Czas na gwizdek! #2

hazardKontynent odpoczywa, Wyspy szaleją. Anglia nie zna pojęcia „świąteczna przerwa”. W tym tygodniu, oprócz zapowiedzi brytyjskiego Boxing Day, krótkie podsumowanie sytuacji w najsilniejszych ligach i Ekstraklasie. Przyjrzymy się tabelom oraz ocenimy minioną połowę sezonu w wykonaniu konkretnych drużyn. Na piłkarski przegląd wydarzeń zaprasza Robert Stolarczuk.

W Anglii maraton

Grudzień to bez wątpienia ulubiony miesiąc kibica Premier League. 6 kolejek na przestrzeni niespełna 30 dni – istne szaleństwo. Na wyspach w Święta nie odpoczywają, a wręcz przeciwnie. Brytyjskie porzekadło mówi: kto po Nowym Roku utrzyma fotel lidera, ten zostanie mistrzem. I sprawdza się to od jakiegoś czasu, dlatego grudzień zawsze zwiastuje morderczy wyścig. W drugi dzień Świąt gwizdek na angielskich boiskach zabrzmi o tej samej porze – wszystkie mecze 18. kolejki rozpoczną się w niedzielę o 16.00. Tegoroczny Boxing Day obejdzie się jednak bez szlagierów. Tort będzie, niestety bez wisienki. Co wcale nie oznacza, że niesmaczny.

Co nas w takim razie czeka? Londyńska Chelsea ugości grające w kratkę Bournemouth. Drużyna Artura Boruca przegrała ostatnio z Southampton (1:3) i zajmuje dziesiąte miejsce w tabeli z dorobkiem 21 punktów. Wisienki mają niewielką stratę do Evertonu, West Bromu i Southampton. Aby ją odrobić, podopieczni Eddiego Howe’a musieliby zapunktować w starciu z liderem, co w tej chwili wydaje się prawie niemożliwe. Chelsea wygrała 11 ostatnich spotkań ligowych, pokonując wysoko takie firmy jak Manchester United, czy Everton. The Blues mogą pochwalić się najskuteczniejszą defensywą w Anglii. Do tej pory stracili tylko 11 bramek. Scenariusz na mecz z Bournemouth jest tylko jeden: pewne zwycięstwo i 3 oczka więcej pod choinką ekipy Antonio Conte.

Podobne założenia mają Jurgen Klopp, Pep Guardiola oraz Arsene Wenger. Jeśli Liverpool, Manchester City i Arsenal chcą chociaż matematycznie liczyć się w walce o mistrzostwo, muszą wygrać swoje spotkania. The Reds zagrają u siebie ze Stoke, Citizens wyjadą na mecz z Hull, natomiast Kanonierzy podejmą u siebie West Brom. Najtrudniejsze zadanie mają Ci ostatni. Po dwóch ligowych porażkach z rzędu (kolejno z Evertonem i Manchesterem City), The Gunners praktycznie wypadli z wyścigu o tytuł. Strata 9 punktów wydaje się zbyt duża, zwłaszcza przy obecnej formie lidera. Alexis Sanchez i spółka muszą skoncentrować się na pozostaniu w czwórce i wywalczeniu miejsca w przyszłej edycji Champions League.

Pozostałe zespoły z górnej części tabeli, czyli Tottenham oraz Manchester United, zmierzą się kolejno z Southampton i Sunderlandem.

A w Europie siesta

Dla kibica długa, bo aż do stycznia. No, ale piłkarze też ludzie (chyba, że ci z Premier League). Każdy chce odetchnąć, spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi, zwłaszcza w okresie świątecznym. Najbliższe mecze w Primera Division, Serie A, Bundeslidze oraz Ligue 1 dopiero po nowym roku. Z kolei na Ekstraklasę musimy czekać aż do 11 lutego. A skoro nie ma czego zapowiadać, to spójrzmy na poszczególne tabele i zobaczmy, w jakich nastrojach konkretne drużyny wkroczą w rok 2017.

real fanNa początek Hiszpania. Po 16. kolejkach prowadzi Real Madryt, a więc w tym sezonie nihil novi. Podopieczni Zidane’a mają na koncie 37 oczek i zaległy mecz z Valencią. Królewscy odnieśli w 2016 roku wiele sukcesów, zarówno indywidualnych jak i drużynowych. Złota Piłka dla Cristiano Ronaldo oraz tytuł Klubowego Mistrza Świata były idealnym podsumowaniem formy prezentowanej przez Los Blancos. Tuż za nimi znajduje się biedniejsza o 3 punkty Barcelona. Zespół z Katalonii strzela najwięcej bramek w lidze, co przekłada się na ranking klasyfikacji najlepszych strzelców. Prowadzą w nim Leo Messi oraz Luis Suarez. Obaj napastnicy zanotowali po 12 trafień. Blaugrana celuje jednak w obronę tytułu i zrobi wszystko, by strącić Real z fotela lidera. Gigantów powoli dogania Sevilla, która ma tylko punkt straty do Barcelony. Andaluzyjczycy pozbierali się po odejściu zarówno czołowego napastnika, jak i genialnego trenera, który po raz kolejny doprowadził ich do triumfu w Lidze Europy. Podopieczni Jorge Sampaoli’ego mają zamiar utrzymać się w czołówce, co łatwe nie będzie. Mimo 4 punktów straty, zajmujący miejsce niżej Villareal nie odpuszcza. Świetna forma chłopaków z El Madrigal ukształtowała ich priorytety na bieżący sezon – wywalczyć pozycję w europejskich pucharach. I to niekoniecznie w tych czwartkowych. Piąte miejsce okupuje Real Sociedad, natomiast pogrążone w chwilowym kryzysie Atletico Madryt jest dopiero na szóstej lokacie. Tabele zamykają kolejno Sporting Gijon, Granada oraz Osasuna Pampeluna.

Dalej Włochy. Na Półwyspie Apenińskim wiele się nie zmienia. Mistrz wciąż jest jeden, rotują jedynie pretendenci, a i też niezbyt mocno. Juventus ma na koncie 42 punkty i 4 oczka przewagi nad goniącą go Romą. W dodatku Stara Dama ma jeden mecz zaległy, więc dystans do rywali może zwiększyć się jeszcze bardziej. Wilki natomiast robią co mogą by dosięgnąć Turyńczyków, jednak druga pozycja wydaje się w tej chwili jedynym osiągalnym pułapem. Poziom jaki narzucają Bianconeri przerasta w tej chwili możliwości innych zespołów w Serie A. Na trzecim miejscu, z 35 punktami, jest Napoli. Zespół Maurizio Sarri’ego ma wielki potencjał ofensywny, lecz momentami bardzo gubi się w obronie, przez co w głupi sposób traci cenne punkty. Ostatni remis z Fiorentiną (3:3) obnażył wszystkie ich słabości i pokazał, że do poziomu mistrza jeszcze daleko. Dalej Lazio. 34 punkty zapewniły Rzymianom 4. miejsce, z którego mogą być zadowoleni. Poniżej znajduje się AC Milan. Klub z Mediolanu spadł o kilka pozycji ze względu na zaległy mecz. Ścisk w tej części tabeli sprawia, że zwycięstwo Rossonerich może wywindować ich nawet na trzecie miejsce. Uśpiony gigant ma zamiar powalczyć w tym sezonie o najwyższe cele. Jest również wymieniany jako kandydat na najaktywniejszy zespół w czasie nadchodzącego zimowego okna transferowego. Czy tak się stanie? Zobaczymy niedługo. Tabele zamykają Crotone i Pescara – obie z dorobkiem 9 punktów. Nieco wyżej, z jednym oczkiem więcej, usytuowało się Palermo.

aubameyangCzas na Niemcy. W Bundeslidze echem niosło się jedno pytanie – kiedy? Odpowiedź już znamy – w zeszły weekend. Bayern nareszcie wskoczył na pierwsze miejsce. Efektowny triumf nad Wolfsburgiem przy bolesnej porażce lidera z miernym Ingolstadt sprawił, że „wszystko wróciło do normy”. Bo właśnie tak kibice z Bawarii określają sytuację. Ekipa z Monachium prowadzi, mając 3 punkty przewagi nad drugim Lipskiem. Mistrzowie Niemiec kilka dni temu pokonali beniaminka w bezpośrednim starciu, brutalnie sprowadzając go na ziemię. Niżej, na 3. miejscu, znajduje się Hertha Berlin. Stołeczna drużyna ma jednak sporą stratę do topu, więc bardziej skoncentruje się na utrzymaniu wysokiej pozycji, niż szarżowaniu w górę tabeli. Aż 9 oczek mniej niż Bayern i 6 mniej niż Lipsk. O mistrzostwie w szeregach Herthy nikt na pewno nie marzy, ale kto wie? Piłka potrafi być nieprzewidywalna. Do podium przymierza się Eintracht Frankfurt. Szczelna defensywa sprawiła, że piłkarze znad rzeki Men stracili w lidze jedynie 12 bramek (tylko Bayern przepuścił ich mniej) i od początku sezonu prezentują świetną formę. Zespół zajmujący czwartą lokatę ma 2 punkty przewagi nad następnym Dortmundem. Mimo kosmicznej formy Pierre-Emericka Aubameyanga, podopieczni Thomasa Tuchela wciąż rozczarowują. Klub z mistrzowskimi aspiracjami błąka się w okolicy środka tabeli i nie bardzo wie, jak ten stan rzeczy zmienić. W tym sezonie Borussia może przybić piątkę z Atletico Madryt i Manchesterem United. Za BVB, ze stratą jednego oczka, uplasował się Hoffenheim. W dole tabeli raczej bez zmian. Ostatnie miejsce wymieniają między sobą Ingolstadt i Darmstadt. Trzecim nominowanym do spadku jest HSV.

Wreszcie Francja. Zaskakująco, OGC Nice zdołało utrzymać prowadzenie i w nowy rok wkroczy jako samodzielny lider Ligue 1. Piłkarze z Allianz Riviera nie mogli dostać lepszego, świątecznego prezentu. 2 punkty przewagi nad drugim Monaco i 5 nad trzecim PSG wprowadza do szatni Luciena Favre spory komfort. Piłkarze z Nicei, mimo rozczarowującego, bezbramkowego remisu z Bordeaux w ramach środowego zakończenia rundy, są w świetnych nastrojach. Czołowa pozycja w wyścigu o mistrzostwo należy do nich, jednak peleton jest blisko. Aby wygrać, muszą wytrzymać zarówno fizycznie jak i psychicznie. Bombardujące rywali Monaco robi bowiem wszystko, by wyprzedzić lidera, jednak bez wyraźnego potknięcia Nice, klub z księstwa nie może liczyć na awans w tabeli. Drużyna Leonardo Jardima nie ma większego problemu z wygrywaniem spotkań, czym nie może pochwalić się depczące im po piętach, stołeczne PSG. Paryżanie wprawdzie przerwali serię 3 kolejnych meczów bez zwycięstwa, gromiąc w środę Lorient aż 5:0, lecz zdążyli pogubić sporo punktów i oddalić się od obrony mistrzostwa. Mistrzostwa, które w zeszłym roku przypieczętowali już kilka kolejek przed końcem sezonu, bijąc przy tym wszelkie rekordy zdobytych bramek i punktów. Niestety, w tym sezonie powtórki nie będzie. Zamiast tego kibice ekipy Unaia Emery’ego mecz w mecz obgryzają paznokcie ze strachu. Za PSG, na czwartym miejscu, znajduje się Lyon z dorobkiem 34 punktów. Niżej mające po 30 oczek Guingamp oraz Marsylia. W strefie spadkowej widnieją Metz, Caen i Lorient.

jagaI na koniec Polska. Runda jesienna zakończona. Triumfują Jagiellonia i Lechia, łzy ocierają Ruch oraz Górnik Łęczna. Mieszane nastroje w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Jak wygląda tabela Ekstraklasy na dzień dzisiejszy? Na pierwszym miejscu Białostoczanie. Drużyna Michała Probierza od początku sezonu prezentuje się świetnie, wygrywając mecz za meczem. Ekipa z Podlasia ma na koncie 39 oczek. Przy szczelnej defensywie (zaledwie 20 wpuszczonych bramek) i skutecznym napadzie, Jaga jest poważnym kandydatem do mistrzostwa i gry w eliminacjach do Champions League. Ale nie jedynym kandydatem. Z taką samą liczbą punktów (a gorszym bilansem bramkowym) w nowy rok wkraczają Gdańszczanie. Lechia przez większość czasu rozdawała karty, jednak gorsze momenty, jak choćby ostatni, przegrany mecz w Kielcach z Koroną, sprawiły, że musiała zrobić miejsce świetnie punktującej Jagiellonii. Na trzecią pozycję wepchnęli się Legioniści z Warszawy. Obecni mistrzowie zawodzili w lidze od samego początku i nawet awans do fazy grupowej LM nikogo w stolicy nie pocieszał. Dopiero pojawienie się trenera Magiery zmieniło oblicze Wojskowych. Seria zwycięstw w Ekstraklasie, przeplatana dobrymi występami na europejskim podwórku, sprawiła, że gwizdy przy Łazienkowskiej ucichły. Legia podniosła się z kolan i przypomniała sobie, że tytuł sam się nie obroni. Kolejna lokata należy do solidnie grającej Termaliki. Na piątej miejscu widnieje Lech Poznań. Grupę mistrzowską (na ósmej pozycji) zamyka Arka Gdynia, która rzutem na taśmę zdołała wyprzedzić Koronę i Wisłę Kraków. Najbliżej pierwszej ligi są Górnik Łęczna i Ruch. Obie drużyny zgromadziły kolejno 18 i 20 punktów. Równie nisko jest także Cracovia, która uzbierała ich zaledwie 21.

Następny „Czas na gwizdek! ukaże się w znacznie krótszej formie. Ostatnie wydanie w 2016 roku poświęcę wyłącznie Premier League, omawiając dokładnie każde spotkanie, zaplanowane w ramach 19. kolejki. Chciałbym również przeprosić za brak publikacji w zeszły weekend. Natłok studenckich obowiązków, wsparty przez niekorzystny terminarz niektórych rozgrywek, uniemożliwił mi stworzenie tekstu na czas.

W tym tygodniu to już wszystko. Życzę Wam wesołych, zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Dużo prezentów pod choinką i, przede wszystkim, mnóstwo bramek w Boxing Day. Cześć!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *