„Asy bez kasy” – o największej kradzieży w USA

Asy bez kasyJakim trzeba być mózgowcem, aby wcielić w życie ryzykowny plan kradzieży 17 mln dolarów? W 1997 udało się to Davidowi Ghanttowi. Całe to zdarzenie, z przymrużeniem oka, przedstawił Jared Hess w najnowszym dziele „Asy bez kasy”.

„Masterminds”, bo tak w oryginale nazwano film, sporo stracił już samą polską wersją tytułu. Nie tyle, co banalnie go przetłumaczono, a zmieniono na całkiem inny i mniej atrakcyjny. Jeśli jednak nasze „Asy bez kasy” was nie zniechęciły zapraszam do dalszej lektury.

Na samym początku poznajemy Davida (Zach Galifianakis). Mężczyzna pracuje jako konwojent transportujący gotówkę innych ludzi. Wiedzie spokojne życie, co jest głównym powodem jego rozterek. Jadąc firmową furgonetką, wyobraża sobie, że ktoś na niego napada, przykłada pistolet do głowy i żąda oddania pieniędzy. W obliczu codziennej rutyny, taki rozwój wydarzeń jest najskrytszym marzeniem. Jedyną osobą, która dodaje smaczku w jego marnym żywocie jest Kelly (Kristen Wiig). Nowa współpracowniczka zachwyca go swoją uprzejmością, no i oczywiście atrakcyjną aparycją. Wystarczyło kilka czułych słów i mało zobowiązujących obietnic, by ten uległ jej namowom i zdecydował się na napad na Loomies Fargo & Co. Jako pracownik nie miał trudności z dostaniem się do sejfu. Po udanej akcji pozostało mu tylko ukryć się przed ściągającymi go służbami.

Film dotyczy autentycznych wydarzeń z roku 1997. Niestety spośród dużej ilości absurdalnych scen, trudno rozróżnić, co zdarzyło się naprawdę, a co jest szaloną wizją twórcy. Historia napadu i dalszych losów złoczyńców ukazana jest w krzywym zwierciadle. Nie mniej jednak zastanawiamy się, czy spektakularna ucieczka z siedziby Loomis Fargo, przez staranowanie drzwi garażowych i bramy to prawda czy fikcja.

Asy bez kasy

Twórcy poszli na łatwiznę, zatrudniając do produkcji tak charakterystyczną postać jak Galifianakis. Nie tyle jest on dobrym komikiem, a zabawnym panem, który robiąc chociażby głupią minę potrafi sprawić, że widownia wybucha śmiechem. Zapewne wielu patrzy na niego przez pryzmat poprzednich ról. Chwilami mamy wrażenie, że oglądamy kolejny sequel „Kac Vegas”, w którym śledzimy dalsze losy Alana i jego niezdarną próbę wielkiego napadu. Producenci wyróżniają na plakacie, że w „Asach bez kasyzobaczymy gwiazdę ze słynnego wieczoru kawalerskiego. Tylko, czy na pewno chodziło im o wykreowanie takiej samej postaci jak u Todda Phillipsa?

Z Zachiem na jednym ekranie ponownie pojawia się Owen Wilson. Mogliśmy ich zobaczyć razem w „Duecie na żółtych papierach”. Jemu również nowa rola nie dała wyrwać się ze schematu i stworzyć innej kreacji, niż dotychczasowe. W roli typowego „cwaniaczka” sprawdził się poprawnie. Natomiast w nowej odsłonie pojawił się Jason Sudeikis, który, mimo swojego konwencjonalnego wyglądu, doskonale wcielił się w rolę płatnego zabójcy Mike’a McKinney’a i pokazał inną twarz, niż w „Millerowie” czy „Szefowie i wrogowie”.

Warto wyróżnić starannie oddany klimat lat 90. Szczególnie rzucają się w oczy stroje (zwłaszcza podczas narzeczeńskiej sesji Davida i Jandice) i oczywiście niepowtarzalne uczesanie głównego bohatera.Widzimy je na pierwszym planie za każdym razem, gdy kamera skierowana jest na niego. W „Asach bez kasy” znajdziemy kilka humorystycznych fragmentów, ale bez szaleństw.

Reżyser Jared Hess, ma na swoim koncie kilka komedii np. „Napoleon Wybuchowiec” (2004), „Nacho Libre” (2006) – co prawda nie są to górnolotne produkcje, ale od twórcy, który specjalizuje się w tym gatunku oczekuje się filmu na wyższym poziomie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *