Eurohistorie#10: Polsko-ukraiński czerwiec

fot. flickr.com

Gospodarzami Mistrzostw Europy 2012 roku były Polska wraz z Ukrainą. Zarówno w kraju nad Wisłą, jak i za naszą wschodnią granicą, było to wielkie futbolowe święto. Czas powspominać Euro 2012! Zapraszamy na kolejne Eurohistorie.

Dzień 18 kwietnia 2007  roku na stałe zapisał się w historii polskiego i ukraińskiego futbolu. Tego dnia Michel Platini przyznał Polsce i Ukrainie organizację Euro w 2012 roku. W obu krajach zapanował piłkarski szał i rozpoczęły się wielkie przygotowania. Wybudowano pięć nowych obiektów – w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu, Doniecku oraz we Lwowie – a pozostałe trzy stadiony w Poznaniu, Charkowie oraz Kijowie przeszły renowacje. Maskotkami turnieju zostały bliźniaki Slavek i Slavko, a hasłem było „Razem tworzymy przyszłość”. Mistrzostwa Europy zaplanowano na okres od 8 czerwca do 1 lipca.

Ściana marzeń za Tytoniem

Polacy jako gospodarze nie musieli brać udziału w eliminacjach do turnieju. Selekcjonerem reprezentacji w 2009 roku został Franciszek Smuda, który miał poprowadzić biało-czerwonych do sukcesu na polskich boiskach. Polacy do czempionatu przygotowywali się we własnym kraju, rozgrywając przez ten czas kilka meczów towarzyskich. Do rywalizacji w Euro mieli przystąpić 8 czerwca. Wtedy rozegrali mecz otwarcia z Grecją.

fot. Wikimedia Commons

Spotkanie na Stadionie Narodowym było wielkim wydarzeniem dla wszystkich Polaków. Był to pierwszy piłkarski turniej o tak wysokiej randze organizowany w naszym kraju. Nic dziwnego, że mecze wzbudzały ogromne zainteresowanie wśród kibiców. Mecz otwarcia z trybun obejrzało niemal 57 tysięcy fanów. Starcie z mistrzami Europy z 2004 roku zakończyło się remisem 1:1, jednak dramaturgia w tym spotkaniu była ogromna. W 17. minucie meczu bramkę główką zdobył Robert Lewandowski i wprowadził cały stadion oraz wszystkich kibiców w naszym kraju w ogromną euforię. W 51. minucie grający w „10” Grecy doprowadzili do wyrównania, a dwadzieścia minut później mieli świetną okazję do wyjścia na prowadzenie. Arbiter podyktował rzut karny po faulu Wojciecha Szczęsnego, który dodatkowo obejrzał czerwoną kartkę. Między polskimi słupkami stanął Przemysław Tytoń, który niesiony dopingiem kibiców obronił rzut karny. Do końca meczu wynik nie uległ zmianie, a Tytoń został bohaterem.

Walka o wszystko

Cztery dni później Polacy grali ważne spotkanie z Rosją. Aby mieć szanse na wyjście z grupy biało-czerwoni musieli zdobyć punkty w tym spotkaniu. Mecz nie zaczął się dobrze. „Sborna” przeważała i w 37. minucie za sprawą bramki Alana Dżagojewa wyszła na prowadzenie 1:0. W drugiej części meczu Polacy rzucili się w pogoń za swoimi rywalami i starali się doprowadzić do wyrównania. W 57. minucie biało-czerwoni zdobyli bramkę na 1:1. Rosyjskiego bramkarza pięknym strzałem pokonał Jakub Błaszczykowski. Piłkarze Franciszka Smudy do końca starali się zdobyć gola na wagę trzech oczek, jednak ostatecznie mecz zakończył się remisem. Losy Polaków na turnieju miały rozstrzygnąć się 16 czerwca we Wrocławiu.

Po meczu otwarcia i starciu z Rosją przed biało-czerwoni mieli rozegrać mecz o wszystko z Czechami. Od pierwszej minuty Polacy wyglądali na drużynę lepszą i bardziej zorganizowaną. Oddawali więcej strzałów od naszych południowych sąsiadów, jednak mieli spore problemy ze skutecznością. Niewykorzystane sytuację się zemściły i w 72. minucie to Czesi wyszli na prowadzenie. Wraz z upływem czasu szanse biało-czerwonych na awans uciekały, tak samo jak nadzieje kibiców. Kiedy wybrzmiał ostatni gwizdek arbitra, Euro dla Polaków się zakończyło. Zdaniem niektórych przedwcześnie. Podobnie jak cztery lata wcześniej biało-czerwoni nie zdołali wyjść z grupy. Kilka tygodni po turnieju z posadą pożegnał się Franciszek Smuda.

Emocje innych grup

fot. Wikimedia Commons

Z „biało-czerwonej” grupy A przepustkę do kolejnej fazy turnieju wywalczyli Czesi oraz Grecy. Niespodzianką wydawało się odpadnięcie nieźle dysponowanych Rosjan. W grupie B popis dali Niemcy, którzy wygrali wszystkie trzy spotkania i z dziewięciopunktowym dorobkiem zajęli pierwsze miejsce. Piłkarze trenera Joachima Lowa, którzy podczas Euro mieszkali w Gdańsku i trenowali na obiektach przy Traugutta 29, wyrośli na jednych z faworytów turnieju. W dalszej części Euro grali jeszcze Portugalczycy, Włosi i Hiszpanie (awans z grupy C) oraz Anglicy i Francuzi (grupa D). Z rywalizacji odpadli także współgospodarze — Ukraińcy.

Ćwierćfinały były dość emocjonujące. Najciekawiej zapowiadały się starcia Niemców z Grekami oraz Anglii z Włochami. Rzeczywiście te spotkania nie zawiodły. W Gdańsku zawodnicy Joachima Lowa pokonali Mistrzów Europy z 2004 roku 4:2 i zameldowali się w strefie medalowej. Niemcy w 13. minut zdobyli trzy gole i odebrali Grekom jakiekolwiek nadzieje. Z kolei w meczu Anglii z Włochami po 120. minutach utrzymał się bezbramkowy remis i o awansie do półfinału zadecydowały rzuty karne. W konkursie jedenastek lepsi okazali się Włosi i to oni włączyli się do walki o medale.

Dwa pozostałe ćwierćfinały było nieco mniej emocjonujące, ale też dość ciekawe. Na Stadionie Narodowym faworyzowani Portugalczycy wygrali z Czechami 1:0. Jedynego gola w tym spotkaniu zdobył Cristiano Ronaldo. Z kolei w Doniecku Hiszpanie bez kłopotu pokonali Francję 2:0, a autorem obu trafień był Xabi Alonso.

Hiszpanie znów złoci

fot. Wikimedia Commons

Półfinały rozegrano w Doniecku oraz w Warszawie. Oba spotkania były bardzo ciekawe i wszystkie drużyny zaprezentowały naprawdę niezły poziom. W pierwszym meczu po dogrywce i rzutach karnych Hiszpanie ograli Portugalię. W konkursie jedenastek „La Furja Roja” okazała się lepsza od swoich rywali 4:2. Na Stadionie Narodowym Włosi rozprawili się z Niemcami 2:1, a obie bramki na wagę awansu do finału zdobył Mario Balotelli. Honorowe trafienie dla naszych zachodnich sąsiadów było dziełem Mesuta Ozila.

W finale rozegranym 1 lipca w Kijowie spotkały się drużyny z południa Europy – Hiszpania oraz Włochy. Wiele wskazywało na to, że będzie to bardzo równe spotkanie i nie dało się jednoznacznie wskazać faworyta. Jednak ostateczny mecz okazał się bardzo jednostronny i obrońcy tytułu bez problemu uporali się ze swoimi rywalami. Mecz zakończył się wynikiem 4:0, a na listę strzelców w finale wpisali się David Silva, Jordi Alba, Fernando Torres oraz Juan Mata. Iberyjczycy zostali pierwszą w historii drużyną, która obroniła tytuł mistrzów Europy. Torres został królem strzelców, a Andres Iniesta najlepszym piłkarzem turnieju.

Polsko-ukraińskie Euro zapisało się w historii jako sukces organizacyjny oraz czempionat pełen wielu emocji. Kibice w naszym kraju do dzisiaj wspominają tę imprezę, mimo słabego występu Polaków. Cztery lata później polscy piłkarze dostarczyli fanom więcej radości, o czym zresztą napiszemy w kolejnych, ostatnich już Eurohistoriach. Zapraszamy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *