Satysfakcja gwarantowana – „De Nekst Best Mixtape”

Okładka "De Nekst Best Mixtape"

Okładka „De Nekst Best Mixtape”

Nieskrępowana niczym pewność siebie, wybujałe ego, skromność trzymana na dystans. VNM nie ma kompleksów. O mało co jest przecież tak spokojny, jak o swoje umiejętności. Niecodziennie gość tego pokroju świadomie ustępuje miejsca kolegom, puszczając przy tym wiązankę komplementów w ich stronę. Jak się okazuje, mówiąc, że do współpracy przy „De Nekst Best Mixtape” zaprasza najlepszych, elblążanin nie rzucał słów na wiatr.  Przynajmniej w większości przypadków.

Już sam spis ksywek zaangażowanych w powstanie projektu robi ogromne wrażenie. Co prawda, stwierdzanie, że ten czy tamten raper – jak zaznacza inicjator – jest „najlepszy w młodym i średnim pokoleniu” to rzecz z natury ryzykownych, prowokujących i trudnych do udowodnienia. Przyjęcie zaproszenia na album wiązało się więc ze swego rodzaju deklaracją wyższości, z zapewnieniem nie tylko słuchaczy, ale i samego siebie o tym, że dysponuje się ponadprzeciętnymi możliwościami.

I w wielu numerach tę pewność siebie po prostu słychać. Najlepiej brzmią zresztą utwory, w których raperzy próbują sobie coś po przyjacielsku udowodnić, napędzają się wzajemnie, szafują rodzajami flow, licytując się przy okazji na najlepsze punche. Taka jest otwierająca płytę „D.Y.H.A”, gdzie Bisz ponownie udowadnia, że nie jest tylko (a raczej aż!) wrażliwym poetą najwyższych lotów i w znakomity sposób przyjmuje postawę bitewną, swoimi gierkami słownymi (no, może poza wersem o lego) oddając hołd konceptualnemu braggadacio, a rozgorączkowany, będący wulkanem energii Sarius hipnotyzuje nawijką do tego stopnia, że czasem można zapomnieć nawet o Quebonafide. To samo należy powiedzieć o „Tak to wygląda”. Rozśpiewany tercet bije się o miano najbardziej wszechstronnego i trudno wyłonić w tych zawodach zwycięzcę. A może inaczej. Byłoby trudno, gdyby nie Ad.M.a., jedyna kobieta w towarzystwie. Nie została ani trochę przyćmiona przez znakomitych Nerwusa i VNM-a, serwując prawdopodobnie jedną z najlepszych zwrotek w swojej karierze. Stylową, charakterną, kąśliwą, bezczelną, ale i kobieco subtelną.

Składanka pełna jest momentów naprawdę interesujących, a nawet inspirujących odkryć. FonoPe swoim refrenem i emocjonalnie nacechowaną zwrotką z „Odwagi” jest w stanie wyciągnąć z obecności na płycie chyba najwięcej ze wszystkich. Mało znany w porównaniu do całej grupy anonim zaprezentował się słuchaczowi bardzo pozytywnie i wykorzystał swoją szansę. Trzeba przyznać, że w takim gronie nie było to łatwe. Sam gospodarz broni się przecież doskonale, przykładowo bawiąc się konwencją abstrakcyjnej opowieści w „Filmie”. Rewelacyjnie brzmi też jako zdystansowana, dająca kolegom po fachu pstryczka w nos maszyna do pisania gościnnych zwrotek w „Wirze wydarzeń”, z luzackim, odnajdującym się w koncepcji numeru lepiej od Hadesa Gedzem. Do siedzeń przykuwa także niepokojąco tajemnicza opowieść o stalkingu zdominowana przez technicznie wybitnego Oxona.

Format materiału, czyli zaledwie 11 kawałków, sprawił, nawiasem mówiąc, że trudno doszukać się zbędnych elementów całości. Nie obyło się jednak bez wpadek. Supran operuje tak bezbarwnym, wykastrowanym z wszelkich zalet ulicznego nurtu stylem, że ciężko zrozumieć jego obecność na „De Nekst Best Mixtape”, a Stochu tylko dorzuca kilka groszy do tego, by „Nie ma czasu pomyśleć” omijać w odtwarzaczu. Nuda. Gdyby kawałek ten oddać w stu procentach Astkowi, narracyjnie odpływającemu w bardzo osobiste, dyskretnie zahaczające o ckliwość rejestry, mogłoby być zupełnie inaczej. Szkoda też, że pomysł na odświeżenie klasyków polskiego rapu sprzed wielu lat nie wyszedł najlepiej. I choć każdy pretekst do tego, by sprowokować młodego słuchacza do sięgnięcia po klasykę wydaje się dobry, należy odnotować to, że nie mamy do czynienia z odkrywczymi interpretacjami starych kawałków. Przeważnie są to luźne wariacje na temat tytułów, śladowe nawiązania do pierwowzorów czy miejscami muzyczne inspiracje, jak choćby w „Systemie” Wezyra. Trudno rozpatrywać to jednak w kategorii wielkiej wady.

Bez wątpienia mógłbym pochwalić jeszcze kilku raperów, bo wysoko zawieszoną przez zapowiedzi poprzeczkę wielu zdołało przeskoczyć, na dodatek z gracją, ale jednak najjaśniej na krążku zaświecili ci odpowiedzialni za warstwę muzyczną. „De Nekst Best Mixtape” maluje się jako jedna z najciekawszych wizytówek polskiej produkcji hip-hopowej ostatniego czasu. Ten krążek z powodzeniem mógłby służyć jako szczególny rodzaj rodzimego katalogu za oceanem. Można się spierać o to, że do drużyny marzeń brakuje jeszcze Stony, Szatta, Sir Micha, Metro czy Soulpete’a, lecz sztab zaproszonych beatmakerów spisał się na złoty medal i bez nich. Nie ważne, czy chodzi o zwariowany, nawiązujący swoją nieszablonowością do oryginału Zipery, oparty o połamaną perkę i charakterystyczny, tropikalny motyw podkład SoDrumatica z „Wiru wydarzeń”, bogaty w dźwięki, nowocześnie przebojowy numer od Lanka, z napięciem rozwijający się bit Scherlocka, czy resztę równie mocnych momentów, zawsze jest to liga najwyższa, czerpiąca głownie z tego, co dzieje się od kilku lat w Stanach, ale nie powielająca schematów. Muzycznie nie ma tu fragmentu nieudanego.

„De Nekst Best Mixtape” udowadnia, że z tej pozornie zużytej już, oklepanej w Polsce do granic tolerancji, mówiąc w dużym uproszczeniu, newschoolowej formuły można jeszcze sporo wycisnąć i w ramach konwencji stworzyć wartościowe rzeczy. Trzeba tylko zaangażować do tego odpowiednich ludzi. Może właśnie tych „najlepszych z młodego i średniego pokolenia”? Wtedy efekty mogą być równie imponujące.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *