Wspomnień czar. Srebrni biało-czerwoni

Radość drużyny Górskiego | fot. PAP

Dokładnie 44 lata temu reprezentacja Polski została trzecią drużyną świata. Osiem lat później wyczyn legendarnej ekipy trenera Kazimierza Górskiego powtórzyła drużyna kierowana przez Antoniego Piechniczka. Na niecałe dwa tygodnie przed mundialem, zapraszamy na podróż w czasie, która przypomni najważniejsze chwile z turniejów historycznych dla biało-czerwonych.

Polski system gry

Do mistrzostw świata w 1974 roku Polacy awansowali po dramatycznym, eliminacyjnym boju z Anglią. „Zwycięski remis” na Wembley, który umożliwił wyeliminowanie z turnieju mistrzowskiego jednego z głównych faworytów do końcowego triumfu, wzbudził szacunek na całym świecie. Mimo wszystko, podopieczni Kazimierza Górskiego do RFN pojechali, by… nie przynieść wstydu. Losowanie grup nie było dla nas korzystne. Ekipy Włoch, Argentyny i Haiti miały sprawić, że nasi piłkarze wrócą do kraju już po pierwszej rundzie.

Gra biało-czerwonych przeszła jednak najśmielsze oczekiwania kibiców. Polacy, imponując widowiskową, ofensywną grą, wyszli z grupy D na pierwszym miejscu. Odniesione w pięknym stylu zwycięstwa z Argentyną (3:2), Haiti (7:0) i Włochami (2:1), skłoniły ekspertów do wymyślenia nowej nazwy. Od tamtej pory widowiskowa, szybka gra, oparta na przeprowadzaniu ofensywnych akcji skrzydłami, określana była mianem „polskiego systemu gry”. Wszystko dzięki Kazimierzowi Deynie i Grzegorzowi Lacie, którzy napędzali ataki biało-czerwonych.

Mecz na wodzie

W drugiej rundzie Polacy nie zamierzali zwalniać tempa. Zwycięstwa ze Szwecją (2:1) i Jugosławią sprawiły, że o awansie do finału mistrzostw świata decydował ostatni mecz – z RFN. W dniu meczu nad Frankfurtem przeszła wielka nawałnica, która sprawiła, że stadion wyglądał jak… basen. Ekstremalne warunki nie wystarczyły, by gospodarze zdecydowali się przełożyć mecz. O 16:30 rozległ się pierwszy gwizdek.

Niestety, Polacy przegrali z Niemcami 0:1. Woda, która zalegała na boisku utrudniała biało-czerwonym wykorzystanie największych atutów. Gospodarze umiejętnie się bronili, a w 76. minucie wyprowadzili rozstrzygającą kontrę. Gerd Mueller płaskim strzałem pokonał Jana Tomaszewskiego i przerwał sen Polaków o mistrzostwie świata.

Mistrzostwa się jednak nie zakończyły. Już trzy dni później graliśmy o trzecie miejsce. Rywal? Brazylia, naszpikowana gwiazdami pokroju Rivelino i Jairzinio. Nawet taka ekipa nie potrafiła powstrzymać biało-czerwonych. Polacy po raz kolejny pokonali wyżej notowanego przeciwnika, w całym turnieju zajmując pozycję na najniższym stopniu podium. Srebrne medale (w tamtych czasach za mistrzostwo przyznawano złoty medal, za wicemistrzostwo pozłacany, za trzecie miejsce srebrny, a za czwarte – brązowy) podopiecznych Kazimierza Górskiego były nieprawdopodobnym wyczynem, a drużyna trenera, który zapracował tym sukcesem na miano szkoleniowca stulecia, obrosła w legendę.

„Ruszyła maszyna po szynach ospale…”

Po nieudanych mistrzostwach w 1978 roku, cztery lata później drużyna nowego selekcjonera Antoniego Piechniczka pojechała do Hiszpanii bez wielkich oczekiwań. Turniej zaczęliśmy przeciętnie – bezbramkowe remisy z Włochami i Kamerunem postawiły biało-czerwonych pod ścianą. Ostatni mecz grupowy Polacy wygrali jednak wyraźnie (5:1 z Peru), pieczętując awans do drugiej rundy.

Gwiazdą drużyny był Zbigniew Boniek. Dzisiejszy prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej zapewnił biało-czerwonym zwycięstwo z Belgią (3:0), a bezbramkowy remis z ZSRR pozwolił Polakom po ośmiu latach wrócić do najlepszej czwórki na świecie.

Znów wielcy

Polakom znów nie było dane awansować do finału. Tym razem przeszkodą nie do przejścia okazali się Włosi. Biało-czerwoni, osłabieni absencją pauzującego za żółte kartki Zbigniewa Bońka, wyraźnie ulegli późniejszemu triumfatorowi, skazując się na ponowny bój o trzecie miejsce.

W meczu o srebrny medal piłkarze Antoniego Piechniczka pokazali niezłomny charakter. Zwycięstwo 3:2 z Francją pozwoliło im powtórzyć sukces ekipy Górskiego.
Wspomniane powyżej ekipy wpisały się na stałe na karty historii polskiego futbolu. Przez lata były inspiracją dla kolejnych pokoleń, które rozpaczliwie pragnęły powtórzyć wyczyny drużyn z 1974 i 1982 roku. Niestety, od 36 lat biało-czerwoni nie zbliżyli się do podium mundialu, notując wpadki w eliminacjach lub na samym początku kolejnych turniejów. Nasze narodowe drużyny przypominały złożone naprędce podwórkowe ekipy, ich trenerzy podejmowali niezrozumiałe decyzje, a u piłkarzy nie była widoczna oczekiwana przez kibiców ambicja.

Podczas nadchodzących mistrzostw świata w Rosji może jednak powstać nowa legenda. Legenda drużyny Adama Nawałki, którą stanowią ludzie żądni sukcesu i świadomi celu, jaki przed nimi stoi. Czas zapomnieć o przegranej bitwie we Frankfurcie czy absencji Bońka, która 36 lat temu przeszkodziła Polakom w awansie do upragnionego finału. Czas po raz kolejny napisać historię, osiągając rezultat, o jakim nie marzymy nawet w najpiękniejszych snach. Mundial już za 11 dni! Jak głosi oficjalne hasło umieszczone na autokarze biało-czerwonej drużyny: Polska, dawaj! A.G.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *