Mroki gry planszowej

Diabelska-Plansza-OUIJA-B1-internetGra planszowa okazuje się być oknem na świat, którego nie chcemy znać – świat zmarłych. Ale czy fakt, że „Ouija” przyciąga złe duchy zaskakuje? Ani trochę. Klasycy kina grozy dawno już nas uświadomili, do czego służy demoniczna tablica.

„Diabelska plansza Ouija”opiera się na grze planszowej dla dzieci i młodzieży o tej samej nazwie, którą w rzeczywistości wprowadziła na rynek firma Hasbro. Gra ma służyć do uzyskiwania odpowiedzi na nurtujące młodych ludzi pytania, poprzez przesuwanie znacznika po tablicy. Pikanterii dodaje fakt, że nie do końca wiadomo, czy wskaźnikiem poruszają nieświadomie siłą woli uczestnicy, czy faktycznie nadprzyrodzona istota.

Fascynacji grą ulegają również bohaterki filmu – dwie przyjaciółki (Debbie – Shelley Hennig i Laine – Olivia Cooke) znające się od dzieciństwa. I wszystko jest beztroską zabawą, gdy trzymają się zasad. Nie można bowiem grać w pojedynkę, nie wolno tego robić na cmentarzu, rozpoczynając trzeba wypowiedzieć konkretną formułkę, a kończąc – zawsze powiedzieć do widzenia. Kłopoty zaczynają się, gdy jedna z przyjaciółek łamie zasady, a krótko po tym rzekomo popełnia samobójstwo.

Zrozpaczeni przyjaciele nie wierzą w taki obrót spraw i postanawiają skontaktować się z Debbie. Wykorzystują do tego planszę ouija, a dodatkowo prowadzą własne dochodzenie. I chociaż od początku fabuła trąci powielanym schematem wywoływania duchów, naiwnie od filmu oczekuje się czego innego. Ale film niestety nie zaskakuje. Okazuje się, że nieszczęsna właścicielka tablicy nie dość, że grała sama, to zrobiła to na cmentarzu, a w jej domu w tajemniczych okolicznościach zginęła dziewczynka. Na domiar złego, jej przyjaciele kontaktują się nie z Debbie, ale ową dziewczynką i przyjdzie im za to zapłacić wysoką cenę.

W filmie nie brakuje tajemniczego pokoju pełnego okultystycznych artefaktów, osoby znającej mroczną przeszłość i przepowiadającą mające nadejść wydarzenia, bezskutecznych prób oszukania przeznaczenia, ciemnych zaułków, szpitala psychiatrycznego i otwartego zakończenia. Słowem – nihil novi. Stiles White wyważył swoim obrazem otwarte drzwi. Pojawiają się wprawdzie momenty, w których lekki dreszcz przechodzi po karku, ale są krótkie i przewidywalne. Mimo to, na pochwałę zasługuje charakteryzacja, bo diaboliczne postacie przynajmniej prezentują się jak należy.

Film ogląda się dość przyjemnie, choć przypomina bardziej typowy film o grupie „bananowych”, choć poczciwych i oddanych sobie przyjaciół, których spotkała wielka tragedia. Może i nie marnuje się przy nim czasu, ale fajerwerków też nie ma. Emocje faktycznie są porównywalne z tymi przy grach planszowych. To raczej propozycja na wieczór pod znakiem opowiadania pod kocem i z latarką historii o duchach. Mała rozgrzewka przed Halloween.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *