„Diego, nieważne co zrobiłeś ze swoim życiem, ważne co zrobiłeś dla naszego”

fot. Wikipedia Commons

Odszedł jeden z największych piłkarzy w historii. Cały świat opłakuje ikonę futbolu. Człowieka, który dla wielu był i nadal jest inspiracją. Kochany i nienawidzony jednocześnie. Geniusz z piłką przy nodze, oszustwem w ręku i burzliwym życiem. I przez to życie jak z rollercoastera skończył karierę, nie tak jak chciał. Odszedł też za wcześnie…

Diego Armando Maradona przyszedł na świat w Lanus (Argentyna) 30 października 1960 roku. Dzieciństwo spędził w slumsach Villa Fiorito. Już od najmłodszych lat wykazywał się ogromnym talentem do piłki nożnej. Swoją przygodę rozpoczął w klubie Argentinos Juniors. Jak mówiła jego siostra, Maria, wieku 15 lat zaczął właściwie sam utrzymywać rodzinę. Dzięki karierze piłkarskiej przeprowadził się z biedną, 8-osobową familią do apartamentu w centrum Buenos Aires. „Grałem w futbol z myślą o zakupie domu dla rodziców, żeby nigdy nie wrócić do Fiorito” – wspominał sam Maradona.

Etap życia w biedzie zostawił za sobą bardzo szybko. W seniorskiej piłce zadebiutował 10 dni przed 16. urodzinami. Eksperci od samego początku mówili, że narodził się drugi Pele, nowy geniusz. Technika i charakterystyczne długie prowadzenie piłki zakończone efektownymi dryblingami. To był styl Maradony, którym zaskarbił sobie rzeszę fanów. W lutym 1981 przeniósł się do Boca Juniors. Grając na słynnej La Bombonerze zdobył pierwsze i, jak się później okazało, ostatnie mistrzostwo Argentyny.

Barcelona i przenosiny do Włoch

Dalszy rozwój Maradony zależał od wyjazdu do Europy. W 1982 opuścił ojczysty kraj na rzecz hiszpańskiej Barcelony. Grał świetnie, ale z Blaugraną zdobył jedynie Puchar i Superpuchar Hiszpanii. Obydwy sezonów nie rozegrał w pełni. W pierwszym przeszkodziła choroba, w drugim kontuzja. 24 września 1983 zawodnik Athleticu Bilbao, Andoni Goikoetxea, swoim wślizgiem spowodował kontuzję Maradony. Potrzebna była operacja kostki. Po trzech miesiącach wrócił do gry.

Ostatnim meczem w barwach katalońskiego klubu był przegrany 0:1 finał Pucharu Króla z Athletikiem. Bijatyka po końcowym gwizdku, której jednym z głównych prowodyrów był argentyński piłkarz, i stały konflikt z prezesem Barcelony Josepem Lluísem Núñezem przypieczętował odejście Maradony z Hiszpanii.

Kompletną sensacją był transfer do SSC Napoli. Klub z jednego z najbiedniejszych miast we Włoszech, do tego broniący się przed spadkiem. Przez hulaszczy tryb życia, Maradona był spłukany, jego agent nie radził sobie za dobrze ze sprawami finansowymi. Ówczesny prezes Napoli, Corrado Ferlaino, był jedynym, który chciał zapłacić duże pieniądze za piłkarza. Maradonę na San Paolo witało 75 tysięcy ludzi. Mówił, że chciał grać dla chwały i żeby ludzie go kochali. Narzekał, że w Barcelonie tego nie miał. W Neapolu wręcz przeciwnie.

Neapol dał mu to wszystko…

Pod wodzą Argentyńczyka, Napoli przeżyło istną transformację. Z klubu walczącego o utrzymanie w czołowy włoski zespół. Walczący jak równy z równym z Juventusem, czy Milanem. Maradona czarował swoją grą, stał się bożyszczem kibiców. W 1987 roku sięgnął z błękitnymi po scudetto (mistrzostwo i puchar Włoch).

Sam mówił, że wygrana we Włoszech jest najszczęśliwszym momentem w jego życiu. Nazywał Neapol domem. Dwa lata później wygrał Puchar UEFA, a w 1990 po raz drugi świętował mistrzostwo Italii. Na początku kolejnego sezonu dołożył jeszcze Superpuchar Włoch.

… i odebrał mu wszystko

Już po pierwszym mistrzostwie, na jaw zaczęły wychodzić jego problemy z narkotykami. A konkretniej z kokainą. Mimo założenia rodziny coraz częściej wychodził na miasto. Nocny Neapol zbyt mocno go kusił. Przez uzależnienie, coraz silniej wpadał w szpony mafii. Początkowo Camorra dawała mu złote Rolexy za udział w otwarciu jakiegoś biznesu. Niekiedy samochód za wspólne zdjęcie. Potem na każde zawołanie mafia, na czele z Giuliano Carmine, na tacy przynosiła piłkarzowi kokainę. Kiedy sprawą zainteresowała się policja, przestępczy półświatek odwrócił się od Maradony, żeby kryć swoje interesy. Zaczął się upadek legendy.

Na mundialu w 1990 roku w półfinale po rzutach karnych razem z reprezentacją wyeliminował gospodarzy, Włochów. Mecz, o ironio, odbywał się na dodatek w Neapolu. Przed przegranym finałem z Niemcami, Włosi wygwizdali argentyński hymn. W transmisji telewizyjnej łatwo można było odczytać z ruchu warg, że Maradona nazywa gwiżdżących „hijo de puta”. Przysporzyło mu to wielu wrogów.

Już po mundialu seriami w mediach pojawiały się kolejne doniesienia o powiązaniach legendy Napoli z Camorrą. Dzieła zniszczenia dopełniła kontrola antydopingowa po jednym z meczów ligi włoskiej. Maradona wpadł i został zawieszony na 15-miesięcy.

Smutny koniec kariery

Po zakończeniu banicji opuścił Włochy. Wyjeżdżał w samotności. Niegdyś witany przez 75-tysięczny tłum, wyjeżdżał sam. Nigdy nie wrócił do czasów świetności. Uniemożliwiały mu to problemy z narkotykami i nadwagą. Grał przez chwilę z powrotem w hiszpańskiej Primera Division, w Sevilli. Nic nie osiągnął i wrócił do Argentyny. W barwach Newell’s Old Boys przygotowywał się do swoich ostatnich Mistrzostw Świata.

Na samym mundialu W Stanach Zjednoczonych uzyskał pozytywy wynik testu na obecność niedozwolonych substancji. W ciele Maradony było ich aż 5! Znów został zawieszony. Końcówkę kariery spędził z Boca Juniors. 25 października 1997 roku rozegrał ostatni mecz w karierze z River Plate.

Moment chwały

Jednak te tłumy ludzi, opłakujące śmierć legendy przed oczami mają Mistrzostwa Świata w Meksyku 1986. To tam narodziła się sława Maradony. To były jego mistrzostwa. Nigdy w historii futbolu, jeden piłkarz tak nie zdominował mundialu. Był największą gwiazdą. W samym finale co prawda bramki nie strzelił, ale zaliczył asystę przy zwycięskiej bramce Burruchagi. Wygrana nad Niemcami 3:2 sprawiła, że Maradona stał się wielki. Wielki, bo nieśmiertelnym dla kibiców został paręnaście dni wcześniej.

Włoski dziennikarz Daniel Arcucci powiedział, że „żeby wyjaśnić mit Maradony, wystarczy wspomnieć mecz z Anglią”. W ćwierćfinale mistrzostw Argentyńczyk pokazał dwa oblicza. Najpierw oszukał Anglików, strzelając bramkę ręką, a później ich ośmieszył. Jego słynny rajd przez całe boisko zakończony wturlaniem piłki do pustej siatki zna chyba każdy fan futbolu.

I taki właśnie obraz Argentyńczyka przypominają sobie ci, którzy widzieli go w akcji. Młodsi też wolą kojarzyć go z tym dryblującym napastnikiem z archiwów. Nie z trenerem nieosiągającym wyników. Nie z wrakiem człowieka. Smutny to był widok, gdy dwa lata temu Maradona w narkotycznej ekstazie „cieszył się” z bramki Argentyny na Mistrzostwach Świata w Rosji.

Jego problemy zdrowotne są skutkiem filmowego życia. Życia, w którym osiągnął wszystko i wszystko stracił. Był i będzie jednak inspiracją dla innych. Najlepiej fenomen Maradony określają chyba słowa Pepa Guardioli: „Diego, nieważne co zrobiłeś ze swoim życiem, ważne co zrobiłeś dla naszego”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *