Po Zawodach #1 cz. 2: Nowe rozdanie Milicicia i początek sezonu NBA

Igor Milicić | Fot. Rafał Jakubowicz

„Po Zawodach” to nowy koszykarski cykl rozmów m.in. o osiągnięciach pomorskich drużyn w Energa Basket Lidze, perspektywicznych koszykarzach, czy chociażby NBA. Będę go prowadził wraz z Dawidem Chęciem, dziennikarzem Radia Tczew. Dzisiaj zapraszamy na część 2. naszej pierwszej rozmowy!

A część 1.możecie przeczytać TUTAJ

W drugiej części poruszamy tematy takie, jak:

  • Zaskakujące powołania Milicicia
  • Wielcy nieobecni na liście powołanych
  • Dzieje Los Angeles Lakers
  • Chimeryczność Jaysona Tatuma
  • Sprawa Kyriego Irvinga

Kacper Czuba: Zostawiamy temat Energa Basket Ligi i przechodzimy teraz do pierwszych powołań nowego selekcjonera reprezentacji Polski koszykarzy, Igora Milicicia. Nie masz takiego wrażenia, że one już zaskoczyły bardziej, niż wszystkie powołania Mike Taylora przez ostatnie 8 lat?

Dawid Chęć (Radio Tczew): Zaskoczyły i to bardzo dobrze. Na pewno jest to na plus dla szkoleniowca, który próbuje zbudować coś nowego. Mam nadzieję, że skoro aż tak namieszał, to chce z tą kadrą pozostać jak najdłużej i osiągnąć z nią wysoki rezultat. Myślę, że to w dużej części przemyślane decyzje. Powołani zawodnicy są stosunkowo młodzi, m.in. Jeremy Sochan, który raz już w kadrze zagrał nieprawdopodobnie dobre spotkanie (18 punktów przeciwko Rumunii w meczu eliminacji do Eurobasketu 2022 – przyp. red.), czy też syn i imiennik selekcjonera, czyli Igor Milicić jr., który także naprawdę bardzo dobrze się rozwija. Powołani zawodnicy mogą obstawić tak naprawdę każdą pozycję, prócz jednej, o której mówiłeś przed rozmową.

Przejdźmy w takim razie do tego tematu. Mike Taylor przez ostatnie lata powoływał głównie czterech tych samych rozgrywających. Byli to A.J Slaughter, Łukasz Koszarek, Łukasz Kolenda i Andrzej Mazurczak. Teraz nie ma dwóch pierwszych „jedynek” kadry, czyli Slaughtera i Koszarka. Milicić natomiast powołał pięciu rozgrywających – jest Kolenda i Mazurczak, ale reszta nazwisk trochę zaskakuje – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto spodziewał się na liście na przykład Mateusza Szlachetki! Bo o Jakubie Schenku mówiło się już od dłuższego czasu, że zasługuje na grę w kadrze swoim dobrym występem w Szczecinie. Jednak jeśli chcemy dostać się na Mistrzostwa Świata w 2023 roku, to czy nie powinniśmy w eliminacjach mieć choć jednego, doświadczonego na międzynarodowym, reprezentacyjnym poziomie, playmakera?

Oczywiście, że tak. Tutaj trudno się z Tobą nie zgodzić, to jest dość zaskakująca decyzja. Tylko zastanawiam się… W sumie czasem niektórzy trenerzy tak mają, że najbardziej szalone pomysły wychodzą im najbardziej na plus. Myślę, czy nie będzie tak, że Milicić przysłowiowo pokaże nam „środkowy palec” i wszyscy powołani rozgrywający zagrają wybitne spotkania. Zobaczymy, co się wydarzy.

Grzegorz Kulka | Fot. Piotr Koperski  Legia Warszawa

Na liście jest też kilka zaskakujących nazwisk z Energa Basket Ligi – mówiliśmy już o Mateuszu Szlachetce, ale ja się na przykład trochę zdziwiłem, gdy zobaczyłem tam Grzegorza Kulkę z Legii, czy Dominika Wilczka, który, no nie oszukujmy się, na razie zawodzi swoją grą w Asseco. Zdziwiłem się też, widząc nazwisko Jakuba Nizioła z Astorii. Jaka jest Twoja opinia na ten temat? Bo zapewne nikt z nich nie znajdzie się w finałowej dwunastce, ale co trener Milicić chce przez to przekazać zawodnikom?

Może to, że widzi w nich potencjał, oraz, że jeśli dalej będą konsekwentnie ciężko pracować, to mają szansę, by zagrać w przyszłości w kadrze narodowej. Tutaj już jednak wszystko leży w rękach zawodników – jeśli ich to zmotywuje, to naprawdę możemy niedługo mówić, że tej kadrze się przydadzą. Czasami działa to jednakże też w drugą stronę. Zobaczymy po prostu, jak zawodnicy na to zareagują.

Teraz pomówmy o liście wielkich nieobecnych, na której można by zapisać, nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, nazwiska trzech zawodników: wcześniej wspomnianego Slaughtera, Aarona Cela, który co prawda nosił się z zamiarem zakończenia reprezentacyjnej kariery już od dłuższego czasu, ale żeby nie powołać zawodnika, który zdobywa średnio 14,5 punktów na mecz w EBL (najlepszy wynik w karierze)? No i trzeci nieobecny, chyba wzbudzający najwięcej emocji, czyli skonfliktowany z poprzednim szkoleniowcem Adam Waczyński, który całkiem dobrze gra teraz w lidze hiszpańskiej. Jaka jest Twoja opinia na ten temat?

Pamiętajmy, że Waczyński  jest skonfliktowany nie tyle z Mikiem Taylorem, co z prezesem PZKOSZ, Radosławem Piesiewiczem. Mam nadzieję, że trener Milicić będzie umiał się prezesowi postawić, oraz, że Adama Waczyńskiego jeszcze w tej kadrze zobaczymy. Bo przecież nie dość, że jest to zawodnik zasługujący na grę w kadrze, to jeszcze na dodatek już nie raz udowodnił, że jest jej mocnym punktem. Nieobecność A.J. Slaughtera też mnie zaskakuje, bo to gracz, który dla polskiej reprezentacji, mimo że nie pochodzi z Polski, zostawiał na boisku dużo zdrowia i serca. Przede wszystkim był jednym z najbardziej dynamicznych w naszej kadrze, a Europa przyjmuje trochę styl gry z USA – jest to koszykówka szybsza, efektowna, ze sporą ilością rzutów z dystansu, co Slaughter już pokazywał nie raz w biało-czerwonych barwach. Aaron Cel? Można się tutaj kłócić, czy słusznie został pominięty, czy nie, ale nie wiem, czy po prostu Olejniczak albo Dziewa nie są bardziej przyszłościowymi wyborami. To mógł być powód tej decyzji.

Ostatnie pytanie na temat kadry – czy myślisz, że Igor Milicić będzie miał większą autonomię w swoich decyzjach, niż Mike Taylor? Bo nie mamy ewidentnych dowodów na to, że Taylor nie był autonomiczny, ale jeśli nie powołujesz Waczyńskiego, będącego w dobrej formie w lidze hiszpańskiej, to jest to wynik jakiegoś konfliktu. To samo tyczy się Marcela Ponitki, który był skonfliktowany ze swoim bratem, co wydawało się jedynym powodem, dla którego Taylor go nie powołał.

Myślę, że Milicić swoimi trenerskimi poczynaniami zbudował już sobie tak mocną pozycję w Polsce, że jeżeli dojdą do tego od razu dobre wyniki osiągnięte z kadrą, to prezesowi PZKOSZ będzie niezwykle trudno postawić się szkoleniowcowi. Dlatego uważam Milicicia za dobry wybór dla kibiców i kadry, a może dość dziwny i niekorzystny dla samego prezesa. Chorwat raczej nie da sobie wejść na głowę i będzie dążył do budowy ciekawego projektu związanego z polską reprezentacją. Koszykarze już na ostatnich mistrzostwach świata pokazali, że jest to dyscyplina, z której kibice mogą być dumni i może być oglądana przez wielu fanów. A tego polska koszykówka na pewno potrzebuje.

Teraz czas na ostatni temat naszej rozmowy, czyli powrót NBA. Po 3 miesiącach najlepsi koszykarze świata wrócili do gry. Tęskniłeś za tymi rozgrywkami?

Bardzo! Byłem zawiedziony poprzednim sezonem, może nie dlatego, że mistrzostwo NBA wygrało Milwaukee Bucks, z czego akurat się cieszę. To zespół, któremu zacząłem kibicować dopiero wtedy, kiedy z gry odpadły inne, moje ulubione drużyny. Od dziecka jestem fanem Los Angeles Lakers, głównie za sprawą gry ś.p. Kobiego Bryanta w tym klubie. Sympatyzuję również z Boston Celtics, co jest w ostatnich latach trudną miłością, ale ta młodzież w Bostonie (Jayson Tatum i Jaylen Brown) tak ciekawie się rozwija, że aż trudno im nie kibicować. No i Oklahoma City Thunder, która kolekcjonuje wybory w drafcie. Zobaczymy, czy to zaprocentuje, bo Oklahoma i jej generalny menedżer pokazali już nie raz, że umieją wybierać zawodników, którzy później stają się gwiazdami tej ligi. Cieszę się, że liga powróciła, zwłaszcza, że jej częstotliwość jest tak duża, że każdy, każdego dnia znajdzie jakieś spotkanie, które będzie go interesować.

Przejdźmy do tematu Lakers. Chyba każdy widział te obrazki na początku sezonu z ławki rezerwowych podczas meczu z Phoenix Suns, gdzie Anthony Davis bił się Dwightem Howardem podczas przerwy. Do tego trochę falująca gra Russella Westbrooka, który raz robi statystyki w okolicy triple-double, a raz gra zdecydowanie poniżej oczekiwań. Czy, Twoim zdaniem, Lakers nie za szybko zostali ogłoszeni głównymi faworytami do zdobycia Mistrzostwa NBA? Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale, moim zdaniem, jest to na razie drużyna dwóch zawodników – Lebrona Jamesa i Anthonego Davisa.

Trudno się nie zgodzić. Generalnie dla mnie takie typowanie przed sezonem, kto zostanie mistrzem NBA jest bardzo trudne. Zresztą tak samo jest po zakończeniu sezonu regularnego, bo w play-off jest zupełnie inna gra, stawka, w której może się wiele wydarzyć. Pomimo kibicowania Lakers, nie typowałem ich do zdobycia tytułu mistrzowskiego, ale uważam, że ekipa z Kalifornii postraszy i może zdobyć mistrzostwo. Nie skreślam Russa, myślę, że ten zawodnik da przede wszystkim coś, czego zabrakło w poprzednim sezonie, czyli wytchnienie dla Lebrona Jamesa. Pokazał to już we wtorkowym meczu ze Spurs, gdy Lebron musiał odpocząć po delikatnej kontuzji kostki. Russell zaprezentował tam swoją wielką klasę, osiągając statystyki prawie na poziomie triple-double. Jestem fanem tego koszykarza, jego talentu, statystyk, które osiąga. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Lakers z Westbrookiem w składzie nie jest w stanie zdobyć mistrzostwa – to wszystko zależy od jego dogadania się z innymi zawodnikami, a zwłaszcza z Lebronem Jamesem, który pomimo swojego wieku, wciąż jest jednym z najlepszych zawodników w tej lidze.

Jayson Tatum | Fot. Wikimedia Commons

Chciałbym teraz zapytać o Jaysona Tatuma. Bo obaj chyba się zgodzimy, że to już gwiazda tej ligi, a za kilka lat kandydat na jej głównego dominatora. Jestem jego wielkim fanem, ale mam jeden problem – raz w meczu z New York Knicks potrafi oddać zaledwie 7 celnych rzutów na 30, a raz z Charlotte Hornets zagrać świetnie i rzucić 41 punktów w meczu. Nie masz takiego wrażenia, że największą słabością lidera Celtów jest jego nierówna, chimeryczna forma?

Na pewno masz tu rację, tylko teraz przykładowo: czy Kobe Bryant nie miał takich słabych spotkań? Oczywiście, że miał. A za młodu było ich o wiele więcej. Zawsze przychodzi kryzys formy, teraz ma go na przykład Damian Lillard, którego byśmy o to nie podejrzewali. Też ma parę trudnych meczów za sobą, zwłaszcza jeśli mówimy o jego rzutach z dystansu. Tatum już jest o wiele bardziej doświadczonym koszykarzem niż 2-3 sezony temu. Myślę, że ta nierówna forma będzie mu przechodzić z wiekiem, coraz rzadziej będą zdarzać się takie słabsze mecze. Jednak pamiętajmy, że każdemu może się trafić słabszy czas, nie wiemy na przykład, czy wpływu na to nie mają też sprawy prywatne koszykarzy. Swoją rolę w tym wszystkim może odgrywać również zmęczenie.

Ostatni już temat naszej rozmowy, czyli Brooklyn Nets i ich udział w marnej jakości serialach. Rok temu w „Gdzie zagra James Harden?”, a teraz w takim, którego są współproducentami, czyli „Kiedy zaszczepi się Kyrie Irving?”. NBA co prawda nie wprowadza obowiązku szczepień, ale regulacje stanu Nowy Jork nie pozwalają na to, żeby niezaszczepiony zawodnik grał i trenował na obiektach sportowych znajdujących się w tym stanie. Można wykonywać testy na Covid, ale ich duża częstotliwość to horrendalnie wysokie koszty. Czy myślisz, że decyzja władz stanowych ws. Irvinga jest słuszna oraz, czy Kyrie powinien się zaszczepić?

Nie jestem największym fanem Irvinga oraz jego pozaboiskowych wypowiedzi, ale tutaj muszę stanąć w jego obronie, bo w życiu prywatnym nie jestem zwolennikiem przymusowych szczepień i nie rozumiem tego, że tak naprawdę przez politykę nie może on wyjść na boisko. W tej sprawie wysłuchałbym też opinii zawodników, bo to oni, jak twierdzą Stany Zjednoczone, mogą być zagrożeni przez Irvinga. Tylko, że to zagrożenie dotyczy tak naprawdę Kyriego, a nie innych, bo to on nie będzie miał odporności na koronawirusa. Kyrie nie stwarza zagrożenia dla innych, tylko dla siebie, więc tej decyzji nie będę w stanie zrozumieć. Nie zmienia to faktu, że jest to sytuacja niecodzienna, jak całe ostatnie dwa lata, i gdyby nie pandemia, to nigdy w życiu do czegoś takiego by nie doszło. Nie jestem również zwolennikiem robienia wyjątków, bo zawodnik NBA nie może być „lepszy” od przeciętnego Kowalskiego. Trzeba się jedynie zastanowić nad słusznością takiego prawa w poszczególnych stanach.

Finałowe pytanie w naszej rozmowie – jak obaj wiemy, Brooklyn Nets nie poczekali na rozwiązanie tej sprawy i całkowicie odsunęli  Irvinga od drużyny. Patrząc na pierwszy tydzień gry Nets, widzimy Kevina Duranta w świetnej formie, rzucającego prawie po 30 punktów w każdym meczu, ale na rozegraniu widzimy, mającego spore wahania formy, Jamesa Hardena. Czy myślisz, że Netsi bez Kyriego będą w stanie bić się o najwyższe cele w tym sezonie?

Uważam, że tak, ale trudno powiedzieć, żeby brak Irvinga w składzie nie był ciosem dla Brooklyn Nets. Co by o nim nie mówić, jest to dalej świetny zawodnik, szczególnie po atakowanej stronie parkietu. Myślę, że jego brak będzie dla drużyny z Brooklynu kłopotem, zwłaszcza gdy dojdzie do zmęczenia Kevina Duranta, a przede wszystkim Jamesa Hardena, bo wtedy właśnie Kyrie byłby idealnym uzupełnieniem, zamiennikiem dla amerykańskiego brodacza. Byłem też zdziwiony, że nie zagrali aż tak wielu meczów we trójkę, ale jak już grali razem, to ich współpraca na boisku nie wyglądała źle. Miałem obawy, bo myślałem, że trudno będzie im się podzielić piłką na parkiecie. Całe szczęście się myliłem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *