Le Mans ’66, czyli emocjonujący rajd

Le Mans ‘66 to film kompletny, który zapewnia niekończący się rollercoster emocji. Dla takich seansów chodzimy do kina, spragnieni rozrywki przez duże R. Bawić będą się najwięksi fani motoryzacji, a także laicy samochodowi, z gwarancją, że po seansie na pewno nimi nie pozostaną.

Le Mans ‘66 (org. Ford v Ferrari) obrazuje historię opartą na faktach, w której wizjoner Carroll Shelby (Matt Damon) oraz kierowca wyścigowy Ken Miles (Christian Bale) wspólnymi siłami na zlecenie wielkiej marki, jaką jest Ford, budują samochód wyścigowy. Ma on pokonać legendę toru stworzoną przez Enza Ferrari. Po skonstruowaniu maszyny ruszają na podbój największych konkursów rajdowych, w tym 24-godzinny francuski Le Mans.

Klasycznie mamy dwóch rywali w postaci znanych, największych marek samochodowych, jednak cała narracja ukazuje nam pierwszą ze stron i to jej jesteśmy zmuszeni kibicować. Ford startuje z niższego szczebla, chcąc pokonać starego wygę, zepchnąć go z podium. Zazwyczaj chcemy dopingować tym potencjalnie słabszym. Zdecydowanie faworyzowany jest tu Ford, gdyż cała ekipa stojąca za nazwiskiem Ferrari została potraktowana w sposób przerysowany, antypatyczny, niekiedy prześmiewczy. Są to stereotypowi, temperamentni Włosi.

Mimo że twórcy długo każą nam czekać na główne danie, czyli tytułowy wyścig, to wydarzenia prowadzące do tej chwili są poprowadzone w sposób niezwykle dynamiczny. Akcja goni akcję, a pokonywanie kolejnych przeszkód, podejmowanie ryzyka i dokonywanie wyborów przez bohaterów tylko nakręca nas i szykuje na zbliżające się ostateczne starcie. Końcowy akt to już jazda bez trzymanki, a finał potrafi dostarczyć kilku łez wzruszenia. Parę momentów dosłownie wciska w fotel, a buzia sama się cieszy. Reżyser James Mangold od początku wiedział, jak chce ten film poprowadzić, nie widać żadnych potknięć, jakie mogłyby się przydarzyć przy produkcji na tak ogromną skalę. To niespotykana okazja na poznanie tego sportu „od kuchni”. Możemy dokładnie zobaczyć kulisy świata samochodowego, począwszy od samego konstruowania pojazdów, poprzez drogę, jaką musi przejść kierowca, by wziąć udział w prestiżowych wyścigach. Podpatrzeć można organizację samych wydarzeń i to, jak one wyglądają z perspektywy oddanych swojej największej pasji drużyn.

Le Mans ‘66 to hołd dla marzeń. Shelby i Miles zrobią wszystko, aby osiągnąć założony cel. Niestety na drodze stoją wielkie korporacje, które nie zawsze chcą im to ułatwić, nawet gdy gra się do jednej bramki. Czeka ich wiele decyzji i kompromisów, a także zawodów. Jednak pokazują, że co ich nie zabije, to ich wzmocni, a współpracą można zdziałać wiele, znieść z godnością gorycz porażki, tak samo, jak i słodki smak zwycięstwa. Przyjaźń między dwoma głównym bohaterami jest widoczna na pierwszy rzut oka, ale relacja została pozbawiona zbędnego patosu. Są to kumple, w których można uwierzyć. Mam wrażenie, że nie dostaliśmy wiele czasu na bliższe poznanie postaci Damona, w odróżnieniu od postaci Bale’a. W jego przypadku dostajemy cały obraz rodziny i kłopotów. O Shelbym w sferze prywatnej dowiadujemy się tylko w pierwszych scenach filmu, o czym z biegiem wydarzeń udaje się zapomnieć.

Duet Damon/Bale gra koncertowo. Damon jest wyważony, spokojny, tłumiący w sobie wszelkie emocje, natomiast jak to zwykle bywa w takich pojedynkach, drugi z nich jest jego totalnym przeciwieństwem. Bale kreuje postać ekspresyjną, niefrasobliwą, zbuntowaną. To sprawia, że wychodząc z kina, zapamiętamy tego drugiego. Nie oznacza to, że Damon wypadł gorzej, jego subtelna gra została wykreowana po skrupulatnym przygotowaniu, zważa na to choćby fakt, w jaki sposób jego bohater nieustannie żuje gumę. Oprócz głównej pary na wyróżnienie zasługują Caitriona Balfe, wcielająca się w żonę Milesa i młody aktor gający jego syna — Noah Jupe. Reszta drugiego planu nie została wystarczająco wykorzystana, a potencjalne czarne charaktery potraktowano bardzo wybiórczo i stereotypowo.

Możecie śmiało lecieć do kina! To produkcja niepozbawiona wad. Ze względu na zastrzyk adrenaliny i energii, jaką zostaniecie uraczeni oraz bohaterów, których nie da się nie lubić, drobne błędy nie wpłyną na jego odbiór, jako fachowego kina sportowego i fantastycznej rozrywki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *