Lord Mortdecai i jego wąsik

bezwstydny mortdecaiHistoryczna zagadka, przekręty, niebezpieczne wyprawy i sporo śmiechu. Tak najkrócej można opisać najnowszą premierę lubującego się w rolach ekscentryków Johnnego Deppa. Do kin podstępnie wślizgnął się „Bezwstydny Mortdecai”.


Brytyjski arystokrata, znawca dzieł sztuki, a przy okazji drobny złodziej tych dzieł (Depp), staje w obliczu propozycji nie do odrzucenia. Zaginął obrazi Goyi, a jego renowatorka została zamordowana. O odszukanie płótna prosi go przyjaciel ze studiów, obecnie agent MI5, Martland (Ewan McGregor). Mortdecai ma tego dokonać w imię Ojczyzny i Królowej, ale co ważniejsze, w zamian za umorzenie długu wobec państwa w wysokości 8 mln funtów. Martland wie, czym zajmuje się Charlie, ale wie też, że jest jedyną osobą, która może mu pomóc. Aferą interesuje się żona Charliego i nieodwzajemniona miłość agenta, Joanna (Gwyneth Paltrow). Każde swoimi sposobami próbuje znaleźć obraz i odkryć jego tajemnicę, ale gdy dowiaduje się o tym artystyczny półświatek, sprawy zaczynają się komplikować…

Z pewnością znajdzie się mnóstwo krytyków mówiących o tym filmie, że Depp schodzi na psy i przyjmuje coraz mniej ambitne role. Cóż, trzeba przyznać, że rola Mortdecaia do wybitnych nie należy. Depp przerysowuje go aż do przesady, dziwaczne gesty, miny i pytania Charliego bywają irytujące. Ale w miarę rozwoju wydarzeń, coraz bardziej zaczyna się go lubić. Jest mało życiowo rozgarnięty, bezwstydny, doprowadza kobiety wąsikiem do pasji (szczególnie żonę), po mistrzowsku kradnie i oszukuje i przede wszystkim – jest naprawdę zabawny. Pod maską lorda przemyca osobisty urok i odrobinę szaleństwa Jacka Sparrowa. Zastanawiająca jest jedynie jego charakteryzacja. Dobrze wykonana, ale powodująca pewien zgrzyt.  Johnny nie wygląda na… dziwaka urodziwego inaczej. W miarę rozwoju filmu można się do tego przyzwyczaić, a nawet uznać wąsik, czy sprawiającą wrażenie sztucznej fryzurę za rozbrajające.

Nie gorzej wypadają ponadprzeciętnie inteligentna i sprytna Paltrow i niepoprawnie romantyczny McGregor. Trio głównych bohaterów świetnie się uzupełnia. Ozdobą jest tu Jock (Paul Bettany) – niezłomny ochroniarz, wierny przyjaciel i łamacz damskich serc – tak grobowo poważny, że aż śmieszny. Niewątpliwie, dużym atutem komedii Davida Koeppa są zdjęcia. Począwszy od bajecznie kolorowych plenerów, po bogato urządzone wnętrza. Niemal każdy kadr ocieka arystokratycznym przepychem.

Ciekawe jest także zestawienie narodowości, z których każda jest przedstawiona z przymrużeniem oka. Brytyjczycy to ci dobrzy, mądrzy i szlachetni, ale arystokracja to już grupa nieco zacofanych, nieporadnych w dzisiejszych czasach dziwaków. Amerykanie z kolei to już uosobienie nowoczesności i braku moralności. Rosjanie natomiast to czarne charaktery pazerne na towary luksusowe, z armią zbirów u boku. Stereotypy świecą jak neon, ale czy to nie właśnie one są najczęściej obiektami żartów?

Film można zaliczyć do tych, którym można sprawić sobie przyjemne popołudnie. Nie jest zaskakujący ani zatrzymujący dech w piersi, ale miło się ogląda. Po pierwsze ze względu na wykorzystane piękne plany, a po drugie na dobry żart na poziomie. Propozycja dla fanów Grand Budapest Hotel” i lekkich komedii z kryminalnym wątkiem w tle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *