„Ani Jednej Więcej” – ogólnopolska akcja kobiet

fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Od minionej soboty, 6 listopada, w całej Polsce są organizowane marsze pod hasłem „Ani Jednej Więcej”. Motywem manifestacji stała się historia zmarłej 30-letniej kobiety z Pszczyny, w województwie śląskim, która 22 września trafiła tam do szpitala powiatowego, gdy odeszły jej wody płodowe.

Po przyjęciu stwierdzono, wcześniej już zdiagnozowane, wrodzone wady płodu oraz bezwodzie – brak płynu owodniowego (wód płodowych) wytwarzanych przez organizm, które są konieczne do prawidłowego rozwoju płodu. Po niecałych 24 godzinach od przyjęcia pacjentka zmarła w wyniku wstrząsu septycznego, czyli zakażenia organizmu, które może doprowadzić do całkowitej niewydolności organizmu.

Lekarze nie przeprowadzili aborcji, bo czekali, aż serce płodu przestanie bić. Zeszłoroczna zmiana  ustawy o planowaniu rodziny i ochronie życia ludzkiego z powodu wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października — wykluczenie przesłanki dotyczącej możliwości przerywania ciąży z powodu wad wrodzonych płodu — spowodowała, że lekarze nie zdecydowali się podjąć kroków w celu usunięcia płodu z organizmu pacjentki. W Polsce wciąż obowiązują dwie przesłanki dotyczące możliwości dokonania aborcji: gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego oraz gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej.

I tutaj zaczyna się problem ze sprecyzowaniem zagrożenia życia. Ryzyko infekcji, jakim jest wstrząs septyczny, po przedwczesnym odejściu wód płodowych nie jest oczywistym wskazaniem na takie zagrożenie, bo nie każdy przypadek bezwodzia kończy się w taki sposób – tak tłumaczy to pani ginekolog, dr Małgorzata Kraszewska w wywiadzie z magazynem Wysokie Obcasy.

Matka zmarłej Izy z Pszczyny udostępniła wiadomości, które wysłała jej córka, przebywając w szpitalu:

„Dziecko waży 485 gramów. Na razie dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć. I nic nie mogą zrobić. Zaczekają, aż umrze lub coś się zacznie, a jeśli nie, to mogę spodziewać się sepsy. Przyspieszyć nie mogą. Musi albo przestać bić serce, albo coś się musi zacząć”.

W kolejnych SMS-ach ciężarna kobieta informowała o tym, że nie czuję się dobrze i boi się o swoje życie.

W poniedziałek 1 listopada zorganizowane zostały marsze ku pamięci pani Izy. To wtedy w mediach społecznościowych pojawiły się pierwsze hasztagi #Anijednejwięcej, pod którymi internauci wstawiali posty wyrażające opinie na temat całej sytuacji oraz zdjęcia z manifestacji.

Następnego dnia Minister Zdrowia, Adam Niedzielski, zlecił prezesowi Narodowego Funduszu Zdrowia, Filipowi Nowakowi, przeprowadzenie kontroli sytuacji szpitala w Pszczynie. Rzecznik prasowy resortu zdrowia podkreśla, że NFZ nie będzie wypowiadał się w tej sprawie, ze względu na jej dość dramatyczny charakter, do czasu zakończenia kontroli.

Rodzina zmarłej wydała oświadczenie 4 listopada, opublikowane w Internecie przez  ich pełnomocniczkę Jolantę Budzowską. Dziękują w nim za okazane współczucie. Poprosili, aby wpłaty, udzielane  w formie wsparcia, zostały przeznaczane na Fundację „Między Niebem a Ziemią” pomagającą rodzinom dzieci nieuleczalnie chorych z dopiskiem #AniJednejWięcej.

Sprawą również zajęła się Prokuratura Regionalna w Katowicach na skutek zawiadomienia rodziny o możliwości popełnienia przestępstwa, tzw. błędu medycznego. Podkreślono jednak, że rodzina, która prosi o uszanowanie ich okresu żałoby, z uwagi na dobro śledztwa, nie będzie udzielała już więcej publicznie informacji w tej sprawie.

W ubiegły weekend (6 listopada) w Warszawie o godzinie 15:30 spod budynku Trybunału Konstytucyjnego rozpoczął się marsz dla zmarłej kobiety z Pszczyny. Tego dnia protesty odbywały się zarówno w dużych miastach takich jak Gdańsk, Bydgoszcz, Łódź, Kraków czy też mniejszych miejscowościach (łącznie w 78).

fot. Krystian Dobuszyński

Sprawa odbiła się głośnym echem na całym świecie. Opisywały ją takie międzynarodowe organizacje ochrony praw człowieka jak Amnesty International czy FederaFederacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. O sytuacji ze szpitala w Pszczynie pisało, między innymi The Guardian, The Washington Post czy BBC News. Protesty organizowane były również za granicą w stolicy Niemiec czy Wielkiej Brytanii.

11 listopada ogłoszono, że Unia Europejska przyjęła rezolucję, niemającą mocy wiążącej dla polskiego rządu, dotyczącą aborcji w Polsce i wyroku Trybunału Konstytucyjnego z zeszłego roku. Parlament Europejski wzywa Komisję Europejską „do wsparcia aktywistów i aktywistek działających na rzecz praw reprodukcyjnych kobiet, a także do powołania specjalnego wysłannika UE ds. zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz praw w tym obszarze”, a polski rząd „do podjęcia działań w celu dekryminalizacji aborcji, w tym usunięcia przepisów dot. aborcji z kodeksu karnego, tak aby wyeliminować ryzyko efektu mrożącego wobec lekarzy i lekarek w Polsce”. Wzywa również Radę Europejską do „rozszerzenia zakresu przesłuchań na temat sytuacji w Polsce, na podstawie art.7, ust.1 TUE”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *