Nie lada sztuka, czyli druga strona Nowego Portu

laznia.pl

Jakiś czas temu, szukając lokum w Trójmieście, trafiłam na pewną osobliwą stronkę na Facebooku. Moją uwagę przyciągnęły, z praktycznych zresztą względów, Miejsca w Gdańsku, gdzie dostaniesz po ryju. Jak się okazało, oberwać można w całym mieście. Są jednak, według internautów, rejony wyjątkowo pilnie strzeżone przez osiedlowych rycerzy ortalionu albo innych monarchów kwiecistej polszczyzny, władających na przykład berłem w postaci tulipana po Żuberku i językiem, w którym każdy przecinek jakimś cudem zaczyna się na K

Dominującej obecności Orunii na stronie głównej można było się spodziewać. Tymczasem, Królową Dzielnic w statystykach fanpage’a wyprzedza powoli Nowy Port. Jak pisze administrator, to właśnie o tej części Gdańska spływa do niego najwięcej podwieczornych historyjek czy poimprezowych przygód. Użytkownicy twierdzą, że łatwo tam o napad, a sama okolica nie zachęca do zwiedzania. Pełno dresów, którzy czekają na rozrywkę. Poza tym komuna i syf.

W komentarzach nie zabrakło bohaterskiej obrony ze strony nowoporcian. Wcale się nie dziwię, lokalni patrioci to przecież najmężniejsi wojownicy, walczący głównie przeciwko stereotypom, które krzywdzą ich małe społeczności. Szkoda tylko, że bitwy tej mieszkańcy podjęli się po swojemu, bo przecież to nie gęsi i swój język mają. Przynajmniej ich internetowi przedstawiciele, którzy zapewniają, że najwięcej spinają ci co ch*j o naszym porcie wiedzą i że Strajku Dokerów to przecież k**** najromantyczniejsza ulica.

Na szczęście nie brakuje i tych mniej zacietrzewionych dyplomatów, którzy przyznają, że po prostu dzielnica jest miejscami zaniedbana, co wpływa na jej internetowy wizerunek, stający się w wyobraźni przyjezdnych obrazem rodem z nowojorskiego Bronxu. W rzeczywistości z Nowego Portu blisko na Westerplatte, na plażę w Brzeźnie, a z okna widać Zatokę. Sklepów dookoła pełno, komunikacja miejska jest przecież niezła, ceny mieszkań adekwatne, a w pysk to i na Długiej dostaniesz, jak się będziesz prosił.

Oprócz miejscowych adwokatów dobrego imienia dzielnicy, Nowemu Portowi zostało rzucone koło ratunkowe z zewnątrz. Uwierzono w potencjał nowoporcian oraz obszaru, który zamieszkują i doceniono swego rodzaju kulturową oryginalność tego terenu, uchodzącego w Gdańsku niemal za enklawę. W 2008 roku Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia otworzyło swoją drugą siedzibę właśnie w tym rejonie. Choć pomysł wydawał się szalony i nie od razu został przyjęty przez mieszkańców z aprobatą, placówka jest dla nich obecnie bezapelacyjnym powodem do dumy.

Po rewitalizacji dawnego budynku łaźni miejskiej, zaprojektowano wnętrza. Wielofunkcyjna technika White Box umożliwiła wystawianie sztuki na kilku płaszczyznach – od filmu, po performance, do wernisażu – sztuki rozumianej bardzo szeroko. Jak mówi dyrektor placówki Jadwiga Charzyńska – sztuki czystej. Wewnątrz konstrukcji powstały przestrzenie przystosowane do wystaw, zajęć dydaktycznych, a także sala kinowa. Działalność CSW nie ogranicza się jednak jedynie do czterech ścian.

Twórcy Łaźni pokazują, że sztuka współczesna nie jest ekskluzywna. Stawiają na włączenie społeczne poprzez edukację artystyczną. Za pomocą organizacji eventów i warsztatów dla osób w dowolnym wieku, pokazują, że instytucja kultury może być przyjazna, nauka przyjemna i że wrażliwość artystyczna w mniejszym lub większym stopniu leży w naturze każdego.

W końcu znaleźli się też ludzie, którzy postanowili zaopiekować się przestrzenią publiczną Nowego Portu. Poprzez pracę nad rewitalizacją dzielnicy, a także integrację z małymi lokalnymi przedsiębiorstwami, wydobywają oni piękno z najciemniejszego i najpaskudniejszego na pozór kąta, w którym faktycznie można się wystraszyć o swój nos lub portfel.

W Nowym Porcie, jak mówi dyr. Charzyńska, zachodzi proces artystycznej gentryfikacji i w końcu, po tylu latach, sztuka staje się sąsiadem. CSW Łaźnia przestaje czuć się intruzem, który także może dostać po ryju. Kluczem do sukcesu placówki jest to, że nie poddała się na początku, gdy faktycznie oberwała. Walczyła do tej pory, gdy sama zaczęła zwalać z nóg chociaż część nowoporcian, a przynajmniej przyprawiać ich o większe dreszcze niż kieszonkowcy czy pijaczyny – a to dopiero nie lada SZTUKA.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *