Dwugłos Trójmiejski #15 Arka utrzymana, Lechia bez mistrzostwa

Lechia nie ma już szans na mistrza, a Arka zapewniła sobie utrzymanie! | fot. sportsbetting.com11

Długi sezon ligowy zmierza szybko ku końcowi. Każdy zespół ma do rozegrania jeszcze jedno spotkanie. W dwóch ostatnich kolejkach w praktyce rozstrzygnęły się losy trójmiejskich drużyn. Dwa zwycięstwa dające upragnione utrzymanie w lidze odniosła Arka. Z marzeniami o mistrzostwie pożegnali się z kolei piłkarze Lechii, którzy zdobyli zaledwie jeden punkt. Zapraszamy na przedostatni Dwugłos Trójmiejski.

Maciek Golec:

Mecze drużyn walczących o tytuł mistrzowski w 35. kolejce ułożyły się dla Lechii w miarę korzystnie. Legia zremisowała z Pogonią i gdańszczanom wystarczało zwycięstwo w meczu z Zagłębiem Lubin, by zbliżyć się do mistrza Polski na jeden punkt. Podopieczni Piotra Stokowca zaczęli – jak zawsze – od mocnego uderzenia. Stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji do zdobycia bramki, ale to Zagłębie jako pierwsze wyszło na prowadzenie. I mimo ciągłej przewagi gospodarzy, nie potrafili oni odwrócić losów meczu. Jedyną odpowiedzią było trafienie rezerwowego Michała Maka, który zastąpił dramatycznie wyglądającego tego dnia Konrada Michalaka. 21-latek myślami mógł być już w Rosji, gdyż wiadomo, że po sezonie właśnie tam będzie kontynuował karierę.

W drugiej połowie na boisko wszedł Patryk Lipski. Kibice Lechii spodziewali się, że pociągnie on grę do przodu i da impuls do walki, ale stało się inaczej. Był jednym z najsłabszych ogniw w zespole. Podejmował złe decyzje, brakowało mu dokładności, a co najważniejsze, zmarnował piłkę meczową. Zamiast strzelać będąc kilka metrów od bramki, szukał partnera. Ale podał, znów, niecelnie. Co tego dnia było normą.

12.05.19 r., Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin 1:1 (L. Guldan 44’, M. Mak 77’)

Mimo niepowodzenia Lechii, rywale wcale nie chcieli zabierać jej szans na tytuł mistrzowski. Żeby w ostatniej kolejce one ciągle były realne, Piast nie mógł wygrać z Pogonią, ale przede wszystkim to gdańszczanie musieli w Poznaniu pokonać Lecha. Pierwszy warunek został spełniony, Pogoń postawiła się liderowi i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.  Biało-zieloni nie sprostali jednak drużynie Dariusza Żurawia. Byli gorsi, zwłaszcza w drugiej połowie, kiedy to od początku Lech naciskał i ostatecznie zdobył bramkę… Błażejem Augustynem. Obrońca Lechii zapakował piłkę do własnej bramki.

Problemy pojawiały się nie tylko w defensywie. Atak funkcjonował równie źle. Wobec kontuzji Artura Sobiecha, na „9” zagrał Flavio Paixao. Portugalczyk w tym roku jest kompletnie bez formy, co potwierdził też tym spotkaniem. Nie wykonał żadnego udanego dryblingu i ani razu nie odebrał przeciwnikowi piłki. Co więcej, jeszcze w pierwszej połowie zmarnował bardzo dobrą sytuację do zdobycia bramki. I mimo że Lech nie zagrał nadzwyczajnie dobrego spotkania, a najlepszym wśród lechitów był Łukasz Trałka, to Lechia i tak nie potrafiła się przeciwstawić. Przepiękny gol Michała Maka nie wystarczył. Porażka w Poznaniu oznacza, że gdańszczanie ostatecznie pogrzebali szanse na podwójną koronę w tym sezonie.

15.05.19 r., Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:1 (B. Augustyn sam. 59’, M. Mak 71’, D. Jevtić 90+3’)

Bez dwóch zdań jest to najlepszy sezon dla Lechii w historii. Podium mistrzostw Polski i zdobycie Pucharu Polski to duży sukces, biorąc pod uwagę miejsce, w którym drużyna ta była jeszcze rok temu. Niemniej jednak kibice z Gdańska mogą mieć poczucie niewykorzystanej szansy. W końcu została zaprzepaszczona naprawdę solidna zaliczka, a w ostatnim meczu sezonu Lechia zagra jedynie o wicemistrzostwo Polski, które i tak wydaje się mało prawdopodobne do osiągnięcia. Biało-zieloni musieliby pokonać u siebie walczącą o puchary Jagiellonie i liczyć na jednoczesną porażkę Legii z Zagłębiem.

Mateusz Hawrot:

Po pokonaniu Miedzi i Korony oraz remisie w Płocku, piłkarze i kibice Arki z optymizmem mogli patrzeć na nadchodzące dwa spotkania domowe – najpierw z Zagłębiem Sosnowiec, a później z Wisłą Kraków. Istniała spora możliwość, że wygrane w obu spotkaniach zapewnią żółto-niebieskim pewne utrzymanie jeszcze przed ostatnią kolejką ligową, co jeszcze niedawno wydawało się nieprawdopodobne. Cel został zrealizowany. Arkowcy zgarnęli pełną pulę, ale choć oddali łącznie ponad 60 strzałów przez ponad 180 minut, to nie było im łatwo, szczególnie w pierwszym ze spotkań.

Po pierwszej połowie starcia z Sosnowcem wśród fanów Arki dominował niepokój. Wprawdzie zawodnicy stworzyli sobie kilka okazji do zdobycia gola, ale równie dobrze mogli go stracić, gdyby jeden z przeciwników w prostej sytuacji nie przeniósł piłki wysoko nad bramką. Druga część rozpoczęła się dla gospodarzy znakomicie, bo wychodzącego na czystą pozycję Michała Nalepę sfaulował stoper przyjezdnych. Dostał za to czerwoną kartkę, a arkowcy rzut karny. Damian Zbozień trafił jednak w słupek, przez co rozpoczęła się solidna nerwówka. Podopieczni Jacka Zielińskiego raz po raz meldowali się w szesnastce gości, bombardowali golkipera Dawida Kudłę strzałami, ale długo nic nie chciało wpaść. Dobrze dysponowany bramkarz Zagłębia skapitulował w 85. minucie, gdy popełnił błąd przy wyjściu do dośrodkowania, a gola zdobył Maciej Jankowski. W ostatniej akcji meczu sosnowiczan dobił najlepszy na boisku Luka Zarandia, a gdynianom spadł kamień z serca.

10.05.19 r., Arka Gdynia – Zagłębie Sosnowiec 2:0 (M. Jankowski 85’, L. Zarandia 90+’)

Wisła Kraków przyjechała do Gdyni z kilkoma juniorami w składzie i bez m.in. Kuby Błaszczykowskiego, Sławomira Peszki czy Rafała Pietrzaka. Na papierze arkowcy byli zdecydowanym faworytem. Grali z świadomością, że zwycięstwo zapewne im stuprocentowe utrzymanie w lidze. I faktycznie, rozpoczęli mecz w jak najlepszy sposób. Po długim wyrzucie z autu Adama Marciniaka do siatki ładnym uderzeniem futbolówkę posłał jego imiennik – Deja. Żółto-niebiescy mieli wiele okazji do podwyższenia wyniku, w czym brylował waleczny i aktywny, acz nieskuteczny Nalepa. Zamiast prowadzić do przerwy 2:0, dostali gola na 1:1 po centrze z rzutu rożnego i zamieszaniu podbramkowym. W drugiej połowie zawodnicy Arki stanęli jednak na wysokości zadania. Najpierw rewelacyjny Marko Vejinović posłał bombę w samo okienko, a później pewnie wykorzystał rzut karny po zagraniu ręką jednego z krakowian. Jacek Zieliński mógł po końcowym gwizdku unieść ręce do góry w geście triumfu. Dokonał wielkiej rzeczy – poskładał rozbity mentalnie zespół i utrzymał w Gdyni Ekstraklasę.

13.05.19 r., Arka Gdynia – Wisła Kraków 3:1 (A. Deja 5’, M. Vejinović 58’ 70’ k. – M. Śliwa 40’)

W ostatniej kolejce Arka wybierze się do Wrocławia na mecz z również pewnym utrzymania Śląskiem. Oba zespoły wciąż jednak mogą zająć 11. miejsce w lidze, a każda pozycja wyżej to dodatkowe 200 tys. zł. Ostatni mecz w żółto-niebieskich zagra bohater wiosny – Marko Vejinović. Bez jego znakomitej gry i cennych goli byłoby z pewnością trudniej o spokojne utrzymanie. Zgodnie z umową krótkoterminowego wypożyczenia, środkowy pomocnik ma wrócić do holenderskiego AZ Alkmaar. Trener Zieliński i prezes Wojciech Pertkiewicz przyznali, że właściwie nie ma żadnych szans na zatrzymanie piłkarza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *