Ty siedzisz, oni jeżdżą

kuriera

fot. useche70/Pixabay

Na fali negatywnych skojarzeń związanych z zawodem kuriera, bardzo trudno było mi zdać sobie sprawę z tego, jak ogromnie ważną rolę pełnią w postcovidowym społeczeństwie. Myślę, że nie jestem w tym odosobniony. Przyjechał, gdy nie było mnie w domu. Zgubił paczkę. Nie mógł trafić na mój adres. Jeszcze niedawno tak często zalewaliśmy ich niezadowoleniem i skargami. Teraz gdy duża część z nas zaczęła obawiać się wychodzenia z domu, a wachlarz usług kurierskich uwzględniać może nawet zrobienie za nas zakupów, dawne antagonizmy powinny przejść do historii.

 

Dpd, itp.

Mogłoby się wydawać, że wraz z nadejściem pandemii, machina konsumpcjonizmu stanie dęba, przez pozbawione trywialnych zachcianek społeczeństwo. Początkowo owszem, hierarchia wartości uległa całkowitej zmianie. Jednak wprost proporcjonalnie do rosnącej w geometrycznym tempie liczby chorych i zmarłych, spadać zaczęła powszechna panika i strach przed apokalipsą. Bardzo szybko więc wróciliśmy do starych nawyków. Ba! Duża część z nas głównie z nudów, zaczęła podejmować nowe hobby, nabierać kolejnych kaprysów na ubrania, których nie założy, bo siedzi większość czasu przed komputerem, czy wreszcie umilać sobie czas w myśl „cieszmy się z małych rzeczy”. Wszystkie te przedsięwzięcia napędzane są kupnem dużej ilości przedmiotów. Dystansowanie społeczne oraz częściowe zamykanie biznesów, znacznie to utrudniło. Z pomocą przyszły sklepy internetowe. Kilka kliknięć i sprawa załatwiona. Przedmiot tymczasowych marzeń – zakupiony. Natomiast odpowiedzialnością za dostarczenie go do naszego domu, obarczony zostaje ktoś inny. Jak wygodnie! W tym momencie pojawiają się kurierzy – „men’s of the hour”. Setki kilometrów dziennie, przemierzają kraj w swoich wymiarowych samochodach pod różnymi logotypami. Robią to niezależnie od światowego kryzysu, bym mógł otrzymać swoje ukulele, na którym postanowiłem grać w wolnym czasie.  Coraz częściej stają się  jedyną drogą dostępu do dóbr materialnych, odgrywając jednocześnie ogromną rolę w podtrzymywaniu gospodarki. W tym przypadku miano tzw. essential worker jest w pełni zasłużone i nie należy o tym zapominać.

kuriera

fot. Henryk Jerzy Chmielewski

Dostarczanie z pasją

W ostatnich latach za sprawą rozwoju technologii mobilnej możliwe zostało utworzenie zupełnie nowej grupy dostawców, która jako środek lokomocji upodobała sobie rower. Wiele osób może pomyśleć, że taki kurier z pewnością nie dojeżdża nigdzie na czas. Otóż nic bardziej mylnego. Są szybcy, zorganizowani i to właśnie oni, okazują się zabójczo skuteczni w wykonywaniu za nas wielu codziennych czynności w czasie pandemii. Nazwa „kurier” bowiem nie oddaje w tym przypadku pełni ich potencjału. Spotkałem się również z określeniem „rowerowy asystent do zadań specjalnych” i uważam, że jest ono bardziej adekwatne.

„Wyobraź sobie sytuację, że posprzeczałaś się rano z mężem, a on zapomniał z tego powodu śniadania do pracy. Po chwili żałujesz, że tak się stało, nie masz jednak samochodu. Dzwonisz więc po kuriera rowerowego, który dostarcza mężowi śniadanie wraz z przeprosinami, zanim jeszcze ten wsiądzie do pociągu. Tak właśnie zrobiła pewna wrocławianka. Inna sytuacja – lecisz do Amsterdamu. Kiedy już jesteś na miejscu, uświadamiasz sobie, że zostawiłeś laptopa na lotnisku. Kurier rowerowy przyjeżdża, znajduje zgubę i nadaje przesyłkę na wskazany przez ciebie adres.” Tak ich prace przedstawia „Gazeta Południowa”. Dziś, gdy ilość czasu spędzonego poza domem spada, a lista rzeczy do załatwienia pozostaje niezmienna, ich możliwości okazują się szczególnie przydatne. Podobnie jak swoi koledzy z blaszanych furgonetek, pędzą przez miasta, upewniając się, że wszystko trafi tam, gdzie jego należyte miejsce. Dla nich to nie tylko sposób na zarobek, ale również styl życia. – „Kiedy wszyscy spokojnie czekają na swoje deliweria, w miejskiej dżungli wojnę prowadzą trzy plemiona tj. blachosmrody, doręczyciele rowerowi i dostawcy żarcia.” – Arek Zając, kurier rowerowy. Dzięki ich zapałowi i pasji do swojej pracy my obywatele możemy liczyć na to, że nasze sprawy zostaną załatwione, nawet gdy siedzimy schorowani w domu. Nie należy zapominać o rowerzystach, którzy czekają, by nam pomagać.

Nie taki kurier straszny, jak o nim mówią   

Jeżdżący samochodami, rowerami, przywożący jedzenie, listy, dokumenty do urzędu, niezależnie od pogody, pojazdu czy przeznaczenia w segmencie transportu, wszyscy kurierzy wykonują swoją pracę w czasie pandemii bez żadnej taryfy ulgowej. Często zapominamy jak duży wpływ na nasze poczucie komfortu i normalności ma możliwość zakupu i otrzymania ciepłego posiłku czy nowej pary spodni, wtedy, kiedy mamy na to ochotę. Dlatego zawsze, gdy do naszych drzwi zapuka kurier z przesyłką, uśmiechnijmy się do nich, wiedząc, że podobnie jak naukowcy czy lekarze, dokładają ogromnych starań, by nasze życia były lepsze w tych trudnych czasach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 × cztery =