„Z trzęsącej się chiwawy w pewnego siebie rottweilera” – wywiad z wicemistrzynią świata beatboxu

Tworzenie muzyki i naśladowanie instrumentów tylko za pomocą ciała? Niektórym może wydać się niemożliwe. A jednak. Ludzkie możliwości i kreatywność nie mają granic. Poznajcie Chiwawę, czyli Karolinę Olech –  polską beatboxerkę, która jest wicemistrzynią świata w tej dziedzinie.

Źródło: Instagram @wawacreate

Dla niewtajemniczonych – czym jest beatbox?

Moim zdaniem najlepiej byłoby to zaprezentować, ale jest to niestety niemożliwe. Mówiąc wprost beatbox to tworzenie dźwięków za pomocą aparatu mowy. Pierwotnie głównie naśladowane były brzmienia perkusyjne, ale z czasem beatbox ewoluował. Teraz tworzone są pełne utwory muzyczne z różnych gatunków i ogromną ilością dźwięków, które czasem nawet mnie zaskakują. To niesamowite, że człowiek potrafi wydobyć takie odgłosy ze swojego ciała i tak siebie kontrolować.

Jak zaczęła się twoja przygoda z beatboxem?

Kiedy byłam młodsza, około 6-7 lat temu, bardzo lubiłam grać w gry komputerowe. To były gry online, więc musiałam komunikować się z innymi graczami przez różne programy w internecie, np. Discord. Właśnie tam po raz pierwszy usłyszałam beatbox. Od razu się zachwyciłam i wpisałam w Youtube’a, żeby dowiedzieć się o tym więcej. Wyskoczyła mi finałowa runda z mistrzostw świata z 2012 roku. Po obejrzeniu tego filmiku powiedziałam sobie, że tak będę brzmieć w przyszłości i do tego dążyłam.

Skąd pomysł na nazwę Chiwawa?

To wzięło się od mojego specjalnego dźwięku, który kojarzy się niektórym ze szczekaniem chiwawy. Jest on dość wysoki, krótki, więc tak można sobie pomyśleć. Ten pseudonim przyszedł do mnie sam. Nie ja go wymyśliłam – zaczęli mnie tak nazywać znajomi, rodzina, a później cała beatboxowa społeczność.

Jak wpadłaś na ten dźwięk?

To dość zabawna historia, bo wziął się z mojego śmiechu. Założę się, że każdy zna to uczucie, kiedy dostaje takiego ataku śmiechu, że po prostu nie może przestać i trwa to piętnaście minut, aż dostaje bólu brzucha. Mój śmiech był dosyć charakterystyczny. Tak powstał ten dźwięk. Postanowiłam go dopracować, bo na początku nie brzmiał tak dobrze. Miał w sobie to „coś”, przez co brzmiał interesująco. Wraz z treningiem miał wyższą tonację, brzmiał coraz mocniej i czyściej. Teraz ten dźwięk nazywa się Chiwawa Sound.

Zaczęłaś beatboxować zaledwie kilka lat temu, a niesamowicie się rozwinęłaś pod względem technicznym i szeroko rozumianej kreatywności. Obecnie jesteś w czołówce beatboxerek z całego świata. Wyrobiłaś swój własny styl, co sprawia, że jesteś tak bardzo charakterystyczna. Jak wygląda proces tworzenia scenicznej Chiwawy, którą możemy oglądać na co dzień w internecie?

Każdy beatboxer wraz z latami treningów odkrywa swój własny styl. Mi zajęło to dwa lata. Odkryłam go m.in. dzięki odnalezieniu swojego dźwięku. Po jego wyćwiczeniu zdałam sobie sprawę, że wysokie tony są moją mocną stroną. Lubię muzykę z kontrastem między wysokimi i niskimi dźwiękami, więc na tym też postanowiłam się wzorować. Próbowałam robić brzmienia basowe i łączyć je z tymi wysokimi. Mam też drugi charakterystyczny wysoki dźwięk, który powstał na dwa tygodnie przed mistrzostwami świata w beatboxie. Odwiedziłam rodzinę mojego chłopaka w Wietnamie, a stamtąd mieliśmy razem lecieć do Berlina na mistrzostwa. Niestety pojawiła się u mnie bardzo poważna infekcja gardła. Cały czas się stresowałam, że nie dam rady i będę musiała to odwołać, ale kilka dni przed wylotem udało mi się wyzdrowieć i jakimś cudem ten dźwięk się pojawił, tak znikąd. Dzięki temu stworzyłam kilka dodatkowych opcji w swoich rutynach, które przygotowałam na mistrzostwa świata i myślę, że to był też ten element zaskoczenia, bo było to coś całkiem nowego. Po mistrzostwach bałam się, że ten dźwięk zniknie, ale na szczęście trzyma się dalej.

Kim są Twoi najwięksi idole?

Pierwszą osobą jaką wymienię będzie Trung Bao. On mnie motywuje i inspiruje codziennie. Dodatkowo razem mieszkamy i ćwiczymy, co jest niesamowite. Ciężko mi wymienić innych beatboxerów, ponieważ jest ich naprawdę mnóstwo i każdy z nich jest utalentowany. Jednak mogę podać kilku – są to Skiller i Alem, ponieważ dzięki nim zaczęłam swoją przygodę z beatboxem. Następnie jest Reeps One – każdy, kto interesuje się beatboxem, słyszał jego imię. To po prostu legenda. Jest także niesamowitym artystą i to też w nim podziwiam, uwielbiam jego podejście do sztuki i muzyki. Pe4enkata – kobieca ikona beatboxu, zawsze mnie inspirowała i była dla mnie przykładem jako właśnie kobiety, która osiągała sukcesy w dziedzinie zdominowanej przez mężczyzn. Jej występy i zawody pokazywały mi, że też mogę coś osiągnąć i że to wcale nie jest tak, że kobiet po prostu tam nie ma.

Źródło: Instagram @wawacreate

Żyjemy w trudnym czasie – trwa pandemia. Cała branża artystyczna musiała stanąć w miejscu. Jak beatboxerzy sobie teraz radzą, kiedy wszelkie występy na żywo musiały zostać wstrzymane?

W kwestii zawodów, to się odbywają, ale w formie online. Jakiś czas temu sędziowałam mistrzostwa w Wielkiej Brytanii. Co prawda nie jest to to samo, co występ na żywo, ale jakoś trzeba sobie radzić. Jest kilka rodzajów beatboxerów – jedni właśnie lubią zawody w formie online, a inni wolą te na żywo. Ja wolę te drugie – teraz brakuje mi ludzi. Zauważyłam też, że wielu beatboxerów zaczęło nagrywać o wiele więcej filmików i wrzucać je do sieci – choćby na TikToka. Oprócz tego zaczęli też uczyć beatboxu w formie online. Razem z Trungiem mamy w planie nagrywanie kolejnych filmików na Youtube’a i utworów, które byłyby połączeniem obrazu i dźwięku. Przyznam, że są też tego plusy, bo można skupić się na treningu. Można też to traktować jako wyciszenie – na spokojnie można się nauczyć czegoś nowego i poćwiczyć.

Jesteś wicemistrzynią świata beatboxu – zdobyłaś ten tytuł w tak młodym wieku, jest to ogromne osiągnięcie. Co czułaś, wychodząc na scenę i stojąc przed tak dużą publicznością, jednocześnie będąc ocenianą przez legendy beatboxu?

Tutaj odpowiedź jest prosta – stres. Jestem typem osoby, która praktycznie wszystkim się przejmuje i stresuje. Te mistrzostwa były tak właściwie moimi pierwszymi poważnymi zawodami, w których zmierzyłam się z przeciwnikiem na scenie. Stres i strach czułam już na miesiące przed tym eventem. Im bliżej było daty, tym stres stawał się większy i silniejszy. Jednak jeśli chodzi o sam moment wejścia na scenę – wtedy wszystko znikało. Z takiej trzęsącej się chiwawy, zmieniłam się w pewnego siebie rottweilera.

Co chciałabyś jeszcze osiągnąć? Tytuł wicemistrzyni Ci wystarcza, czy chcesz więcej?

Chcę więcej. Na ten moment moim celem jest wygranie dzikiej karty na największe beatboxowe wydarzenie, czyli Grand Beatbox Battle.

Co Ci sprawia największą trudność, a co przychodzi najłatwiej, jeśli chodzi o naukę beatboxu?

Największą trudność sprawia mi zmotywowanie się do ćwiczeń – zwłaszcza w te zimowe dni, kiedy bardzo szybko robi się ciemno. Zawsze uważałam, że trening najlepszy jest wtedy, kiedy jest spontaniczny i kiedy czuć to, że po prostu chce się ćwiczyć. Ja mówię na to natchnienie. Nie jest to trening z przymusu, tylko przychodzi naturalnie. Niestety niektóre rzeczy muszą być ćwiczone regularnie i nie potrzebują natchnienia. To mięśnie twarzy i muscle memory, czyli pamięć mięśni. Ja to nazywam zdolnością płynnego przechodzenia mięśni między różnymi dźwiękami, które są zależne od ich refleksu, czyli np. od szybkiej zmiany ułożenia języka. Trzeba ćwiczyć i ćwiczyć, aż po prostu będzie wyćwiczone. Staram się robić to codziennie. Przyznam, że czasem trwa to piętnaście minut, a czasem nawet 3 – 4 godziny. To zależy od wcześniej wspomnianego natchnienia.

Jeśli chodzi o dźwięki basowe, są one bardziej problematyczne, ponieważ zdzierają gardło i przerywam je, kiedy zaczynam odczuwać mocniejszy ból gardła, ponieważ nie chcę doprowadzić do żadnych infekcji. Trening beatboxu jest jak trening na siłowni – mięśnie muszą się zagoić. Po jednym dniu treningu dźwięków basowych trzeba wziąć dzień przerwy. Zdarzało się, że miałam zakwasy w policzkach i mięśniach szyi. To, co sprawia mi największą frajdę to eksperymenty. W beatboxie nie ma limitów. Eksperymenty wyglądają  w ten sposób, że łączę ze sobą różne dźwięki i sprawdzam, co się wtedy stanie. Jest to pewna forma zabawy, ekspresji i jest to bardzo przyjemne, odstresowujące i inspirujące. Mam też drugi sposób eksperymentowania – skupienie się na jednym dźwięku i wykonywanie go na różne sposoby. Pojawia się tu takie myślenie: a co się stanie, jeśli zrobię go na wdechu? Lub jeśli język ułożę w inny sposób niż zazwyczaj? Takich pomysłów jest mnóstwo. I właśnie to sprawia mi największą frajdę – odkrywanie czegoś nowego, co jest ściśle powiązane z moim ciałem.

Źródło: Instagram @wawacreate

Razem ze swoim chłopakiem Trungiem Bao, który również jest światowego poziomu beatboxerem, tworzycie bardzo zgrany duet – Bawa. Wasze filmiki można oglądać na Tiktoku, Instagramie, Youtubie. Macie po kilkaset tysięcy, a czasem nawet miliony wyświetleń, jednak jeszcze nie występowaliście razem konkursowo. Czy planujecie razem wziąć udział w jakichś zawodach i zgłosić Wasz duet do następnej edycji Grand Beatbox Battle?

Nie tyle, co planujemy, ale wiemy, że to się stanie. Nie wiemy jeszcze kiedy – to jest ten znak zapytania. Musimy się skupić na wspólnym treningu. Do tej pory jako Tag Team występowaliśmy w Chinach na mistrzostwach, jednak to był pokaz jurorów. Bardzo dobrze czuliśmy się na scenie, więc wiemy, że to pewniak.

Wiem, że oprócz beatboxu wspólnie zajmujecie się pewnego rodzaju animacjami komputerowymi. Współpracowaliście z takimi gwiazdami jak Billie Eilish i Dua Lipa. Na czym dokładnie polega to Wasze działanie?              

Generalnie chodzi o Bawa Visual, jednak najpierw powiem czym w ogóle jest Bawa. To wymyślona przez nas nazwa – połączenie naszych beatboxowych pseudonimów. To nasz duet – cokolwiek robimy razem, nazywamy to Bawa. Jeśli chodzi o visual art, zdecydowaliśmy się robić to z większą grupą – Fustic Studio. To grupa kreatywnych osób, które chcą dzielić się swoją wiedzą oraz umiejętnościami i robić razem coś ciekawego. My właśnie do niej należymy. Teraz zostawiamy Bawa Visual trochę z tyłu i skupiamy się na tej większej grupie.

Chciałabym się odnieść do tematu, który często poruszałaś wraz z Trungiem w internecie – a mianowicie feminizmu w beatboxie. Tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego istnieje błędne założenie, że beatbox jest typowo męski i kobiety się do tego nie nadają. Takie myślenie potęguje podział na mistrzostwach świata na kobiety i mężczyzn. Jak oceniasz tego typu komentarze?

Nie jestem fanką podziałów. Moim zdaniem lepiej by było, gdyby wszyscy mogli się zjednoczyć. Wtedy dziewczyny miałyby też takiego „kopa” i ekscytację z treningów. Z drugiej strony niektórzy wolą mieć ten podział. Jeśli ktoś jest na przykład wstydliwy i nie chciałby od razu wskakiwać na konkurencję mieszaną, to gdyby nie było podziałów, taka osoba nigdy weszłaby na scenę. A jednak trzeba to ćwiczyć, trzeba wchodzić na scenę – dzięki temu ta osoba będzie się czuła coraz pewniej. Dlatego to są też dwie strony medalu.

Co do komentarzy – trzeba się na nie wyłączyć i dalej trenować, być najlepszą, nie patrząc na innych. Swojego czasu bardzo dotykały mnie seksistowskie komentarze pod moimi filmikami beatboxowymi i sprawiały mi problem. Gdy coś nagrywałam, to wrzucenie tego do sieci było bardzo stresującym wydarzeniem. Zrozumiałam jednak, że komentarze nic nie znaczą i że zawsze będą się pojawiać. Nieważne jak dobra będzie osoba – te komentarze były i będą. Są różne powody, dlaczego się pojawiają – wydaje mi się, że niektórzy mogą być zazdrośni, inni bez empatii wyrażają w niegrzeczny sposób swoje zdanie albo po prostu ktoś jest internetowym trollem.

Wierzę, że w całym beatbox community jest coraz lepiej, jeśli chodzi o seksizm i stereotypy. Coraz więcej dziewczyn zaczyna się pokazywać, brać udział w zawodach i są pewniejsze siebie. Problem seksizmu został nagłośniony przez popularne platformy beatboxowe, np. Swissbeatbox czy Human Beatbox, co zwiększyło świadomość ludzi na fakt, że ten problem istnieje oraz jest bolesny i niesprawiedliwy. Takie komentarze można też potraktować jako motywację do treningów. Pamiętam, jak zaczęłam przygodę z beatboxem. Wszędzie słychać było, że kobieta nie może nauczyć się dźwięków basowych. Nigdy nie było tak naprawdę wyjaśnienia dlaczego. Mi udało się nauczyć basu. To kolejny dowód, że te komentarze nic nie znaczą.

Właśnie między innymi dlatego jesteś ogromną inspiracją dla innych dziewczyn, które chcą się nauczyć beatboxu. Dzięki Tobie wiedzą, że jedyne co trzeba robić, to ćwiczyć i ćwiczyć, a takie komentarze nie mają sensu.

Tak, to prawda! Najlepszym rozwiązaniem jest ich ignorowanie, a jeszcze lepszym – ich nieczytanie.

Dziękuję za rozmowę.

Beatbox jest sztuką, w którą warto się zagłębić. Tu nie ma ograniczeń, a z roku na rok ulubieni beatboxerzy potrafią zaskakiwać coraz bardziej. Można się o tym przekonać, słuchając solowego projektu beatboxowego Chiwawy pod tytułem „King Of The Jungle”, a także duetu z Trungiem Bao – „You’re Not Ready For This”.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *