W końcu zobaczysz „Nowe oblicze Greya”

W XXI wieku przesyconym pogonią za pieniędzmi i seksem coraz trudniej jest wprawić widza w zaskoczenie. Tym bardziej nieodgadniony wydaje się fenomen serii o eleganckim biznesmenie Christianie Grey’u i jego miłości Anastasi Steele. Jakie niespodzianki kryje „Nowe oblicze Greya”?

Twórcy „Nowego oblicza Greya” zdecydowanie nie chcieli roztkliwiać się nad ślubem Any i Greya. Uderzające jest jego przyśpieszone tempo oraz chaotyczność. W podróży poślubnej sceny zwiedzania mieszają się ze obrazami erotycznymi i tak aż do momentu, gdy zakochani muszą wracać do codzienności. Różni się ona diametralnie od życia przeciętnych ludzi. Właśnie to jest sekretem całej serii. Oglądając, możemy zasmakować trochę innego świata. Jedno jest pewne – w ów produkcji nie chodzi o realizm.

W „Nowym obliczu Greya” odbieramy wrażenie nieco innego formatu. Klasyfikację filmu twórcy tym razem rozszerzyli o kategorię akcji i thrillera. Doświadczymy licznych scen pościgów, napaści czy porwania. Cała część kręci się wokół pragnącego zemsty Jack’a (Eric Johnson). Za reżyserię tego oraz poprzedniego epizodu odpowiada James Foley, który ma na koncie m.in. „Miasteczko Twin Peaks” (1990) czy „House of Cards”. Próba zrobienia z filmu dobrego thrillera wypadła raczej blado. Trudno jednak winić za to Foleya, gdyż jak wiadomo, książki, na których opiera się seria, do najwybitniejszych nie należą.

Trudno przyczepić się również do gry aktorskiej. Zarówno Dakota Johnson (grająca Anastasie) jak i Jamie Dornan, wcielający się w tytułową postać, dali z siebie wszystko. Być może chemia między aktorami mogłaby być większa, jednakże sceny erotyczne dobrze utrzymują charakter całej serii. Nie przeszkadzają i nie wprawiają w zniesmaczenie. Ponadto Dornan świetnie oddał charakter niechętnego do posiadania dzieci biznesmana, a Johnson, jako Pani Grey, pokazała się od strony kobiety z charakterem. Aktorzy nie mieli wpływu na kiepskie, wręcz groteskowe dialogi, które im rozpisano i na scenariuszu.

Trylogia Grey’a to nie tylko świetnie napędzany marketing i tłum podekscytowanych kobiet. Soundtracki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, a ogłoszenia artystów, którzy znajdą się na krążku to niemal wydarzenie kulturalne. Świetnie dobrana muzyka to najmocniejsza strona produkcji. W „Nowym obliczu Greya” znajduje się m.in. Sia, Jessie J, Dua Lipa, Rita Ora & Liam Payne, Julia Michaels i wiele innych. Usłyszymy również Jamiego Dornana, którego piękny głos wywołał na sali kinowej niemałe poruszenie.

Chociaż fenomen tej serii jest mocno zastanawiający to nie ulega wątpliwości, że wszedł już w pewien kanon kultury masowej. Skoro kino tworzy się dla widzów, nie dla krytyków, to nie powinniśmy zbyt długo analizować jaki jest sens tworzenia filmów tego pokroju. Nawet jeśli nie porażają ambitnym przesłaniem, czy nawet dobrym humorem. Trudno zrobić arcydzieło z czegoś, co bazuje na wątpliwej jakościowo książce. Twórcy zrobili co mogli. Mimo wszystko kino ma teraz do zaoferowania znacznie ciekawsze produkcje. „Nowe oblicze Greya” zostawiłabym na wieczór, najlepiej z przyjaciółmi, drinkami i dobrym humorem. Właśnie tak trzeba podchodzić do całej serii – z dużą dozą dystansu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *