Liga Mistrzów – geniusz Ronaldo, słabe Atlético

Cristiano Ronaldo, który został graczem meczu, bez wątpienia był najjaśniejszą postacią wtorkowej rywalizacji

Cristiano Ronaldo, który został graczem meczu, był najjaśniejszą postacią wtorkowej rywalizacji. | facebook.com/GiveMeSport

Derby Madrytu za nami! Pierwszy mecz półfinałowy piłkarskiej Ligi Mistrzów zakończył się pewnym zwycięstwem Realu Madryt. Dzięki fenomenalnej dyspozycji Cristiano Ronaldo, który ustrzelił hat-tricka, „Królewscy” jedną nogą są już w finale tych rozgrywek.

Wielkie emocje?

Jeśli chodzi o oprawę stadionu, fani Realu zdecydowanie nie zawiedli

Jeśli chodzi o oprawę stadionu, fani Realu zdecydowanie nie zawiedli. | facebook.com/RealMadrid

Real Madryt we wtorek (2 maja) podejmował u siebie na Estadio Santiago Bernabéu swego lokalnego rywala ze stolicy Hiszpanii – Atlético. Było to pierwsze spotkanie 1/2 finału Ligi Mistrzów. Pojedynek dwóch wielkich klubów w najbardziej elitarnych futbolowych rozgrywkach miał zagwarantować wielkie emocje. Czy oczekiwania zostały spełnione? To już kwestia subiektywnych odczuć każdego kibica. Na pewno mogliśmy spodziewać się bardziej wyrównanego meczu, niż ten, który oglądaliśmy.

Kto faworytem?

Dość oczywiste pytanie. Zdecydowanym faworytem była drużyna „Los Blancos”, która po wyeliminowaniu Bayernu Monachium (6:3 w dwumeczu) pewnym krokiem zmierza do – być może –  pierwszej w historii obrony tytułu klubowego mistrza Europy. Tymczasem „Los Colchoneros” skromnie pozbyło się dużo słabszego Leicester City (2:1 w dwumeczu). Bukmacherzy stawiali na gospodarzy tego spotkania. Stawki wg https://pl.johnnybet.com/ były następujące: zwycięstwo Realu: 1.86 zł, remis: 3.60 zł, zwycięstwo Atleti: 4.35 zł.

Na zdjęciu: Luka Modrić , Daniel Carvajal, Yannick Ferreira Carrasco.

Na zdjęciu: Luka Modrić, Daniel Carvajal, Yannick Ferreira Carrasco. | facebook.com/RealMadrid

Fanów gości delikatnym optymizmem mógł napawać bilans obu drużyn w obecnym sezonie Ligi Mistrzów (ekipa „Rojiblancos” miała nieco lepszy: 7 zwycięstw, 2 remisy i 1 porażka przy 6 wygranych, 3 podziałach punktów i 1 przegranej „Królewskich”). Optymistyczny był też fakt, że Real Madryt w żadnym meczu aktualnej edycji tych rozgrywek nie zachował czystego konta – także w obu spotkaniach z warszawską Legią (zwycięstwo 5:1 i remis 3:3).

Wszelkie inne statystyki przemawiały na korzyść „Królewskich”. Za kadencji obecnego trenera – Zinedine’a Zidane’a – w 8 meczach, jakie dotychczas rozgrywali przeciw swemu lokalnemu rywalowi, żadnego nie przegrali. W 6 zwyciężyli, a dwa zremisowali.

Atlético Madryt pod wodzą argentyńskiego szkoleniowca – Diego Simeone – w ciągu 4 ostatnich sezonów Ligi Mistrzów za każdym razem w pewnym momencie fazy pucharowej trafiało po losowaniu na Real. I również za każdym razem musiało uznawać wyższość rywala (odpadnięcie w ćwierćfinale w 2015 roku <<0:1 w dwumeczu>> oraz dwie porażki w finałach: w 2014 <<1:4 po dogrywce>> oraz w 2016 roku <<3:5 w konkursie jedenastek>>). Możemy tu wręcz mówić o europejskiej klątwie Realu. Choć Argentyńczyk potrafił z nim wygrywać w rozgrywkach ligowych, czy w Pucharze Hiszpanii, to w Champions League ani razu nie był w stanie go pokonać.

Można by rzec, że wylosowanie 11-krotnego mistrza Europy w fazie pucharowej może oznaczać dla Simeone pewną porażkę. Pech spotkał go i tym razem. Atleti uległo na Bernabéu aż 3:0 (dzięki geniuszowi Cristiano Ronaldo, który po tym spotkaniu ma już 10 strzelonych bramek w europejskich pucharach), i choć niczego nie możemy być pewni, wynik dwumeczu wydaje się być przesądzony.

Składy obu drużyn

Real Madryt: Navas – Carvajal (46′ Nacho) – Varane – Ramos – Marcelo – Modrić – Casemiro – Kroos – Isco (68′ Asensio) – Benzema (78′ Vázquez) – C. Ronaldo

Atlético Madryt: Oblak – Lucas – Godin – Savić – Filipe Luís – Gabi – Koke – Saul (58′ Gaitán) – Carrasco (68′ Correa) – Gameiro (58′ Torres) – Griezmann

Atlético godne półfinału?

Cristiano Ronaldo w momencie oddania strzału głową, po którym padła pierwsza bramka dla jego drużyny| mirror.co.uk

Cristiano Ronaldo w momencie oddania strzału głową, po którym padła pierwsza bramka | mirror.co.uk

Były gracz, a obecnie jeden z dyrektorów Atlético – Clemente Villaverde – przekonywał przed meczem: Nasi zawodnicy potrafili pogodzić się z tym, że przegrali dwa finały i mają świadomość tego, co oznacza dotarcie tak daleko w tych rozgrywkach. Mentalność, jaką mają ci piłkarze, jest godna europejskiego półfinału. 

Piękne słowa. Szkoda, że na nich się skończyło. Od pierwszego gwizdka arbitra otrzymaliśmy zupełnie inny obraz zawodników „Los Colchoneros”. Wyglądali jakby nie wiedzieli, co mają robić na boisku. Zagubieni, chaotyczni, popełniający proste błędy, pozwalający Realowi na przejęcie natychmiastowej inicjatywy. Piłkarze Atleti zachowywali się, jakby już na starcie wiedzieli, że przegrają. Sprawiali wrażenie takich, którzy już przed meczem pogodzili się z porażką i z tym, że po raz kolejny, czwarty z rzędu, ich lokalny rywal stanie im na drodze do zdobycia Pucharu Europy. Tak fatalna postawa nie mogła przynieść niczego dobrego, a wynik 3:0 był w zasadzie najmniejszym wymiarem kary.

Przebieg spotkania był bardzo zaskakujący. Przecież Atlético jest drużyną słynącą z zaangażowania, walki o każdą piłkę i agresywnej gry od początku do końca meczu. Dlatego patrząc na grę zawodników Simeone, można było odnieść wrażenie, że zaszła jakaś pomyłka i na boisku znajdują się przypadkowi kibice „Rojiblancos” ubrani w klubowe stroje.

Mecz jednej drużyny

Real Madryt niemal natychmiast po pierwszym gwizdku sędziego narzucił przeciwnikowi swoje tempo. Piłkarze Atleti mieli przez to problemy z dojściem do piłki i dłuższym utrzymaniem się przy niej. Bardzo groźną szansę gospodarze mieli już w 7. minucie meczu. Carvajal pograł na klepkę z Isco z prawej strony boiska, następnie wpadł w pole karne „Los Colchoneros” i oddał strzał, który zdołał wybronić Jan Oblak. Piłkę jednak wybił pod nogi Benzemy, ale Francuz nie zareagował dostatecznie szybko. Futbolówka odbiła się od jego nogi i wyleciała na aut bramkowy. Była to pierwsza z wielu zmarnowanych przez niego sytuacji. Kibice gości mogli odetchnąć z ulgą.

Przed rozpoczęciem wtorkowej rywalizacji Cristiano Ronaldo miał na koncie 10 bramek w tej edycji Ligi Mistrzów – Antoine Griezmann 5 | metro.co.uk

Przed rozpoczęciem wtorkowej rywalizacji Cristiano Ronaldo miał na koncie 7 bramek w tej edycji Ligi Mistrzów – Antoine Griezmann 5 | metro.co.uk

Odetchnęli… na trzy minuty, bo chwilę później Santiago Bernabéu krzyczało nazwisko swego idola. Pierwszego gola dla „Królewskich” zdobył nie kto inny jak Cristiano Ronaldo. Ramos  dośrodkował z prawej strony, defensor gości niepewnie wybił piłkę, która trafiła do Casemiro. Brazylijczyk skiksował, ale futbolówka odbiła się od murawy i powędrowała w kierunku Portugalczyka, a ten nie zwykł marnować takich sytuacji. Uderzenie głową i mieliśmy 1:0.

Niedługo potem bliski strzelenia bramki po rzucie rożnym był Raphaël Varane. Jego mocny i precyzyjny strzał z główki został jednak cudownie wybroniony przez będącego w kapitalnej dyspozycji Oblaka. Bramkarz Atlético bez wątpienia był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. Pierwszy raz przyjezdni mogli zagrozić bramce Keylora Navasa w 17. minucie spotkania. Doskonałym zagraniem z pierwszej piłki do Gameiro popisał się Koke. Francuz próbował minąć bramkarza „Królewskich”, jednak ten zdołał wybić mu futbolówkę spod nóg.

Po upływie trzydziestu minut niebezpieczne uderzenie przy słupku oddał Modrić. Do tego czasu piłkarze Atleti wciąż nie oddali nawet jednego strzału na bramkę przeciwnika. Zmieniło się to w 32. minucie. Griezmann świetnym górnym podaniem z rzutu wolnego zaadresował piłkę w kierunku wbiegającego w pole karne Diego Godina. Ten na wślizgu zdołał w nią trafić, ale zdecydowanie przestrzelił.

Obraz gry nie zmienił się do końca pierwszej połowy. Goście w końcu zaczynali płynnie wymieniać między sobą podania, lecz niczego im to nie przyniosło. Tylko raz próbowali strzelić na bramkę Navasa (w dodatku był to strzał niecelny). Zawodnicy Realu grali „swoją piłkę”, dzięki czemu w dobrych nastrojach, i z dobrym wynikiem, mogli udać się na przerwę do szatni. Nam pozostało liczyć na to, że w drugiej części spotkania otrzymamy mniej jednostronne widowisko.

Przeliczyliśmy się

Druga połowa niewiele różniła się od tego, co widzieliśmy przed przerwą. Przez pierwsze 10 minut nie oddano żadnego strzału. Piłkarze obu drużyn dłużej utrzymywali się przy piłce, a gra toczyła się na całej długości boiska. Po upływie godziny Real ponownie jednak dominował. Przyjezdni nie mieli na niego pomysłu, nie wiedzieli jak podejść, jak zaatakować. Momentami gracze „Los Blancos” mogli się czuć niemal jak na treningu. To przyniosło rezultaty w 73. minucie meczu.

Bohater spotkania | goal.com

Bohater spotkania | goal.com

Znajdujący się przed polem karnym Benzema chciał dograć do stojącego nieopodal Cristiano. Podanie próbował zablokować obrońca „Los Colchoneros” – Filipe Luís. Udało mu się jedynie musnąć futbolówkę czubkiem buta. Ta odbiła się od nogi Portugalczyka i idealnie podbiła na woleja. Ronaldo nie zawiódł – było to soczyste, potężne uderzenie w kierunku bramki. Oblak był bez szans. Ponownie trochę szczęścia, precyzja wykończenia i mieliśmy 2:0.

Na kolejnego gola czekaliśmy 13 minut. Lucas Vázquez (zmienił Benzemę) pobiegł do końca linii bramkowej gości i na wślizgu wycofał piłkę do Casemiro. Ten inteligentnie ją przepuścił, dzięki czemu trafiła do kompletnie niekrytego w polu karnym Cristiano, który miał wystarczająco dużo czasu, aby ją spokojnie przyjąć, dobrze ustawić i oddać strzał w środek bramki. Brak krycia zawodnika takiej klasy tylko potwierdza fatalną grę Atleti w tamtym meczu.

Pod koniec rywalizacji piłkarze Realu zaczęli klepać futbolówką, podczas gdy zawodnicy Atlético podążali za nią jak dzieci we mgle, przy euforii kibiców na Bernabéu. To już była zabawa. To już była kompromitacja. Każdemu kontaktowi gracza „Królewskich” z piłką towarzyszyło głośne „OLE!” krzyczane z trybun.

Rywalizacja zakończyła się wynikiem 3:0, a bohaterem spotkania i graczem meczu został Cristiano Ronaldo, który skompletował hat-tricka. Zdecydowanie było to zasłużone zwycięstwo gospodarzy, co potwierdziły też statystyki. Real miał piętnaście strzałów, z czego dziewięć było celnych, zaś Atleti zaledwie cztery, przy jednym w światło bramki. W posiadaniu piłki również przeważała drużyna „Los Blancos”: 59% do 41%.

Okiem trenerów

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy obu ekip. Zinedine Zidane stwierdził, że jego zawodnicy zasłużenie zwyciężyli, gdyż byli do tego spotkania odpowiednio przygotowani. Przestrzegał jednak: Zagraliśmy świetnie, ale to ciągle nic nie znaczy. Wciąż niczego nie wygraliśmy. Mamy rewanż i trzeba dalej pracować. Będziemy tam (na Vicente Calderón) walczyć, bo na pewno będziemy cierpieć. 

Diego Simeone zaznaczył, że: Będzie trudno, ale nie uważam, aby odrobienie strat było niemożliwe. Powtarzam moim piłkarzom, że wciąż mamy szansę. Jego słowa zdaje się potwierdzać obrońca „Los Colchoneros” – Stefan SavićNie zapomnimy o Lidze Mistrzów. Zostaje 90 minut, które rozegramy u siebie, przed naszą publicznością. Dlaczego nie mielibyśmy myśleć o remontadzie (spektakularnym odrobieniu strat)

Drużyna Simeone nie wpuściła na własnym stadionie gola w Lidze Mistrzów od 723 minut | AtleticoPoland.com

Drużyna Simeone nie wpuściła na własnym stadionie gola w Lidze Mistrzów od 723 minut | AtleticoPoland.com

Liczymy na to, że w tym przypadku nie skończy się na słowach i w spotkaniu rewanżowym zobaczymy mecz walki, w którym obie drużyny zostawią serce na boisku i będą walczyły o awans do finału do ostatniego gwizdka arbitra. W tym sezonie Ligi Mistrzów byliśmy już świadkami dokonania niemożliwego (odrobienie przez FC Barcelonę straty czterech bramek w rywalizacji z PSG i wygranie dwumeczu). W futbolu wszystko jest możliwe, a kibice twierdzy na Calderón mogą ponieść swoją drużynę do heroicznych czynów. Czy tak będzie? Przekonamy się w rewanżu. Liga Mistrzów, drugi mecz półfinałowy, 10 maja o godzinie 20:45. Już teraz zapraszamy!

 

Skrót wtorkowej rywalizacji:

W drugim meczu półfinałowym Juventus pokonał na wyjeździe AS Monaco 2:0 i także jest już jedną nogą w wielkim finale.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *