach spotkaniach lepsi byli zawodnicy z kraju Kwitnącej Wiśni, którzy prowadzili 6:5. Japończycy wtedy grali spokojnie i cierpliwie w ataku, a ich akcje w początkowej fazie spotkania świetnie wykańczali Jin Watanabe i Tatsuki Yoshido. W dalszej fazie pierwszej połowy Japończycy osiągnęli jeszcze większą przewagę, gdyż po dwóch bramkach z rzędu Naoki Sugioki prowadzili aż 13:8. Japonia wtedy wykorzystała przewagę jednego zawodnika, kiedy to karę dwóch minut odbywał Dani Baijens. Efekt był między innymi taki, że w tym czasie solidna obrona drużyny z Azji pozwoliła im dwukrotnie zdobyć gola na pustą bramkę (Holandia wycofała bramkarza na grę w ataku). To zmusiło trenera Holendrów do wzięcia pierwszej przerwy na żądanie w tym meczu.

Przerwa na Holendrów podziałała bardzo mobilizująco. Dzięki poprawieniu swojej obrony, lepszej skuteczności w ataku oraz dwukrotnemu wykorzystaniu przewagi jednego zawodnika, udało im się doprowadzić do wyrównania tuż przed przerwą w 30. minucie rywalizacji po golu Eprahima Jerrego (16:16). Remisem zakończyła się pierwsza połowa meczu otwierającego turniej w Trójmieście.

Na początku drugiej połowy obie ekipy zdobywały gole seriami. Najpierw Holendrzy grający w osłabieniu osiągnęli trzybramkową przewagę po trafieniu Toma Jansena (20:17). Jednak chwilę później Japończycy szybko zniwelowali całą stratę i po bramce Shuichi Toshidy był już remis 20:20. Później spotkanie było bardzo zacięte, a w w dalszej części drugiej połowy żadna z ekip nie potrafiła osiągnąć większej przewagi niż dwie bramki — po trafieniu z prawego skrzydła Taigi Tsutayi ponownie był remis (24:24) w 44. minucie rywalizacji.
Ostatni kwadrans pojedynku lepiej rozpoczęli Japończycy, którzy dzięki dobrej obronie i konsekwencji w ataku prowadzili już 28:24 po trzecim skutecznym rzucie karnym w drugiej połowie w wykonaniu Yuto Agariego. Holendrzy walczyli jednak do końca i w 53. minucie po golu Bobbiego Schagena z prawego skrzydła przegrywali już tylko 27:29. Jednak samą końcówkę lepiej rozegrali zawodnicy z kraju Kwitnącej Wiśni, którzy wygrali ostatecznie 33:30. MVP meczu został kapitan zespołu z Azji Agarie, autor 7 bramek. Lider Japonii niestety pod koniec meczu doznał kontuzji. Mamy nadzieję, że to nic poważnego i liczymy, że zagra w następnych dniach turnieju.
Holandia — Japonia 30:33 (16:16)
Holandia: Ravensbergen, Schellekens 1— Stavast 1, Ten Velde 2, Schoenaker 1, Bourget 1, Sluijters 4, L. Steins, Benghanem 3, Schagen 1, I. Steins, Jerry 5, Falke 1, Visser 3, Jansen 3, Baijens 3
Japonia: Iwashita, Ta. Nakamura — Sugioka 4, Kasahara 1, Baig Adam 1, Narita, Watanabe 5, Motoki 1, Tamakawa, Yoshino 6, Agarie 7, Mizumachi, Takano 2, Tokuda, Yoshida 4, Toi, Ts. Nakamura, Tsutaya 1
Sędziowie: Bartosz Leszczyński, Marcin Piechota (Płock)
MVP: Yuto Agarie (Japonia)

Błędy pogrążyły Polaków

Po meczu otwarcia przyszedł czas na pierwszy mecz Biało-Czerwonych. Z racji tego, że do składu można było tylko zgłosić 18 zawodników trener Patryk Rombel musiał dokonać pewnej selekcji. W meczu z Tunezją nie wystąpił m.in. pierwszy bramkarz kadry, czyli Adam Morawski, czy też inne ważne postacie zespołu, chociażby skrzydłowy Michał Daszek czy rozgrywający Szymon Sićko. W składzie nie znalazł się również bramkarz TORUS Wybrzeża Gdańsk — Miłosz Wałach, ale był w nim z kolei inny zawodnik gdańskiej drużyny, 19-letni prawy rozgrywający Wiktor Tomczak.

Piotr Jędraszczyk | Fot. Handball Polska – Facebook

Początek spotkania potoczył się nie pomyśli Polaków. W 4. minucie meczu Tunezja prowadziła już 3:0. Biało-Czerwoni źle zaczęli ten mecz — było zbyt dużo niepotrzebnych strat, wolne tempo akcji w ataku. Dwie świetne okazje na bramkę zmarnował też aktualny lider klasyfikacji strzelców PGNIG Superligi —  skrzydłowy Arkadiusz Moryto. Pierwszą bramkę dla zespołu Patryka Rombla tuż pod koniec szóstej minuty starcia (5:56) zdobył rozgrywający Piotr Jędraszczyk. Warto wspomnieć też, że tym starciem 20-letni zawodnik Piotrkowianina Piotrków Trybunalski zadebiutował w kadrze.

Z czasem jednak trochę lepiej Polacy zaczęli grać w obronie, a w bramce dobrze spisywał się Mateusz Zembrzycki. Atak wyglądał też odrobinę bardziej okazale, a jedną z wyróżniających się postaci w ofensywie był właśnie Jędraszczyk. 20-latek grał z Tunezyjczykami bez żadnych kompleksów. Po golu obrotowego Patryka Walczaka było już 4:4 w 12. minucie meczu, a chwilę później po bramce Przemysława Krajewskiego Biało-Czerwoni pierwszy raz w trakcie wtorkowego wieczoru wyszli na prowadzenie. Potem obserwowaliśmy walkę gol za gol. Wówczas efektowną bramką popisał się m.in. Moryto (6:5). Grę gości napędzał rozgrywający Bilel Abdelli. Po jego dwóch golach z rzędu goście objęli trzybramkowe prowadzenie w 20. minucie spotkania (7:10). Był to zasłużony wynik, gdyż polscy szczypiorniści spisywali się mizernie w ataku, z kolei w obronie nie mieli sposobu na zatrzymanie duetu Abdelli — Issam Rzig, który napędzał grę zespołu z Afryki.
Biało-Czerwoni dalej notowali sporo strat, niedokładnych zagrań, ale po bramce Krajewskiego udało im się zniwelować już straty do jednego gola (10:11). Jednak Tunezyjczycy lepiej rozegrali końcówkę pierwszej połowy i między innymi po dwóch bramkach rozgrywającego Oussamy Boughanmiego do przerwy prowadzili 14:12. Trzeba przyznać, że zasłużenie. Polacy mieli często spore problemy z dokładnymi podaniami, a jak dochodzili do sytuacji bramkowych, to często byli nieskuteczni. Tunezyjczycy natomiast wykorzystywali praktycznie każdy błąd podopiecznych Patryka Rombla.
Pierwszego gola w drugiej połowie z rzutu karnego zdobył Moryto. Jednak na początku drugiej części gry powróciły flashbacki z pierwszych 30 minut rywalizacji. Tunezyjczycy ponownie grali rozsądniej i skutecznej w ataku, czego efektem było prowadzenie 17:13 w 34. minucie rywalizacji. Polacy znowu byli niedokładni w swoich podaniach, nieskuteczni w swoich próbach strzeleckich na bramkę rywali, podejmowali nierozsądne decyzje. Efektem tego było już pięć bramek przewagi rywali z Afryki parę minut później (19:14).
Tunezyjczycy kontynuowali swoje dobre minuty i pomimo dobrej gry Michała Olejniczaka oraz udanych obron Zembrzyckiego w dalszym ciągu utrzymywali bezpieczną przewagę (21:16, 40. minuta). Później Biało-Czerwonym udało się dochodzić do dobrych pozycji rzutowych, ale w bramce gości świetnie spisywał się Mehdi Sadri Harbaoui. Straty były we wtorek sporą bolączką Polaków — w 44. minucie, zamiast wykorzystać przewagę, Polacy źle rozegrali akcję, co skończyło się kontratakiem rywali, który wykończył Boughanmi w 44. minucie potyczki (17:23). Jakby to powiedzieć, akcja za minus dwa. Wiadomo, że są to pierwsze mecze sparingowe, ale zawodnicy trenera Rombla grali we wtorek bardzo słabo. Zdarzyła się nawet sytuacja, że nie trafili do pustej bramki przeciwnika… To może być dobitne podsumowanie występu naszych Orłów w Ergo Arenie w starciu z Tunezją.

Arkadiusz Moryto | Fot. Handball Polska

W 50. minucie swoją trzecią bramkę w meczu z koła zdobył Kamil Syprzak, przełamując niemalże sześciominutową serię Polaków bez gola (18:24). Dalsza część meczu jednak wyglądała jak wcześniej — Polacy popełniali zbyt dużo błędów, a rywale to bezbłędnie wykorzystywali. Plusik jednak można postawić przy nazwisku kolejnego bramkarza naszej reprezentacji. Mateusz Kornecki, tak jak jego imiennik wcześniej, też popisał się kilkoma udanymi obronami. Jednakże zbyt mało przynosiła nam gra w ataku, by niezła dyspozycja polskich bramkarzy pomogła odnieść zwycięstwo. Mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 30:26 dla Tunezji.

To nie był zdecydowanie dobry dzień dla Biało-Czerwonych. Po atakowanej stronie parkietu popełniali zbyt dużo strat. Kiedy dochodzili do dobrych sytuacji na bramkę, to albo byli nieskuteczni, albo świetnie ich próby bronili bramkarze rywali. Polacy mieli ponadto problemy ze składną grą w ataku. Dodatkowo dochodziły do tego kilkuminutowe serie bez zdobyczy bramkowej. To były główne powody porażki Polaków, którzy oblali pierwszy test przed styczniowymi mistrzostwami Europy. Jednakże na pochwałę za debiut zasługuje Jędraszczyk, który strzelił 4 gole i zaliczył 9 z 12 trafień całej reprezentacji w pierwszej połowie. Dobrze spisali się jeszcze też Syprzak (4 gole) i Olejniczak (4 gole), ale niestety trudno pochwalić resztę zawodników za ich występ. 18 błędów technicznych, 13 bramek rywali z kontry. Więcej dodawać nie trzeba.
Okazja dla Polaków do rehabilitacji już jutro, kiedy zmierzą się z reprezentacją Japonii. Początek meczu o godzinie 18:30. Wcześniej, bo o 15:30 Tunezja zmierzy się z Holandią.
Polska — Tunezja 26:30 (12:14)
 
Polska: Kornecki, Zembrzycki — Przytuła 3, Jędraszczyk 4, Olejniczak 4, Komarzewski 1, Walczak 1, Bis, Pietrasik, Adamski, Tomczak, Pilitowski, Syprzak 4, Moryto 5, Krajewski (C) 2, Przybylski 1, Dawydzik, Zembrzycki, Czapliński
 
Tunezja: Namli, Belkayed, Harbaoui— Souid 2, Zammel, Abdelli 5, Boughanmi (C) 5, Haj Youseff 1, Rzig 4, Chouiref, Jallouz, Toumi 2, Maoua 1, Jaballah 1, Darmoul 4, Jaziri 1, Ben Abdallah 2, Frad Mohamed 2
Sędziowie: Justas Ivanauskas, Edvinas Jencevicius (Litwa)
 
MVP: Mohamed Amine Darmoul (Tunezja)
Relację prosto z Ergo Areny przygotował Kacper Czuba.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *