En garde!

szermierka_1Jak wnosić mamie zakupy na czwarte piętro i nie mieć przy tym zadyszki? Czym różni się fechmistrz od trenera? I co wspólnego z szermierką miał Bruce Lee? Kasia, która trenuje floret od 11 lat, zgodziła się opowiedzieć nieco o swojej pasji.

Przygodę z floretem można rozpocząć bardzo wcześnie. Kasia zaczęła trenować w drugiej klasie szkoły podstawowej. – Szermierka jest dla mnie nieodzowną częścią życia – zaczyna swoją opowieść moja rozmówczyni. – Do niedawna to właśnie pod treningi układałam sobie wszystkie plany, zarówno związane ze szkołą, jak i z życiem osobistym. Poznałam wielu świetnych znajomych, z którymi, mimo że nie spotykamy się już na planszach szermierczych, dalej utrzymuję stały kontakt. Wspólna pasja zawsze silnie łączy ludzi – kwituje.

Przed podjęciem treningu należy skompletować odpowiedni strój. Składają się na niego m.in. skarpety szermiercze, spodnie, plastron (osłona klatki piersiowej i brzucha), ochraniacz, bluza, kamizelka, przewód, maska i, oczywiście, floret. – Trochę to wszystko razem waży – przyznaje Kasia. – Masa samego floretu wynosi 0,5 kg, przy długości 110 cm. Ponadto każdy zawodnik posiada specjalną torbę szermierczą – jest ona trochę nieporęczna i niewygodna, ponieważ jej wysokość sięga nawet do 120 cm, lecz mieści cały sprzęt. – dodaje.

Jak właściwie wygląda przykładowy pojedynek szermierczy? Przed walką słyszy się komendy: „szermiercza (odpowiednik fr. en garde), gotowe, naprzód!”. Punkt przyznaje się wtedy, gdy trafienie jest wymierzone w korpus zawodnika. – Sędzia w czasie pojedynku cały czas analizuje akcję, mówiąc np. natarcie ze strony lewej w prawo – wtedy wiadomo, że trafienie zadała lewa strona i to ona właśnie otrzymuje punkt – wyjaśnia. – Istnieje jeszcze wiele innych zasad i komend. We florecie obowiązuje tzw. konwencja, czyli pierwszeństwo jednych akcji, przed innymi akcjami. Oznacza to, że przy jednoczesnych trafieniach, punkt otrzymuje osoba, która wykonała „akcję uprzywilejowaną”. W myśl podstawowej zasady konwencji natarcie jest lepsze od przeciwnatarcia. Ponadto nie liczą się trafienia w maskę, nogi czy rękę. Natomiast ważnym polem trafienia jest cały tułów z podbrzuszem. Ale to wszystko najlepiej zobaczyć na żywo – przekonuje Kasia. W szermierce wyróżnia się jeszcze funkcję trenera i fechmistrza. – Jeden z naszych fechmistrzów mówi zawsze, że trener jest od koni, a nie od szermierki – żartuje. – Ale tak na serio: fechmistrzem można zostać dopiero po pięćdziesiątym roku życia, w tym 25 lat trzeba być trenerem w Polsce i wtedy dopiero komisja przyznaje ten tytuł lub nie, wiele zależy od tego, czy podopieczni trenera odnosili sukcesy.

szermierka_2Z trenowaniem szermierki wiążą się też liczne wyjazdy na zawody i zgrupowania. – Czasem zdarzało się tak, że nawet przez półtora miesiąca, tydzień w tydzień odbywały się jakieś turnieje, nie tylko krajowe. Często jeździliśmy również na obozy – wspomina z uśmiechem Kasia. – Przygód zawsze było co niemiara, łamało się multum przepisów odnośnie zachowania ciszy nocnej, czy nieodwiedzania się wieczorem w pokojach. Opiekunowie nie mieli z nami łatwego życia – śmieje się. Moja rozmówczyni ma na swoim koncie również kilka sukcesów szermierczych. – Zdobyłam wicemistrzostwo Polski indywidualnie i dwa razy zajęłam trzecie miejsce w konkursie drużynowym. Zakwalifikowałam się też na Mistrzostwa Europy, ale bez większych rezultatów – dodaje skromnie.

Uprawianie jakiegoś sportu zawsze rozwija umiejętności, które potem mogą się przydać również w życiu codziennym. W przypadku Kasi, trenowanie szermierki przyniosło wiele korzyści zarówno fizycznych, jak i psychicznych. – Trenowanie floretu sprawiło, że mam bardzo silne nogi, czego mogę użyć w samoobronie, jeśli zajdzie taka konieczność. Poza tym bez problemu jestem w stanie wnieść mojej mamie ciężkie siatki z zakupami na czwarte piętro, nie dostając przy tym zadyszki – żartuje. Zaraz jednak dodaje już całkiem poważnie: – Szermierka dała mi sporą lekcję pokory. Nauczyłam się trudnej sztuki przegrywania i radzenia sobie z porażkami. Wydaje mi się, że rozwinęłam też refleks, co bardzo mi się przydaje, bo na co dzień jestem również kierowcą.