„Nasi fani to słuchacze wymagający” – wywiad z The Friends

fot. Jacek Smoter

fot. Jacek Smoter

Co otrzymamy łącząc pięciu młodych, utalentowanych pasjonatów oraz miłość do rock’n’rolla? Zespół The Friends. O energii rocka, muzycznych inspiracjach oraz debiutanckiej płycie zespołu, pt. „Rozkręć się mała” rozmawiamy z Jakubem Chodynieckim – perkusistą grupy.

Działacie od 2011 roku. Kto był pomysłodawcą stworzenia zespołu? Przyświecała Wam jakaś idea?

Głównym założycielem był Paweł Kafel, właściwie to on wciągnął między innymi mnie w rock’n’rollowe klimaty. Nie były mi one wcześniej obce, ale będąc instrumentalistą trzeba najpierw rock’n’rolla zagrać, aby w pełni pojąć, jakie ta muzyka ma niesamowite flow i ładunek energii, które można wyzwolić zarówno w samym sobie jak i wśród publiczności na koncercie. Nasza koncepcja to tworzenie jak najlepszej muzyki. Idea rock ‚n’ rola jako muzyki i sposobu na życie jest już sama w sobie ciekawa.

Kto jest Waszym głównym źródłem inspiracji?

Na pewno tak jak w przypadku większości zespołów, które swoją muzykę oparły na kanwie klasycznego rock’n’rolla jest to oczywiście Chuck Berry, ojciec solówek gitarowych, który inspirował takich artystów jak Manu Chao, Angusa Younga czy Jimmiego Hendrixa. Na hasło rock’n’roll w Polsce, przeciętny słuchacz ma przed oczami Bitlesów ewentualnie Elvisa. Czerpiemy z ich muzyki, ale moim zdaniem zdecydowanie większą rolę w kształtowaniu naszego stylu mieli Jerry Lee Lewis, Buddy Holly i Little Richard. Przykładów możemy mnożyć jeszcze wiele, ale wymienione osobistości to swoiste filary oryginalności, stylu i smaku w muzyce rock ‚n’ rollowej na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

fot. Jacek Smoter

fot. Jacek Smoter

Wasza działalność estradowa została zauważona i doceniona na licznych przeglądach oraz festiwalach. Zagraliście też kameralne koncerty akustyczne. Da się porównać te doświadczenia? Które koncerty mają Twoim zdaniem najlepszą atmosferę?

Każdy koncert jest niesamowitym wyzwaniem i nowym doświadczeniem. Lubimy grać duże koncerty, ale występy akustyczne w małym, zapełnionym do ostatniego miejsca klubie są niezapomnianą przygodą. Właśnie wtedy mamy okazję porozmawiać z każdym, kto w nim uczestniczył. Powiem szczerze, że najbardziej lubimy przede wszystkim grać koncerty dla otwartej publiczności. Takiej, która wie jak zareagować i czuje to, co „wysyłamy” do niej ze sceny. Wtedy liczby przestają mieć znaczenie i nieważne czy pod sceną bawi się osób dwadzieścia czy też dwa tysiące.

Rock’ and’ roll nie dominuje dziś na polskiej scenie muzycznej. Planujecie wobec tego dokonać rewolucji?

Rewolucja to bardzo mocne słowo. Beczka z prochem, którą był rock, wybuchła już dość dawno temu. Żartujemy, że jesteśmy archeologami, którzy próbują poskładać ją z powrotem w całość. Ten gatunek święcił już swoje największe triumfy, ale jest bardzo elastyczny i ewoluuje do dnia dzisiejszego. Codziennie staramy się przemycić nasze granie i klimat rocka do umysłu polskiego słuchacza, co czasami nie jest prostym zadaniem.

Braliście udział w castingach do Must be the music oraz Mam talent. Jak wspominacie te przygody?

To przede wszystkim ciekawe doświadczenie, dzięki któremu mieliśmy okazję zobaczyć jak takie machiny komercyjne działają od środka. Zdecydowanie pozwoliły nam też nabrać większej odwagi na scenie.

Graliście koncerty charytatywne dla Nadziani Nadzieją, Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Często dostajecie prośby o taką pomoc? Co czujecie stojąc na scenie wiedząc, że przyczyniacie się do ratowania czyjegoś życia?

Na scenie czujemy to samo, co podczas każdego koncertu. Refleksje przychodzą zazwyczaj przed lub tuż po występie. Najważniejsze, aby pieniądze, które uda się zebrać podczas tego, co wykonujemy z serca, trafiły w odpowiednie ręce i finalnie znalazły się tam, gdzie pomoc potrzebna jest  najbardziej.

fot. archiwum artystów

fot. archiwum artystów

Miesiąc temu miała miejsce premiera Waszej płyty „Rozkręć się mała”. Po pojawieniu się demo długo kazaliście na nią czekać swoim fanom…

Rzeczywiście fanom przyszło czekać  na nią dość długo, ale wynika to tylko i wyłącznie z naszego szacunku do odbiorców. Wiemy, że słuchający nas fani to słuchacze przede wszystkim wymagający. Nie chcemy dostarczać im „towaru” drugiego sortu, dlatego wychodzimy z założenia, że wszelkie nasze działania muszą być dowodem naszego postępu, spełnienia naszych celów i ambicji. Liczymy się oczywiście z porażkami, potknięcia są wpisane w każdą ścieżkę, ale kto nie poniósł nigdy klęski, nie będzie mógł zwyciężyć. Staramy się więc pracować tak, aby mieć pewność, że robimy to na 100%.

Graliście już nowe utwory na żywo? Jak sprawdziły się na koncertach?

Mieliśmy już okazję grać nowe kompozycje i spotkaliśmy się z bardzo dobrym odbiorem, co niezmiernie nas cieszy. Daje to siłę na to, aby dalej oddawać się naszej pasji.

Prawie połowa utworów z płyty to Wasze autorskie kompozycje. Kto jest odpowiedzialny za teksty i ostateczny kształt piosenek?

Wszystkie teksty wychodzą spod ręki Pawła Kafla lub mnie. Kompozycję i ostateczny kształt  nadajemy wszyscy razem, ale ze szczególnym udziałem naszego basisty Bartka Bykowskiego, który w tej przestrzeni posiada największą wiedzę. To właśnie nasz „człowiek z wizją”.

W jaki sposób dobieracie utwory na płytę? Wybieracie je z większej ilości propozycji (również covery), czy też przerywacie pisanie, w momencie gdy macie już wystarczającą ilość kawałków?

Nagrywamy wszystkie nasze utwory i później dobieramy do nich covery, które uważamy za najlepsze. Na ostatniej płycie ilość coverów i materiału własnego był wyrównany, ale na naszym kolejnym krążku królować będzie będzie przede wszystkim materiał autorski.

Rock and roll łączy. Wasza muzyka ma odbiorców wśród kilku pokoleń. Kto najlepiej bawi się na koncertach?

To trudne pytanie, ale nie ma chyba nie mogę wyróżnić jednej grupy. Na wszystkich dotychczasowych koncertach spotkaliśmy się z różnymi reakcjami odbiorców w bardzo zróżnicowanym wieku.

fot. archiwum artystów

fot. archiwum artystów

Słuchaczom podoba się spontaniczność w trakcie Waszych koncertów. Macie wiele wyreżyserowanych tricków, ale często dodajecie również coś nowego.

Wszelkiego rodzaju tricki przyszły z czasem, równomiernie z obyciem zespołu na scenie. Pojawiły się one spontanicznie, publiczność reagowała na nie entuzjastycznie, dlatego zostały z nami na dłużej. Oczywiście dodajemy nowinki, ale najczęściej robimy to spontanicznie, zupełnie nieświadomie. Zauważamy je dopiero na nagraniach video z koncertów, które są bardzo pouczające. Dzięki nim możemy ustalić, co wygląda dobrze, co spodobało się fanom, a z czego po prostu zrezygnować.

Co jest dla Was największą frajdą, związaną z karierą? Nagrywanie płyt, koncerty, poznawanie nowych ludzi, czy może coś zupełnie innego?

Myślę, że całokształt. Wszystkie smutki, radości ,upadki i wzloty wliczone są w życie zespołu. W ogólnym rozrachunku daje to niesamowite odczucia, energię i swego rodzaju dziecięcą radość, o której się tak często zapomina.

Kluczem do niej będzie prowadzenie iście rock’n’rollowego życia?

Czasami tak, ale chcemy dożyć chociaż pięćdziesiątki (śmiech).

Zdradźcie nam Wasze najbliższe plany…

W najbliższym czasie całkowicie oddajemy się koncertowaniu oraz promocji płyty.

The Friends szturmem podbijają nie tylko rodzinne krośnieńskie listy przebojów. Wakacyjne wojaże to dobry czas, aby spotkać się z chłopakami na koncertach. Więcej szczegółów znajdziecie na:  www.thefriends.com.pl

Fot. udostępnione przez zespół.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *