Futbolowy wtorek

fp2Dziś sporo miejsca poświęciliśmy powracającej Lidze Mistrzów oraz tzw. rozgrywkom “gorszego sortu” czyli Lidze Europejskiej. Nie zapomnieliśmy także o najważniejszych wydarzeniach ligowych oraz Ekstraklasie, gdzie jak wiadomo – nothing’s impossible.

Michał: Zeszłotygodniowe potyczki na Starym Kontynencie toczyły się zarówno w ramach lig krajowych, jak i europejskich pucharów. W Lidze Mistrzów emocji jak zwykle nie brakowało, a wszystko za sprawą dwóch starć gigantów. Jako, że w tych rozgrywkach nie ma możliwości zajęcia czwartego miejsca, to Arsenal próbuje się czym prędzej z nich wyfiksować, więc 0:2 z Barceloną na Emirates wcale nie dziwi. Większym zaskoczeniem okazało się natomiast spotkanie Juventusu z Bayernem, bo w pewnym momencie to goście z Bawarii prowadzili 0:2, lecz chyba za szybko przywitali się z gąską. Ostatecznie zapłacili za to dwiema straconymi bramkami i będą musieli się jeszcze trochę pomęczyć w rewanżu w Monachium.

Rafał: W Lidze Europejskiej również mieliśmy do czynienia z ciekawymi wydarzeniami. Przez lata utarło się stwierdzenie, że spotkania w tzw. pucharze pocieszenia, mają trochę mniejszy kaliber niż te rozgrywane w Champions League i są traktowane jako te gorszego sortu. Jednak w obecnej edycji tych rozgrywek, wiele dużych marek po nieudanej przygodzie w Lidze Mistrzów zmuszonych jest kontynuować swój udział w europejskich rozgrywkach właśnie na tym poziomie. Dzięki temu kibice mają możliwość śledzić spotkania z absolutnego topu nie tylko we wtorki i środy oraz weekendowo podczas rozgrywek Ekstraklasy, ale także w czwartkowe wieczory. W poprzednim tygodniu najwiekszą widownię zgromadziły pojedynki FC Porto z Borussią Dortmund oraz heroiczna walka pogromców Legii Warszawa w fazie grupowej – FC Midtjylland z Manchesterem United. Perwsze spotkanie zakończyło się wynikiem 0:1, co pozwoliło Borussi cieszyć się z awansu do kolejnej rundy. Dla polskich sympatyków futbolu pozytywną informacją niewątpliwie będzie także fakt, że Łukasz Piszczek powraca do wysokiej formy. Podstawowy reprezentacyjny obrońca w ostatnich tygodniach wrócił do łask trenera Tuchela i skrzętnie wykorzystuje daną mu szansę. Z drugiej strony, na emocjonalnym rollercosterze znaleźli się sympatycy Czerwonych Diabłów. Dużyna z Old Trafford do 63. minuty znajdowała się za burtą europejskich pucharów, z tą świadomością, że wyeliminuje ich drużyna założona dwa lata po tym, gdy na świat przyszedł Marcus Rashford. Wspominamy o tym zawodniku, ponieważ notuje on niesamowity tydzień w swojej karierze, dzięki któremu co najmniej do 30 nie musi martwić o pracę.

Michał: Kibice wyspiarskiego grania z pewnością z niecierpliwością wyczekiwali niedzieli, kiedy to miało się dziać sporo dobrego. Dzień wcześniej co prawda też ktoś grał, padło nawet kilka ładnych goli, ale zespoły drugiej połowy tabeli, takie jak Norwich czy Chelsea, nie grały w tej kolejce pierwszych skrzypiec. Te natomiast brzmiały spod palców (a właściwie nóg) drużyn z Londynu, Manchesteru i Liverpoolu. W klasyku na Old Trafford podopieczni Van Gaala po bardzo wyrównanym spotkaniu pokonali Arsenal, a lekiem na całe zło tego sezonu okazał się, zresztą po raz kolejny, osiemnastoletni Marcus Rashford. Swoją drogą biedny z niego chłopaczyna, bo gdy cała drużyna mogła oddać się celebracji zwycięstwa nad odwiecznym rywalem, on musiał zakuwać do testu z chemii, który czekał go następnego dnia. Cóż… może chociaż obejrzał finał Capital One Cup, bo tam także się sporo działo, czyż nie?

Rafał: Wracają jeszcze do spotkania pomiędzy Arsenalem a United, nadal podtrzymujemy swoją tezę, że z dywersantem Kościelnym w obronie, The Gunners mogą liczyć na co najwyżej 4. lokatę. To taki Marcin Kamiński Arsenalu. Niby młody, niby utalentowany, niby nie jest zamieszany bezpośrednio w utatę gola, ale gdyby przyjrzeć się bliżej traconym bramkom przez Kanonierów to zawsze ten zawodnik w jakiś sposób nie dopełnił swoich obowiązków. Piłkarski Oskar za role drugoplanowe gwarantowany. Przechodząc do finału Pucharu Ligi pomiędzy Liverpoolem a City i sugerując się tylko wynikiem (1:1) można odnieść wrażenie, że to spotkanie do najciekawszych nie należało. Nic bardziej mylnego. Szczególnie druga połowa oraz rzuty karne, które zdecydowały o zwycięzcy tego pojedynku, warte są odnotowania. To przede wszystkim dzięki dobrej postawie Wilfredo Caballero w bramce to właśnie popularni Obywatele mogą cieszyć się z pierwszego trofeum w tym roku. Ech, gdyby tylko bronił Jurek Dudek, rzstrzygnięcie mogłoby być zupełnie inne.

Michał: Na nudę nie mogli narzekać także francuzi, a niektóre media mówią nawet o swego rodzaju apogeum. Wszystko za sprawą pierwszej ligowej porażki PSG, do której przyczynił się Olympique Lyon. Wynik ten jest istotny z dwóch powodów: po pierwsze – oznacza to, że w PSG obok robotów pokroju Ibry grają też ludzie, a po drugie – rozpoczyna się wielki pościg za drużyną Monaco, a aspiracje do miana lidera tej pogoni zgłasza właśnie zespół Lyonu. Stawka ów wyścigu spora, bo gra tyczy się bezpośredniego awansu do Ligi Mistrzów, a kandydatów do zdobycia tego zaszczytnego miejsca jest właściwie siedmioro. Co prawda na razie drużyna z księstwa jest dosyć bezpieczna, ale wyniki takie jak ostatni remis wprowadzają niepotrzebny niepokój w ich szeregi, co z drugiej strony jest wodą na młyn pozostałej szóstki. Nam pozostaje zatem dalej bacznie przyglądać się tamtejszym rozgrywkom.

Rafał: Chcąc skomentować wydarzenia w Bundeslidze, naprawdę trzeba się wysilić, by napisać coś nowego. Nadal to Bayern znajduje sie na pierwszym miejscu w tabeli, a Borussia stara sie dotrzymać mu kroku. Niezmiennie swoje bramki zdobywa także Robert Lewandowski, który tym razem wpakował piłkę do siatki zawodnikom z Wolfsburga. Dzięki temu zachował pozycje lidera klasyfikacji strzelców Bundesligi, jednak nadal musi zachować czujność, ponieważ drugi Abumeyang traci do Roberta jedynie jednego gola. W Holandii rozstrzelał się natomiast Arkadiusz Milik. Polski napastnik w dniu meczu z AZ świętował swoje 22. urodziny, które uwieńczył zdobyciem dwóch bramek. Po spotkaniu kilka ciepłych słów na temat jego występu wypowiedział zazwyczaj oszczędny w słowach trener de Boer, co pozwala z optymizmem patrzeć na przyszłość reprezentanta Polski.

Michał: Pora na Półwysep Iberyjski i emocje związane z ligą hiszpańską. A tych nie brakuje za każdym razem, gdy przegrywa ktoś z Wielkiego Trio. Tym razem padło na Królewskich, a katem okazała się inna drużyna z Trójcy, czyli Atletico. Oczywiście w Realu jak to w Realu – od razu zaczęły się paniczne spekulacje odnośnie polityki transferowej, budowaniu składu wokoło Ronaldo i tak dalej, i tak dalej. Barca swój mecz wygrała, więc radość ich kibiców podwójna, a do tego tabela jest bezlitosna: według niej szanse drużyn z Madrytu na mistrzostwo są znikome, a podopiecznym Zidane’a zalecamy raczej oglądanie się w tył niż w przód, bo tuż za ich plecami, niczym ninja w bambusach, czai się Villareal.

Rafał: W Niemczech wiadomo – ordung muss sein, natomiast w Ekstraklasie niezmiennie panuje niezły rozgardiasz. Bo kto przed rundą rewanżową spodziewałby się, że miejsce Lecha Poznań w strefie spadkowej zajmie Wisła Kraków, która przegrywa u siebie z Podbeskidziem, a Lechia Gdańsk po kolejnej “dobrej zmianie” na ławce trenerskiej gładko pokona dotychczasowego lidera? Na szczęście lata spędzone na obserwacji Ekstraklasy spowodowały, że zdaliśmy sobie sprawę z tego, że parafrazując znany slogan reklamowy, polska liga to miejsce w którym niemożliwe nie istnieje. Tym trendom zdaje się nie poddawać jedynie warszawska Legia, której wystarczyły 3 spotkania by, rozsiąść się w fotelu lidera. Powracając jeszcze do Lechii, trzeba obiektywnie stwierdzić, że zespół powoli, ale systematycznie podnosi swoja organizację co pozwoli na dalszy marsz w górę tabeli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *