2. kolejka EBL: Trefl – GTK 91:68. Wnioski po premierowej wygranej sopocian w EBL

Z piłką w rękach Josh Sharma (nr 20) | Fot. 058sport.pl/Trefl

Po inauguracyjnej wpadce w rywalizacji z Twardymi Piernikami Toruń (89:91), Trefl w ramach 2. kolejki Energa Basket Ligi (EBL) podejmował w sopockiej Hali 100-lecia drużynę GTK Gliwice. Przeciwnicy na starcie sezonu wyraźnie ulegli MKS-owi Dąbrowa Górnicza (67:95). Pierwsza połowa rywalizacji była dosyć wyrównana, ale w drugiej części gry sopocianie byli wyraźnie lepsi od rywali ze Śląska i pewnie zwyciężyli 91:68, odnosząc swoją premierową wygraną w tym sezonie. Gra podopiecznych trenera Marcina Stefańskiego w niemalże każdym elemencie była lepsza niż w poprzednią niedzielę. 

2. kolejka EBL: Trefl Sopot – GTK Gliwice 91:68 (20:24, 24:15, 25:19, 22:10)

Punktacja:

Trefl: Brandon Young 17 (6 zbiórek, 5/9 za 2), Darious Moten 12 (5/6 z gry), Karol Gruszecki 12 (5/12 z gry), Josh Sharma 11, Paweł Leończyk 10 (5/6 z gry), Deandre Davis 9 (9 zbiórek, 4/6 z gry), Yannick Franke 8 (3/10 z gry), Michał Kolenda 8, Mateusz Szlachetka 4, Daniel Ziółkowski 0, Hubert Łałak 0, Łukasz Klawa 0

Trener: Marcin Stefański

GTK: Jabarie Hinds 17 (7/13 z gry, 9 strat), Adam Ramstedt 12 (6/6 za 2 punkty), Matt Williams 12, Roberts Stumbris 11 (3/3 za 3 punkty, 7 zbiórek), Keyshawn Woods 7, Aleksander Wiśniewski 4, Daniel Gołębiowski 2, Szymon Szymański 2, Filip Put 1 (0/5 z gry)

Nie grali: Aleksander Busz, Mikołaj Adamczak, Michał Podulka

Trener: Robert Witka

Było lepiej niż w niedzielę, ale dalej są mankamenty w grze Trefla. Wnioski po premierowej wygranej sopocian w hali 100-lecia

Gra sopocian (zwłaszcza w drugich 20 minutach spotkania) wyglądała zdecydowanie lepiej niż na inaugurację sezonu z Twardymi Piernikami Toruń tydzień temu. Dalej są jednak mankamenty w grze podopiecznych trenera Marcina Stefańskiego, które dobrze byłoby wyeliminować przed kolejnymi spotkaniami.

1. Obrona w pomalowanym lepsza, ale błędy w obronie pików i przekazywaniu krycia są dalej

Obrona sopocian w polu pomalowanym była na pewno lepsza niż w rywalizacji z Toruniem — rywale ze Śląska rzucili tylko 32,3% swoich punktów z tej strefy (22 na 68). Tydzień temu ta liczba oscylowała w granicach 60 procent. To na pewno jest powód do satysfakcji. Dalej jednak martwi obrona akcji pick&roll oraz przekazywanie krycia na zasłonach. Zdarzało się (zwłaszcza w pierwszej części meczu), że sopocianie źle dokonywali zmian w obronie po zasłonach, czego efektem były albo dobre pozycje do rzutów z półdystansu, albo spod samego kosza dla gliwiczan. Z tego goście zdobywali sporo punktów w pierwszych 20 minutach gry. Wystarczyło, że goście wykonali tylko jedną zasłonę, żeby wypracować sobie już przewagę w ataku pozycyjnym i czystą pozycję do rzutu. W drugiej części gry było już widać poprawę w tym elemencie, jednakże dalej są w obronie Trefla mankamenty, które należałoby wyeliminować. Te problemy mogą być o wiele bardziej kosztowne w starciach z topowymi zespołami naszej ligi bądź z ekipami, z którymi sopocianie zmierzą się w kwalifikacjach do FIBA Europe Cup.

2. Young bardziej efektywny, ale dalej podejmuje nierozsądne decyzje

W poprzednim spotkaniu irytowała mnie gra Brandona Younga, który podejmował często nierozsądne decyzje na parkiecie. Wczoraj grał już jednak znacznie lepiej (17 punktów, 7/13 z gry), aczkolwiek dalej podejmował takie wybory, które nie są zbyt odpowiednie dla drużyny. Decydował się na rzuty z trudnych pozycji (głównie w 1 części gry), grał trochę zbyt siłowo w ofensywie, czego efektem był faul ofensywny w pierwszej kwarcie meczu. Popełnił też błąd 5 sekund przy wybiciu piłki z autu. W drugiej części meczu prezentował się już solidnie i poprowadził Trefla do zwycięstwa. Trafił dwukrotnie z dystansu (w końcu, chciałoby się powiedzieć) i były to dobrze wypracowane pozycje. Lepiej penetrował pod kosz, jego akcje często kończyły się punktami jego, bądź kolegów z drużyny. Sobotniego wieczoru był najlepiej punktującym zawodnikiem sopocian, miał największy eval (19), a z nim na boisku Trefl był aż o 18 punktów lepszy od rywali. Dobry występ amerykańskiego playmakera, którego trener Stefański darzy sporym zaufaniem, o czym świadczy liczba minut spędzonych na boisku (wczoraj było ich prawie 26). Czas na to, by zaczynał spotkania w wyjściowej piątce, zwłaszcza że patrząc po pierwszych dwóch meczach, miejsce w podstawowym składzie nie służy na razie Mateuszowi Szlachetce.

3. Jest wsparcie punktowe rezerwowych, to jest też zwycięstwo

W pierwszym meczu rezerwowi Trefla rzucili zaledwie 19 z 89 punktów zespołu, co zdecydowanie nie było powodem do satysfakcji. Można byłoby wręcz postawić tezę, że zabrakło punktów zmienników, by wygrać zawody z drużyną z Kujaw. Wczoraj już po 20 minutach gry wsparcie punktowe graczy rezerwowych było jednak większe niż na inaugurację sezonu (do przerwy były 22 punkty z ławki). Finalnie zakończyło się to na aż 48 punktach zawodników, którzy nie zaczynali rywalizacji w wyjściowej piątce. Oznacza to, że rezerwowi rzucili o pięć „oczek” więcej niż zawodnicy pierwszej piątki. Efekt — zdecydowane zwycięstwo. Sopocianie mają na papierze jedną z lepszych ławek rezerwowych w lidze i warto, by to wykorzystywali tak jak w sobotę, bo może im to przynieść wiele korzyści. Mało który zespół w polskiej lidze ma też tak bardzo wyrównany skład jak drużyna z Trójmiasta.
Punkty z ławki: Young 17, Gruszecki 12, Leończyk 10, Davis 9

4. Davis i Leończyk mogą być solidnym rezerwowym duetem podkoszowych

Tydzień temu przykro patrzyło się na grę rezerwowego duetu podkoszowych Trefla — Pawła Leończyka i Deandre Davisa. Odniosłem wtedy wrażenie, że Leończykowi nie służy gra jako zmiennik („Leon” jest bardziej efektywny, zaczynając mecz w pierwszej piątce), a Davis w ogóle nie pasuje do systemu gry sopocian. Amerykanin na inaugurację sezonu zagrał fatalnie — nie dawał wsparcia punktowego w ataku, oddał zaledwie jeden rzut w meczu, szybko i zbyt łatwo popełnił cztery przewinienia. Jednakże wczoraj obaj zagrali znacznie lepiej.

Paweł Leończyk | Fot. Andrzej Romański – PLK

Leończyk zdobył w sobotni wieczór 10 punktów (5/6 z gry) oraz dołożył do tego 5 zbiórek. Dobrze kończył akcję pod koszem, wykorzystywał przewagi, które miał nad śląskimi zawodnikami. Trefl mając polskiego podkoszowego na parkiecie, doprowadzał do gry Leona na post-upie, gdzie często przeważał warunkami fizycznymi nad rywalami. Raz kończyło się to punktami, raz wymuszonymi faulami przeciwników. Ogólnie rzec ujmując, przynosiło to korzyści, choć gorzej było jeśli zespół ze Śląska doprowadzał do podwojeń — raz kapitan Trefla zagotował się i stracił piłkę. Mimo wszystko podkoszowy sopocian zagrał wczoraj dobre zawody i pokazał, że trener Stefański może liczyć na jego dobrą grę z ławki.

Solidne zawody wczorajszego wieczoru zaliczył też Davis. Amerykanin wczoraj otarł się prawie o double-double (miał 9 punktów i 9 zbiórek). Dobrze prezentował się w obronie, skutecznie wykorzystywał swoje przewagi w grze pod koszem. Ciekawie oglądało się jego współpracę w polu pomalowanym z Leończykiem (zwłaszcza w drugiej połowie). Lepiej poruszał się w ataku, stwarzał zagrożenie rzutowe — trafił dosyć szaloną jak na zawodnika o jego warunkach „trójkę” pod koniec jednej z akcji Trefla. Dostał wczoraj prawie 21,5 minuty na parkiecie, a z nim na boisku sopocianie byli aż o 24 punkty lepsi od rywali (drugi najlepszy wynik w zespole). Wygląda na to, że Amerykanin się rozkręca, a jego gra może być jeszcze lepsza niż w rywalizacji z GTK.

5. Poszerzona rotacja daje korzyści

Kolejnym czynnikiem, który pomógł wczoraj odnieść Treflowi premierową wygraną w EBL była szersza rotacja zawodników. Po pierwsze — trener Stefański poszerzył ją do 10 koszykarzy, dając minuty 19-letniemu Danielowi Ziółkowskiemu, który jest jednym z najlepszych zawodników w swoim roczniku (2002) i zdecydowanie zasługuje na to, by dostawać szansę gry w ekstraklasie. Po drugie — zmiany koszykarzy były częstsze. Najwięcej czasu na boisku wczoraj spędził Yannick Franke, który grał na parkiecie przez 27,5 minuty. W poprzednim meczu on i Darious Moten spędzili na parkiecie ponad pół godziny, co z pewnością wpłynęło na ich efektywność gry w decydujących momentach rywalizacji. Częstsze zmiany pozwoliły też sopocianom utrzymać intensywność gry i energię mniej więcej na tym samym poziomie przez całe zawody. To w porównaniu z rywalem, gdzie aż czwórka zawodników zagrała ponad 30 minut, przyniosło korzyść w postaci pewnej wygranej. Większa i częsta rotacja może dać Treflowi wiele zwycięstw, a zespół znad morza ma jedną z bardziej wyrównanych drużyn w naszej lidze. Warto to wykorzystać.

6. Rywale zbyt łatwo dochodzą do dobrych pozycji z dystansu

Problemem w sobotni wieczór w obronie sopocian był też fakt, że rywale zbyt łatwo dochodzili (zwłaszcza w pierwszej połowie) do dobrych pozycji do rzutów z dystansu. Działo się tak dlatego, że Trefl niezbyt umiejętnie przekazywał krycie na zasłonach na szczycie obwodu, czego efektem były czyste pozycje do rzutów i trójki Jabariego Hindsa, Roberta Stumbrisa czy Matta Williamsa. Gliwiczanie trafili wczoraj 10 na 24 rzutów zza linii 6,75 metra. W pierwszej połowie mieli 5/11 w tym elemencie, a mogło być o wiele lepiej w tej statystyce (2-3 rzuty były minimalnie niecelne). W drugiej części gry była jednak też poprawa w przypadku Trefla — GTK częściej oddawało wymuszone rzuty z dystansu spowodowane dobrą obroną drużyny z Trójmiasta. Jednak w perspektywie całego spotkania goście zbyt łatwo dochodzili do dobrych dystansowych pozycji. Gdyby był to bardziej skuteczny zespół niż GTK, mogłoby to się skończyć dużo gorzej niż w sobotni wieczór.

7. Rzuty wolne do poprawy

Wiem, że trudno czasami rzuca się do kosza przy twardych obręczach na Hali 100-lecia, bo sam tam grałem i trenowałem przez wiele lat. Jednak 6/13 w tym elemencie w przypadku Trefla nie jest powodem do optymizmu. Po pierwszej połowie sopocianie mieli zaledwie 2/8 w rzutach za 1 punkt. Największe problemy na linii rzutów wolnych miał Darious Moten, który nie trafił żadnego z trzech. Dwa wolne przestrzelił też Josh Sharma, ale 2/4 w tym elemencie jak na centra nie jest aż takim złym wynikiem. Jednak aż sześć punktów w pierwszej części gry uciekło Treflowi z takiego powodu. Przy wyrównanym meczu mogłoby to mieć o wiele większe znaczenie. Wypada poprawić ten element, bo bardzo często decyduje o rezultatach spotkań. W drugich 20 minutach było już 4/5 z linii (to dobry wynik), ale i tak najbardziej pamiętna będzie raczej „świeca” z rzutu wolnego w wykonaniu lidera Trefla Yannicka Franke, który chwilę wcześniej trafił trójkę z faulem. To pokazuje, że nawet najlepszym zdarzają się wpadki, ale oby nie było ich zbyt wiele.

8. Trefl umie wyłączać z gry lidera rywali

Jabarie Hinds | Fot. Aleksandra Krzemińska – Hydrotruck

Jabarie Hinds rozegrał w Polsce dwa sezony i za każdym razem był królem strzelców ligi (w sezonie 20/21 miał aż 21,7 punktów na mecz). Jest bardzo szybkim, leworęcznym rozgrywającym, który potrafi zdobywać punkty na wiele sposobów — rzutem z dystansu, grą 1 na 1 czy penetracją. Tego lata trafił do Gliwic, gdzie ma być liderem zespołu, mającego po pięciu latach prób zagrać w fazie play-off. Wczorajszego wieczoru zdobył 17 punktów (7/13 z gry) i miał 5 asyst. Pewnie może was zdziwić, dlaczego napisałem, że sopocianie umieją kryć liderów rywali. Powód jest taki, że Amerykanin miał też aż 9 strat, co wynikało głównie z dobrego zagęszczenia trumny przez sopocian Hindsowi w drugiej połowie. Musiał przez to szukać niezbyt dobrych podań, które często kończyły się stratą piłki. Jego błędy dobrą obroną potrafił wymusić pod koniec pierwszej kwarty Daniel Ziółkowski, umiejętnie bronili go też inni zawodnicy Trefla. Hinds miał też problem z konstruowaniem akcji, gra GTK w ataku wyglądała średnio, a z nim na boisku gliwiczanie byli gorsi aż o 22 punkty od rywali.

9. Gruszecki w roli strzelca? To może się udać!

Tydzień temu pisałem, że traktowanie Karola Gruszeckiego jako gracza typu catch&shoot nie jest dobrym pomysłem. Wczoraj jednak pełnił tak naprawdę taką samą rolę, a ja zaczynam powoli nabierać przekonanie, że to może się udać. W sobotę zdobył 12 punktów. Co prawda potrzebował do tego aż 12 rzutów (3/4 za 2 punkty i 2/8 za 3 punkty), ale są dwie różnice w porównaniu z niedzielnym meczem. Pierwsza jest taka, że decyzje były rozsądniejsze niż ostatnio, tak samo jak pozycje, z których rzucał. Druga natomiast to fakt, że rzut „Gruchy” wyglądał na pewniejszy niż wcześniej. Opcja w postaci punktującego strzelca Karola Gruszeckiego z ławki może być bardzo atrakcyjna i korzystna dla Trefla z dwóch powodów. Po pierwsze, Trefl będzie miał cenne wsparcie z ławki rezerwowych, zawodnika, który będzie ciągnął grę w ataku. Po drugie, umiejętności strzeleckie polskiego skrzydłowego w końcu mogą zostać odpowiednio wykorzystane. Czy tak się stanie?  Zobaczymy w dopiero w trakcie rozgrywek.

Warto też dodać, że Trefl z Gruszeckim na boisku był wczoraj aż o 27 punktów lepszy od rywali. Był to najwyższy współczynnik +/- w sopockiej ekipie. To pokazuje, że opłaca się dawać polskiemu skrzydłowemu sporą ilość minut na boisku.

10. Sopocianie mocni w drugich połowach kwart

Jednym z powodów wygranej sopocian była też ich postawa w drugich pięciu minutach 2. i 3. kwarty, które wygrali odpowiednio 15:4 i 17:4. Łącznie – 32:8 w ciągu 10 minut. Robi wrażenie. Wtedy zawodnicy Trefla dobrze prezentowali się w obronie — zagęszczali trumnę, wygrywali walkę na desce po obu stronach parkietu i wymuszali straty rywali — w 3. kwarcie gospodarze dwa razy z rzędu w przeciągu zaledwie kilkunastu sekund przechwycili piłkę na połowie przeciwnika. Spowodowane było to dobrym pressingiem Trefla na całym boisku. Ciekawie wyglądała też w tych momentach gra w ofensywie — funkcjonował szybki atak, umiejętnie wykorzystywano przewagi (zwłaszcza pod koszem) i dosyć łatwo podopieczni Stefańskiego wypracowywali sobie pozycje do rzutów z dystansu. Gdyby tak Trefl choć przez jedną kwartę zagrał w poprzednią niedzielę w Ergo Arenie jak w tych połówkach, zapewne wygrałby mecz.

Teraz przed sopocianami dwa wyjazdowe spotkania w ramach Energa Basket Ligi, a potem rywalizacja w bułgarskim turnieju kwalifikacyjnym do gry w fazie grupowej FIBA Europe Cup. Najbliższym rywalem Trefla będą zawodnicy PGE Spójni Stargard. Mecz w województwie pomorsko-zachodnim odbędzie się w przyszłą sobotę, 18 września. Pierwszy gwizdek sędziego o godzinie 19:30.

Kolejne domowe starcie Trefla w EBL odbędzie się w Ergo Arenie 5 października, a rywalem zespołu trenera Stefańskiego będzie Hydrotruck Radom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *