Dwie godziny kopania w ziemi – recenzja filmu „Wykopaliska”

„Wykopaliska”

fot. Materiały dystrybutora

Współczesne kino, między innymi amerykańskie, przyzwyczaiło nas do produkcji pełnych pościgów, wybuchów i zaskakujących zwrotów akcji. Jednak brytyjska produkcja „Wykopaliska”, wyreżyserowana przez Simona Stone’a, zupełnie omija ten schemat i wprowadza nas w świat spokojny i pozbawiony pośpiechu.

Film, który w 2021 roku pojawił się na platformie Netflix, może poszczycić się plejadą angielskich gwiazd, takich jak: Ralph Fiennes, Carey Mulligan czy Lilly James. Oryginalny tytuł brzmi „The Dig” i jest chyba równie mało zachęcający, co tytuł polski.

Stan zaskoczeń – brak

Historia ukazana w „Wykopaliskach” jest bardzo prosta. Trafiamy do Wielkiej Brytanii, która stoi u progu II Wojny Światowej. Pomimo tego, że wojna jest cały czas gdzieś w tle, nie będziemy się nią specjalnie przejmować. Prześledzimy natomiast losy Basila Browna (Ralph Fiennes), archeologa amatora, który na zlecenie pani Edith Pretty (Carey Mulligan) rozkopuje znajdujące się na jej ziemi kopce. Co skrywają kopce? Z początku tego nie wiemy, ale gdy już się to okazuje, nie jest to jakieś wielkie zaskoczenie. Generalnie, film ten od zaskoczeń stroni.

Jest coś przyjemnego w podziwianiu tej angielskiej prowincji i podglądaniu jej mieszkańców oraz przyjezdnych archeologów czy pracowników muzeum. Tytułowe wykopaliska są bardziej tłem do ukazania ludzkich dramatów, nieszczęśliwych miłości, walki z nieuleczalną chorobą. Wszystko to dzieje się bardzo powoli, bez pośpiechu, wręcz sielankowo. Może jest to pozorne, w końcu nadchodzi wojna, ale jednak nie czuć w powietrzu żadnego napięcia. Żadnego zewnętrznego zagrożenia. Piękne krajobrazy, ukazane w filmie, dodatkowo potęgują to uczucie sielanki, ale chyba nie tak miało być. Twórcom zwyczajnie trudno jest wzbudzić u widza jakieś większe emocje. Można przypuszczać, że chciano stworzyć klimat refleksyjny, ale nie wychodzi to najlepiej.

Najbardziej przepełniony akcją, i scenami sugerującymi obecność wojny, jest zwiastun filmu. Jeżeli obejrzymy go już po seansie, to budowany w nim dramatyzm i podkreślająca to muzyka, mogą nam się wydać groteskowe.

„Wykopaliska”

fot. Materiały dystrybutora

Ludzkie kontakty trudniejsze niż kiedykolwiek

Pomimo tego, że film stara się skupić na ludziach, to relacje międzyludzkie są tu zarysowane dosyć marnie. Gra aktorska stoi na wysokim poziomie, ale pomiędzy aktorami brakuje chemii. Postacie są przedstawione właściwie dosyć ogólnikowo, a w połowie filmu mamy wrażenie, że główny bohater się zmienia. Na pochwałę na pewno zasługuje aktor grający syna pani Pretty, Roberta (Archie Barnes). Zagrał bardzo dobrze, a relacje jego bohatera z innymi postaciami są jedną z głównych okazji do zgłębienia ich skrywanych cech.

Jednak przez ten stosunkowo spokojny sposób narracji trudno przejąć się ludzkimi problemami. Zamiast nas przejmować, po prostu są.

Spokojny film na spokojny wieczór

Zapewne najczęściej powtarzającej się w tej recenzji słowo to „spokój”. Bardzo dobrze bowiem opisuje cały ten film. Spokojne relacje pomiędzy bohaterami, spokojna fabuła i spokojne krajobrazy. To mają nam do zaoferowania „Wykopaliska”. Właśnie dlatego, po całym dniu załatwiania różnych spraw, produkcja ta jest dobrą okazją do wyciszenia się i spędzenia wieczoru na wygodnej kanapie. Pomimo braku zwrotów akcji czy niesamowitych postaci, oglądało się całkiem przyjemnie. Niestety to chyba jedna z głównych zalet tego filmu.

Jeżeli więc oczekujecie angażującej rozrywki, lepiej nie sięgajcie po „Wykopaliska”. Jeśli jednak tak jak ja szukacie chwili spokoju, przy czymś, co po prostu jest zwyczajnie całkiem przyjemne, niczym owinięcie się w ciepłą kołdrę, chyba można dać filmowi Simona Stone’a szansę.

6/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *