Smaki PRL-u w filmie „Zupa nic”

Fot. filmweb.pl

„Zupa nic” Kingi Dębskiej to doskonała propozycja dla wszystkich dorosłych (ze względu na wulgaryzmy) widzów. Ci starsi przypomną sobie własne dzieciństwo i młodość, a młodsi, nawet jeśli nie zrozumieją niektórych smaczków PRL-u, będą mogli lepiej poznać realia tamtych czasów. Pewne jest, że i jedni, i drudzy zdrowo się pośmieją.

Reżyserka obrazów takich, jak: „Moje córki krowy”, „Zabawa zabawa” czy „Plan B” zaskarbiła sobie sympatię widzów. Ma na koncie dwa Orły i dwa Złote Lwy. W dwóch filmach obsadziła swoją córkę, aktorkę Marię Dębską. Zwykle porusza trudne tematy, a jej dzieła zmuszają do refleksji. Tym razem jednak stworzyła słodko – gorzką komedię, bazując na osobistych przeżyciach. W jednym z wywiadów szczerze opowiadała o swoim dzieciństwie, a historie przez nią przytoczone możemy odnaleźć właśnie w „Zupie nic”. Jak choćby tę, w której rodzice szczelnie owinęli ją i siostrę w lisie kitki, aby przemycić je i sprzedać za granicą.

Film jest prequelem dramatu „Moje córki krowy”. Główne bohaterki to nastoletnie Kasia i Marta (Alicja Warchocka i debiutująca Barbara Papis). W ich matkę wciela się Kinga Preis, a ojca gra Adam Woronowicz. W ciasnym mieszkaniu dziewczynki dzielą pokój z babcią (Ewa Wiśniewska), skłóconą ze swoim synem (Rafał Rutkowski). Dębska zaangażowała więc świetnych aktorów. Zaletą komedii jest również wykorzystanie fragmentów archiwalnych, czarno-białych materiałów wideo z czasów PRL oraz piosenek z tamtych lat. W filmie odnajdziemy wszystko, co charakteryzowało życie w komunistycznej Polsce – kartki na żywność, kolejki przed sklepami, paczki zza granicy, czerwone maluchy, czy skakanie przez kozła na lekcjach wychowania fizycznego. To ostatnie stanowi istną zmorę zakompleksionej i niezdarnej Marty. Dziewczyna, której babcia uczestniczyła w Powstaniu, matka działa w Solidarności, a wujek, o zgrozo, należy do partii, zakochuje się w synu zomowca. Jak łatwo się domyślić, rodzice nie wahają się wyrazić swojego zdania na ten temat. Ale w tym domu wciąż dużo się dzieje i wciąż wybuchają niegroźne, acz pełne ekspresji awantury.

„Zupa nic” to ciepła, momentami wzruszająca, a nade wszystko zabawna opowieść o rodzinie, prozie życia i dorastaniu. Takich komedii od Kingi Dębskiej chcemy więcej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *