Amerykański „Władca Pierścieni” – Byłe gwiazdy PLK #3

Fot. Wikimedia Commons

Trzecia część cyklu „Byłe gwiazdy PLK” to czas na przedstawienie sylwetki jednego z najlepszych skrzydłowych PLK w ostatnich latach. Mowa o Quintonie Hosleyu, który najpierw zdobył dwa mistrzostwa Polski ze Stelmetem, a parę lat później zrobił to w wielkim stylu z Anwilem Włocławek. Zyskał przez to pseudonim „Władca pierścieni”.

Na początek warto przedstawić karierę klubową Hosleya w PLK:

  • 2012/2013 – Stelmet Zielona Góra
  • 2014/2015 – Stelmet Zielona Góra
  • 2017/2018 – Anwil Włocławek
  • 2018/2019 – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Sukcesy w Polsce: 3x Mistrz Polski (2013, 2015, 2018), Puchar Polski (2015), Najlepszy obrońca PLK (2015), Pierwsza piątka PLK (2015), MVP Finałów PLK (2013, 2015), Najlepszy przechwytujący ligi (2013), Uczestnik Meczu Gwiazd PLK (2013)

Statystyki w Polsce (PLK):

  1. Stelmet Zielona Góra – 103 mecze, 1414 punktów (średnio 13,73 punktów na mecz)
  2. Anwil Włocławek – 24 mecze, 211 punktów (średnio 8,8 punktów na mecz)
  3. Łącznie – 127 spotkań, 1625 punktów (średnio 12,8 punktów na mecz)

Zanim Quinton trafił do Polski

Przed podpisaniem kontraktu w Zielonej Górze, Hosley na początku grał w lidze akademickiej NCAA, a następnie w kilku silnych, europejskich zespołach. W NCAA grał w drużynie Fresno State (lata 2005 – 2007), gdzie rozegrał dwa sezony (60 spotkań), w których notował średnio 16,08 punktów i 9,02 zbiórki na mecz. Spędzał na parkiecie średnio po 34 minuty w meczu. W 2007 roku bez powodzenia startował w drafcie NBA. Mimo to starał się dostać do NBA, poprzez granie w lidze letniej NBA – grał m.in. w Seattle Supersonics podczas ligi letniej w Salt Lake City w 2007 roku czy w Dallas Mavericks podczas ligi letniej w Las Vegas w 2008 roku.

Fot. Wikimedia Commons

Po niepowodzeniu związanym z draftem NBA, Hosley postanowił spróbować swoich sił w Europie. Trafił do Turcji a konkretnie do drużyny Pinaru Karsiyaka. Zdecydowanie była to bardzo dobra decyzja – Amerykanin w lidze rzucał średnio 22,9 punktów i dokładał do tego 11,3 zbiórki na mecz. Takie statystyki sprawiły, że był najlepszym strzelcem i zbierającym ligi tureckiej oraz wybrano go na MVP ligi. Tak wyśmienity sezon zaowocował transferem do bardzo renomowanego, europejskiego zespołu, jakim jest Real Madryt. W Madrycie rozegrał tylko pół sezonu (średnio 7,6 punktów i 3,4 zbiórki na mecz). Drugą połowę sezonu 2008/2009 spędził w silnym, tureckim zespole, jakim jest Galatasaray Stambuł. W lidze w barwach Galatsaray wystąpił w 16 spotkaniach, w których notował średnio 15,6 punktów i 5,2 zbiórki na mecz.

W kolejnych sezonach Amerykanin też grał bardzo dobrze. W sezonie 2009/2010 w Turcji, w zespole Aliaga Petkim, gdzie notował średnio po 18,1 punktów i 8 zbiórek w 34 rozegranych spotkaniach. W 2010 roku zdecydował się na powrót do Hiszpanii – reprezentował barwy Joventutu Badalona. Zespół z bilansem 15-19 zajął 11. miejsce co nie pozwoliło zespołowi z Badalony awansować do play-offów. Mimo wszystko, Hosley mógł być zadowolony ze statystyk osiąganych w tamtym sezonie – 11,1 punktów i 5,4 zbiórki na mecz. Następny sezon spędził we Włoszech, gdzie reprezentował barwy Dinamo Sassari – w lidze włoskiej notował średnio po 14,5 punktów na mecz. Po przygodzie we Włoszech, T2 (pseudonim Hosleya) pierwszy raz pojawił się w polskiej lidze.

Pierwsze mistrzostwo ze Stelmetem

Amerykanin pierwszy kontrakt w Zielonej Górze podpisał w 2013 roku. Wtedy wraz z portorykańskim rozgrywającym, Walterem Hodgem miał poprowadzić Stelmetem do pierwszego mistrzostwa Polski w historii klubu. Zespół prowadzony przez trenera Mihailo Uvalina został w trakcie sezonu wzmocniony też Łukaszem Koszarkiem, który przeniósł się do Zielonej Góry z Asseco Prokomu Gdynia. Wspomniany tercet wsparty też duetem podkoszowych –  Olivier Stević – Dejan Borovjak bardzo dobrze prezentował się w sezonie zasadniczym – z bilansem 20-12 zajął 3.miejsce co było dobrą pozycją wyjściową do fazy play-off. Taką dobrą grę docenili też inni trenerzy w lidze, którzy wybrali Koszarka i Hodge do najlepszej piątki ligi. Hosley z kolei udowodnił jak bardzo dobrze gra w obronie – notował średnio po 2,3 przechwytu na mecz. Play-off dla Stelmetu zaczęło się  od starcia w pierwszej rundzie z Energą Czarnymi Słupsk, z którymi stoczyli pięciomeczową batalię, którą wygrali 3-2. W półfinale zielonogórzanie uporali się z AZS-em Koszalin w trzech meczach. Finał to z kolei popis świetnej gry zielonogórzan – pomimo 2 pierwszych spotkań rozgrywanych na wyjeździe pokonali PGE Turów Zgorzelec 4-0. Jedną z gwiazd tego finału był Hosley, który był nie do zatrzymania dla rywali – notował średnio 16,25 punktów, 7,25 zbiórki i 2 przechwyty na mecz. Jego skuteczność w rzutach z gry sięgała prawie 47 procent (46,9%, 23/49). Tak dobra seria finałowa w jego wykonaniu poskutkowała wyborem na MVP Finałów PLK 2013. W całym sezonie Amerykanin notował średnio 15,6 punktów, 5,6 zbiórki i 2,3 przechwytu na mecz.  W barwach Zastalu wystąpił też w 10 spotkaniach w rozgrywkach Eurocup, w których rzucał średnio po 12 punktów na mecz.

Przerwa na Włochy

Po mistrzowskim sezonie w Zielonej Górze, Amerykanin z gruzińskim paszportem zdecydował się na grę w lidze włoskiej. W Virtusie Rzym spędził jeden sezon – statystycznie notował po 11,4 punktów i 4,6 zbiórki na mecz. Lepiej było w fazie Eurocup gdzie Hosley notował średnio po 15 punktów i 3,9 zbiórki na mecz. Sezon był w miarę udany dla Amerykanina, ale niekoniecznie już dla jego zespołu – w lidze  zajęli dopiero 11.miejsce z bilansem 13-19 na koniec sezonu a przygodę w fazie Eurocup zakończyli na fazie TOP 16. Po przygodzie w Rzymie, T2 wrócił do Zielonej Góry.

Powrót po drugi pierścień

16 lipca 2014 roku Stelmet ogłosił powrót Amerykanina do Polski. Tym razem Hosley był gwiazdą numer 1 w zespole trenera Saso Filipowskiego a cel był prosty – odzyskać mistrzostwo Polski. Sezon bardzo dobrze układał się dla zielonogórzan jak i dla samego Amerykanina. Najpierw zdobyli Puchar Polski pokonując w finale turnieju Rosę Radom,77:71. W finale turnieju Hosley nie grzeszył skutecznością – trafił zaledwie 5 z 18 rzutów, ale to i tak pozwoliło skończyć mecz z 15 punktami na koncie. W 3 turniejowych spotkaniach notował średnio 12,3 punktów i 5 zbiórek na mecz. Rundę zasadniczą zielonogórzanie skończyli na drugim miejscu z bilansem 23-7 tuż za PGE Turowem Zgorzelec. W fazie ćwierćfinałowej Zastal wygrał z Asseco 3-1. Bardzo dobrze poszło im też w serii półfinałowej, gdzie pokonali Rosą Radom, 3-0. W finale nadszedł czas na rewanż za finał z 2013 roku z Turowem. Zielonogórzanie co prawda nie zaczęli dobrze tej serii – po dwóch meczach w Zgorzelcu przegrywali 0-2. Kolejne cztery spotkania padły łupem zielonogórzan co pozwoliło im na odzyskanie mistrzostwa. Olbrzymia była w tym zasługa Hosleya – w serii finałowej notował średnio 13 punktów, 6,16 zbiórki i 1,83 przechwytu na mecz. Jego dobra, efektywna gra poskutkowała drugą statuetką MVP Finałów. W całym sezonie skrzydłowy notował średnio 13,8 punktów, 6 zbiórek i aż 2,5 przechwytu na mecz co jest dowodem na to, że Amerykanin zasłużył też na statuetkę dla najlepszego obrońcy ligi. Ponadto wybrano go też do najlepszej piątki ligi. Trochę gorzej grał on w Eurocupie – w 10 spotkaniach notował średnio 10,4 punktów, 5,1 zbiórki i 1,7 przechwytu na mecz a Stelmet grę w europejskich pucharach zakończył na fazie TOP 16. Mimo to Hosley ten sezon mógł zaliczyć do udanych – wiele wyróżnień indywidualnych, Puchar Polski i przede wszystkim drugie mistrzostwo Polski w drugim sezonie w Polsce co poskutkowało nowym pseudonimem – „Władca pierścieni”.

„Quinton Hosley zamordował Stelmet”

W styczniu 2018 roku Hosley po 2,5-letniej przerwie wrócił do Polski. Tym razem jednak podpisał kontrakt z Anwilem Włocławek, który miał mistrzowskie aspiracje i poszukiwał zawodnika, który pasowałby do systemu gry trenera Igora Milicicia. Hosley początkowo prezentował niezbyt dobrze – rzadko przekraczał granicę 10 punktów zdobytych w meczu, a jak już przekraczał to potrzebował do tego aż 13-15 rzutów, z których trafiał zaledwie co trzeci rzut. Mimo wszystko Amerykanin nie zawiódł w momencie, w którym zespół najbardziej go potrzebował – w półfinałowej serii ze swoją byłą drużyną – Zastalem. W meczach nr 3 i 4 w Zielonej Górze rzucił łącznie 28 punktów i między innymi dzięki jego postawie Anwilowi udało się doprowadzić do decydującego, piątego meczu serii we włocławskiej Hali Mistrzów. Hosley w decydującym meczu pokazał dlaczego działacze klubu z Włocławka zdecydowali się go ściągnąć – w decydujących momentach meczu prezentował się tak jak w finałach PLK za które zgarniał statuetki MVP. W piątym, półfinałowym meczu Anwil przegrywał z Stelmetem różnicą 17 punktów na 5,5 minuty do końca spotkania. I wtedy pojawił się on – Hosley, który był nie do zatrzymania. W ostatnich pięciu minutach meczu zdobył 9 punktów a w całej czwartej kwarcie zdobył aż 16 z 22 punktów zdobytych przez niego w tym meczu. Na minutę przed końcem meczu trafił też trójkę, która znacząco przybliżyła Anwil do zwycięstwa. To, co wyprawiał Amerykanin jak i cały Anwil w ostatnich minutach meczu było po prostu niesamowite. Zdecydowanie jest to jeden z najlepszych comebacków w historii PLK. Emocje w tym meczu ponosiły nawet komentatorów Polsat Sport a zwłaszcza Adama Romańskiego, który po trzypunktowym rzucie Hosleya krzyknął: „Quitnon Hosley zamordował Stelmet!!”. To co wyczyniał Hosley i Anwil w ostatnich minutach meczu jest naprawdę godne podziwu i jest kolejnym dowodem na to, że w koszykówce zawsze trzeba walczyć do końca meczu o zwycięstwo. Sezon ten skończył się mistrzostwem dla Anwilu – w finale pokonali drużynę Stali Ostrów Wielkopolski 4-2 i zdobyli drugi w historii klubu tytuł mistrza Polski. Ta seria nie była zbyt udana dla Hosleya (średnio 6,16 punktów, 4,33 zbiórki i 1,5 przechwytu na mecz), ale w najważniejszym dla Anwilu momencie pokazał swoje ogromne, koszykarskie umiejętności.

Na koniec

Rok później po raz trzeci został zawodnikiem Stelmetu, ale nie zdobył swojego czwartego mistrzostwa Polski. Stelmet tamten sezon skończył na czwartym miejscu w lidze a Hosley notował średnio 9,9 punktów, 4,3 zbiórki i 1,5 przechwytu na mecz. Potem grał jeszcze przez chwilę na Dominikanie a w styczniu tego roku zdecydował o zakończeniu kariery. Bez wątpienia Amerykanin jest jednym z najlepszych zawodników, którzy grali w PLK w ostatnich latach. Ciekawie byłoby zobaczyć jego starcie z Qyntelem Woodsem w ich najlepszych latach kariery.

Ciekawostka: Hosley poza amerykańskim paszportem, legitymuje się też gruzińskim paszportem – wystąpił nawet w reprezentacji Gruzji na Mistrzostwach Europy (Eurobasket).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *