„Co kryją jej oczy” – recenzja

Książki, na których ekranizację czekamy

fot. Vogue Polska

„Co kryją jej oczy” to mroczny thriller, pikantny romans i odrobina fantasy. Czy jest możliwe, aby wyszło z tej mieszanki coś dobrego? Reżyser Steve Lightfoot, bazując na powieści Sarah Pinborough o tym samym tytule, z każdym odcinkiem stara się udowodnić to zaciekawionym widzom. 

Mały galimatias

Już od pierwszych minut, kiedy poznajemy głównych bohaterów, Louise (Simona Brown) i Davida (Tom Bateman), wiemy, że wywiąże się między nimi zawiła i romantyczna relacja. Oczywiście to, co przyjemne nie może trwać wiecznie i sprawy muszą się pokomplikować, a jakże! Wszystko za sprawą żony Davida, czarującej i nieodgadnionej Adele (Eve Hevson), która również zbliża się do Louise, pragnąc zostać jej przyjaciółką. Powstaje kuriozalna sytuacja, aspirująca do mezaliansu roku. Jedno jest pewne – ten pokerowy trójkąt nie ma prawa bytu. Mimo wszystko on trwa i rozwija się w najlepsze przez wszystkie sześć odcinków. Żadne z nich nie potrafi przerwać tego niejasnego kręgu. Dlaczego? Tę zagadkę widz będzie próbował rozwiązać przez bardzo długi czas.

Mroczna strona medalu

Pewnie nasuwa się Wam na myśl pytanie: Gdzie jest ten thriller? Zarysowana fabuła może przypominać kształtem komedię, ale nic z tych rzeczy. Sytuacja rodzinna Davida i Adele jest bardzo skomplikowana. Nie są przykładnym małżeństwem jak z obrazka, wręcz przeciwnie. Oboje są dla siebie toksyczni, lecz nie odejdą od siebie i w tym tkwi cały szkopuł. Louise nie potrafi odkryć, kto jest „tym złym”. Współczuje każdemu z osobna i nie rezygnuje z żadnej relacji. To zaprowadzi ją w bardzo mroczne strony przeszłości małżonków, gdzie nie zabraknie narkotyków, przemocy, tajemniczej postaci Roba i… sekretnego zeszytu.

Postaci z piekła rodem

fot. Filmweb

Eve Hevson, odkrywająca postać Adele, jest nieziemska! Jej wzrok i magnetyczne oczy mrożą krew w żyłach. Jest nieprzenikniona, przez co ciężko przewidzieć kolejny ruch i zachowanie. Jej enigmatyczny sposób bycia bywa niezachwiany i intrygujący. Z kolei postać Davida jest mniej zachwycająca. Owszem, trudno jest rozstrzygnąć, które z postaci budzi większe niezrozumienie, lecz jego mimika i usposobienie są nieco irytujące. Niewiele można wyczytać z twarzy tego bohatera. Wisienką na torcie jest jednak Simona Brown i jej zaraźliwy uśmiech. Od tej postaci emanują promienie słońca, ciepła i szczęścia, które wcale nie przygasają. Z każdym odcinkiem Louise jest coraz bliżej poznania prawdy, przy czym traci powoli czujność i orientację. Aktorka doskonale to zagrała i fenomenalnie wcieliła się w tę rolę.

Dla kogo?

Jest to serial stworzony dla tych, którzy lubią grozę, zawiłe zagadki i odkrywać sekrety z domieszką odrealnienia. Element fantastyczny jest drobny, choć kluczowy. Dotyczy czegoś z pogranicza jawy i snów, co powinno być dodatkowym atutem dla tych, którzy lubią tematykę oniryzmu. Nie zabraknie także pikanterii i scen erotycznych, które jedynie sprawiają, że serial nie jest jednowymiarowy i monotonny. Cały czas coś się dzieje i czuć napięcie. Warstwa psychologiczna filmu jest na bardzo wysokim poziomie, więc jeśli ktoś lubi analizować zachowania oraz pewne wynaturzenia ludzkie, to jest to produkcja stworzona w sam raz dla fanów psychologii. Zainteresowani będą mieli w co się zagłębiać i nad czym deliberować.

Plot twist

Koniec tego serialu jest niebywale zaskakujący. To, co dzieje się w ostatnich chwilach produkcji wciska w fotel i wprawia w osłupienie. Jako wytrawny koneser thrillerów i kryminałów myślałam, że widziałam już wszystko. Ba! Zwykle udaje mi się rozwikłać zagadkę przed czasem. Tym razem poległam, twórcy okazali się sprytniejsi. Zakończenie jest dopieszczone w każdym calu z uwzględnieniem najdrobniejszych szczegółów. Wszystko ze sobą współgra i tworzy spójną całość. Nic tak dobrze nie zrobi serialowi jak wyjątkowe zakończenie. Należą się za to ukłony i wielkie chapeau bas.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *