Rzucić się do galaktyki: gra „Roll for the Galaxy” — Kości zostały rzucone #4

kości

fot. Maksymilian Dikti

W 2007 roku Thomas Lehmann stworzył ponadczasowy hit, „Race for the Galaxy”. Śmiało można powiedzieć, że jest to jedna z najbardziej kultowych gier planszowych, a właściwie karcianych. W 2014 roku Thomas Lehmann, przy współpracy z Wei-Hwa Huangiem, opracował kościaną wersję swojego dzieła i zamienił w tytule słowo „Race” na „Roll”. Czy kości działają równie dobrze co karty? Zobaczymy.

  • Liczba graczy: 2-5
  • Wiek: 13+
  • Czas rozgrywki: około 45 minut
  • Cena: około 160 zł (sprawdź!)

Właściwie to nie będę się tutaj specjalnie rozwodził nad różnicami pomiędzy dwoma wersjami tej gry. Raczej skubniemy ten temat. Trudno się do tego przyznać, ale nigdy nie miałem okazji zagrać w „Race for the Galaxy”. Przynajmniej nie na żywo. Udało mi się zagrać w wersję komputerową. Nadal wypatruję edycji tej gry od Portal Games, ponieważ nie da się jej aktualnie kupić w wersji innej, niż używana. Portal, jeżeli to czytasz, to wiedz, że czekam! Mój portfel też.

Kolorowych kości, blaszanych zegarków

W grze „Roll for the Galaxy” będziemy starali się zdobyć jak najwięcej punktów zwycięstwa, poprzez zajmowanie planet i wynajdywanie technologii, a także sprzedawanie kosmicznych towarów. Do wszystkich naszych działań będziemy wykorzystywać kolorowe, różnorodne kości (odgrywające robotników), na których znajdują się symbole odpowiadające pięciu możliwym akcjom w grze:

  1. Odkrywanie nowych planet i technologii lub zdobywanie pieniędzy
  2. Wynajdywanie nowych technologii
  3. Podbój nowych planet
  4. Produkcja kosmicznych towarów
  5. Dostarczanie kosmicznych towarów, za punkty lub pieniądze
kości

fot. Maksymilian Dikti

W każdej turze gracze rzucą swoimi kośćmi za zasłonką i w tajemnicy przed innymi przydzielą je do odpowiadających im akcji, a także wybiorą jedną, którą chcą aktywować w tym ruchu. Następnie wszyscy równocześnie, odkrywają zasłonki i sprawdzają, co zaplanowali inni gracze. W bieżącej rundzie zostaną przeprowadzone wszystkie akcje, które zostały wybrane. Jednak nie ma potrzeby aktywacji danej akcji, aby ją wykorzystać. Wystarczy mieć do niej przydzielone odpowiednie kości i mieć nadzieję, że inny gracz ją uruchomi. W ten sposób zawsze mamy coś do roboty, bo zawsze wytypujemy jedną akcję, ale też musimy przewidywać co będą chcieli zrobić nasi współgracze, aby jak najbardziej wykorzystać potencjał naszych kości.

Kości w „Roll for the Galaxy” różnią się od siebie, zależnie od koloru. Czerwone, mają najwięcej symboli kółek i rombów, pozwalających nam kolonizować planety i wynajdywać technologie. Fioletowe na większości ścianek mają narysowaną rakietę, a więc pozwolą nam sprzedawać towary. Żółte posiadają najwięcej symboli gwiazdek, które traktowane są jako joker, dlatego są najbardziej uniwersalne. W sumie kolorów kości jest siedem.

Z wielką ilością kości nie zawsze wiąże się wielka losowość

Mimo że w pudełku z grą znajdziemy aż 111 kości i są one istotnym elementem rozgrywki, „Roll for the Galaxy” nie jest zbyt losową grą. To, że kości różnią się od siebie, powoduje, że można obrać pewien kierunek rozgrywki i skupić się na zdobywaniu takich, które najbardziej nam się przydadzą. Istnieje ryzyko, że co jakiś czas trafi nam się bardzo pechowy rzut, ale kafle technologii zapewniają wiele umiejętności, które pozwalają przesuwać kości pod inne akcje czy w ogóle zapewniają nam kości „wirtualne”. Nie mamy ich materialnie, ale możemy wykorzystać je do określonej akcji. Losowość jak widać, występuje, ale możemy ją na tyle kontrolować, że właściwie nie przeszkadza w rozgrywce, a raczej ją ubarwia. Zresztą gra jest krótka i nawet jak raz nam się nie poszczęści, to szybko możemy spróbować po raz kolejny. I kolejny.

Ja chcę jeszcze raz!

„Roll for the Galaxy” to gra, do której zdecydowanie chce się usiąść raz jeszcze, tuż po skończonej partii. Nie ma z tym zresztą żadnego problemu, bo 45 minut, które wskazuje pudełko, prawie zawsze się sprawdza, niezależnie od liczby graczy. W końcu gramy tu praktycznie równocześnie, dlatego zastojów właściwie nie ma i nie zaśniemy, czekając na swoją turę. No, chyba że gramy po raz pierwszy.

Tłumaczenie tej gry za pierwszym razem było sporym wyzwaniem. Podstawowe zasady są stosunkowo proste, ale niektóre drobne reguły czy opisy kafli technologii, mogą sprawić początkowo problem. Na pewno jednak łatwiej się nauczyć tej gry niż „Race for the Galaxy”, gry, która zasłynęła swoją bardzo skomplikowaną symboliką, mającą wyjaśniać umiejętności kart. W kościanej wersji wszystkie kafle, które są tutaj odpowiednikami kart, poza symbolami posiadają także opis słowny, więc o wiele łatwiej zrozumieć ich działanie. Sama mechanika wyboru akcji, które potem mogą wykorzystać wszyscy gracze, jest jednak niezmienna. Po poznaniu jednej z tych gier, na pewno łatwiej usiąść do drugiej.

kości

fot. Maksymiliian Dikti

Na pewno „Roll for the Galaxy” zachęca też bardziej samym wykonaniem. Bardzo mnie cieszą te wszystkie kosteczki, które trzymamy w specjalnych kubkach, dla każdego gracza. Kafelki też są bardzo ładne i przede wszystkim czytelne.

Polecam „Roll for the Galaxy” każdemu, kto lubi pogłówkować bez dużej dozy negatywnej interakcji. Jest to gra szybka, stosunkowo prosta w podstawowych założeniach i naprawdę przyjemna. Z czasem, gdy poznamy wszystkie kafle, zależności i taktyki, jest tylko lepiej i pomimo dużej ilości tych małych kolorowych sześcianów naprawdę czuć, że ma się kontrolę. Na co więc jeszcze czekacie? Rzućcie się do galaktyki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *