Z humorem o akceptacji: Hotel Transylwania 2

o39fh1u1_nrw6xiModa na wampiry, wilkołaki i inne kreatury wciąż trwa. Mimo że większość takich produkcji przeznaczona jest dla starszej widowni, to również z myślą o tych najmłodszych (choć nie tylko) tworzy się podobne obrazy. Przed Wami druga część „Hotelu Transylwania”.

Opowieść rozpoczyna się w momencie, gdy będący człowiekiem Jonathan i wampirzyca Mavis postanawiają ogłosić, że spodziewają się dziecka. Dla ojca dziewczyny – hrabiego Draculi jest to wspaniała wiadomość. Jednak wbrew jego oczekiwaniom, upragniony wnuk – Dennis okazuje się być ludzką istotą. Wampir postanawia zmienić to za wszelką cenę.

„Hotel Transylwania 2” w reżyserii Genndiego Tartakovskiego („Laboratorium Dextera”, „Atomówki”, „Samurai Jack”) jest zdecydowanie lepszą propozycją niż poprzednia część. Przede wszystkim jest znacznie więcej sytuacji komicznych. Te z kolei, w połączeniu z dość wartką akcją sprawiają, że seans będzie samą przyjemnością, bez cienia nudy. Tegoroczna animacja Tartakovskiego ma poza tym jedno, bardzo piękne, przesłanie. Film kładzie nacisk na to, aby uświadomić widzom, że choć ludzie różnią się od siebie (wyglądem czy światopoglądem) to nie oznacza to, że nie mamy wykazywać się otwartością i zrozumieniem. Ta różnorodność sprawia bowiem, że każdy człowiek jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Zatem zamiast zmieniać kogoś na siłę, to co się niekoniecznie podoba, lepiej zacząć uczyć się akceptacji.

Na uwagę zasługuje również ścieżka dźwiękowa, która momentami potęguje komizm sytuacyjny. Składa się ona choćby z takich utworów, jak „GDFR” amerykańskiego rapera Flo Ridy czy „I’m In Love With a Monster” kobiecego zespołu Fifth Harmony, którego to utwór został specjalnie nagrany na potrzeby filmu.

Na pierwszy plan wysuwają się zdecydowanie drugoplanowe postacie jak: mumia Murray, wilkołak Wayne, słodki potworek Pan Ciasio i wreszcie galaretowaty Blobby. U nich nawet zwyczajne gesty potrafią rozbawić do rozpuku. Nie można również pominąć samego Draculi, który momentami potrafi rozbroić swoją zgryźliwością. Także Dennis okazuje się być przeuroczym dzieciakiem, na którego widok uśmiech sam pojawia się na twarzy. Niestety zawiodły takie postacie jak Mavis, Jonathan czy Państwo Frankensteinowie, którzy w tej części stają się nijacy, a ich teksty mało komiczne.

Finał animacji wydaje się być kompletnie nieprzemyślany i niekonsekwentny, bowiem kłóci się on z budowanym od początku przesłaniem całej produkcji. Ponadto obraz jest niestety ubogi o sferę dramatyczną, która jest po prostu bardzo spłycona. O ile disneyowskie klasyki wydają się być dojrzalsze pod tym względem, a zawarte w nich motywy humorystyczne i tragiczne są zrównoważone, to produkcje Sony Pictures Animation skupiają się tylko na tym pierwszym akcencie.

Póki co „Hotel Transylwania 2” bije rekordy popularności. W samych Stanach Zjednoczonych, w ciągu kilku dni od premiery, zarobił prawie 48 milionów dolarów. Jednak kultową animacją, godną zapamiętania z pewnością nie zostanie. Zbliżające się małymi krokami rozdania statuetek Annie (nagrody przyznawane projektom animowanym i ich twórcom przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Filmu Animowanego) tylko potwierdzą te słowa. Twórcy animacji mogą liczyć co najwyżej na kilka nominacji.

Mimo wszystko film pozostaje doskonałą propozycją na nadchodzące Halloween, na (paradoksalnie) wesoły i spokojny wieczór.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *