Poezja Anny Świrszczyńskiej: liryka kobiety współczesnej

Anna ŚwirszczyńskaNazwisko Anny Świrszczyńskiej — poetki nowatorskiej, szczególnie utalentowanej – zapisało się w historii polskiej literatury współczesnej lat 1930-1980, obok takich postaci, jak Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Halina Poświatowska.

Niestety, rodacy nie potrafili zrozumieć istoty fenomenu twórczości pisarki, posługującej się liryką o charakterze prozy. Minione lata nie przyczyniły się również do spopularyzowania jej dorobku literackiego. O talencie Świrszczyńskiej świadczyć może fakt, że nad twórczością artystki pochylił się sam noblista, Czesław Miłosz, wydając jedną z nielicznych książek poświęconych jej twórczości. Brak opracowań dotyczących liryki Świrszczyńskiej jest frapujący, zwłaszcza, że poetka tworzyła przez większość swojego życia, czerpiąc inspirację z autentycznych zdarzeń. Każdy większy zbiór jej wierszy jest więc podsumowaniem pewnego etapu — od dzieciństwa u boku nieco fanatycznego ojca malarza, po późną starość. Jednocześnie jest to materiał, który daje ogląd na charakter epoki, w której przyszło jej tworzyć. Przedstawimy Wam kilka najciekawszych zbiorów lirycznych tej artystki.

Świrszczyńska przyszła na świat 7 lutego 1909 roku w Warszawie. Wychowywała się u boku Stanisławy i Jana Świrszczyńskich. Ojciec Anny odzwierciedlał postawę prawdziwego artysty — człowieka ekscentrycznego i całkowicie pochłoniętego swoją twórczą pasją. Zajmował się malarstwem, rzeźbiarstwem i etnografią. Mimo wielu zainteresowań Jana, w domu Świrszczyńskich zawsze brakowało pieniędzy, a rodzina pogrążona była w biedzie. Jednak Anna, obdarzona podobną wrażliwością co rodziciel, usprawiedliwiała styl życia ojca, wierząc w jego wielki talent artystyczny. Echa miłości do rodziców rozbrzmiewają we wczesnych wierszach pisarki. Oto jeden z nich:

„Trzy cukierki”

– Z tego głodu ciemno mi w oczach,
a dziecko blade jak papier –
mówi matka do ojca,
kiedy idziemy ulicą.

– To kup po cukierku –
mówi ojciec.
– Nie mam pieniędzy –
mówi matka.

I kupuje po cukierku
dla każdego.
– To jednak wzmacnia –
mówi matka.

Uśmiechamy się
wszyscy troje.
Czujemy w ustach
trzy raje.

Anna Świrszczyńska debiutuje w 1930 roku wierszami wydawanymi w tygodniku „Bluszcz”. W międzyczasie rozpoczyna też studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. W roku 1936 ukazał się pierwszy tomik poetki, „Wiersze i proza” oraz  nawiązała ona współpracę z „Małym Płomyczkiem”, pismem dla dzieci, przyjmując posadę redaktorki. Świrszczyńska rozwijała się artystycznie również poprzez konkursy literackie, takie jak Turniej Młodych Poetów, na których prezentowała swoją poezję, przepełnioną obrazowością. Po wybuchu wojny Anna podjęła pracę ekspedientki i posługaczki w szpitalu, nie zrezygnowała jednak z twórczości literackiej, biorąc udział w udział w konspiracyjnym życiu artystycznym. Pożegnanie poetki ze Stolicą nastąpiło po upadku powstania, gdy Świrszczyńska zdecydowała się na wyjazd do Krakowa. Szybko odnajduje się w nowym miejscu — niedługo po przyjeździe do miasta znalazła pracę w Teatrze Młodego Widza, zostając jego kierownikiem literackim. Jednak od roku 1951 artystka rezygnuje z tego zajęcia, by muc całkowicie oddać się pisarstwu. Niedługo po tym kobieta wychodzi za mąż za aktora Jana Adamskiego – niestety, mężczyzna porzuci ją później dla poetki Haliny Poświatowskiej.

Pierwszy tomik wierszy miłosnych, „Jestem baba”, poetka wydaje w dojrzałym już wieku. Dzieło jest przekorne i różne od wcześniejszej twórczości. W komentarzach krytyki szybko zyskał miano reprezentanta liryki feministycznej, która zaczęła rozkwitać w tamtym okresie. Ale czy był to dobry trop interpretacyjny, odpowiadający wizji poetki? Poniekąd ujmował niestety jej kobiecej świadomości i wrażliwości. Mamy przed sobą przecież tomik kobiety dojrzałej, ale jednocześnie dojrzewającej poetki, która odchodzi od katastrofizmu i obrazowości na rzecz obecności „ja”, pojawiającego się w niemal każdym utworze. Jednocześnie nie szuka ona feministycznego komentarza do rzeczywistości, a skupia się na jej subiektywnym odbieraniu. Anna Świrszczyńska stara się więc, za pośrednictwem aktu twórczego, znaleźć siebie. Szuka odpowiedzi na pytanie o istotę swojego bycia. Tomik z 1972 roku staje się metodą dotarcia do egzystencjalnej prawdy. Mimo, że droga ku autentycznemu „ja” prowadzi przez lirykę miłosną, paradoksalnie jest też drogą kobiety dojrzałej, świadomej. Aby dotrzeć do celu wędrówki w głąb siebie, pisarka decyduje się stworzyć podmiot, który będzie przypominać ją samą.

Dlaczego poetka decyduje się na literaturę miłosną? Za pomocą tej formy stara się ująć istotę jej związków z mężczyznami, czyli jednego z etapów docierania do wewnętrznego „ja”. Jednocześnie, jako autorką niezwykła i unikatowa w polskiej poezji, potrafi połączyć sprzeczności w logiczną całość.

„Taka sama w środku”

Idąc na ucztę miłosną do ciebie
zobaczyłam na rogu
starą żebraczkę.

Wzięłam ją za rękę,
pocałowałam w delikatny policzek,
rozmawiałyśmy, ona była
taka sama w środku jak ja,
z tego samego gatunku,
poczułam to od razu,
jak pies czuje węchem
psa drugiego.

Dałam jej pieniądze,
nie mogłam się z nią rozstać.
Człowiekowi potrzebny przecież
ktoś bliski.

I potem już nie wiedziałam,
po co ja idę do ciebie.

W roku 1574 Anna wydaje jeden z ze swoich najważniejszych tomików – „Budowałam barykadę”. Jest to cykl wierszy opowiadających o czasie okupacji hitlerowskiej, w odbiorze głęboki i przeszywający. Świrszczyńska twierdziła, ze starała się ująć lirykę w język najbliższy treści, lecz temat ją przerósł. Czytając przejmujące utwory o konkretnych ludziach, cierpieniu, katastrofie, wzniosłości i małości człowieka w sytuacji śmiertelnego zagrożenia, możemy odnieść odmienne wrażenie.

Mimo, że Świrszczyńska przeżywała wojnę jak wszyscy, ”Budowałam barykadę” ma swój odrębny charakter. Poetce udało się zbudować dystans, który spowodował, że jej świadectwo tamtego okresu jest unikatowe: trwałe i przejmujące.

„Człowiek i stonoga”

Ja przeżyję.
Znajdę taką najgłębszą piwnicę,
zamknę się, nie wpuszczę nikogo,
wygrzebię w ziemi jamę,
zębami wygryzę cegły,
schowam się w murze, wejdę w mur
jak stonoga.

Wszyscy umrą, a ja
przeżyję.

Ciekawszymi propozycjami późniejszych publikacji będą tomiki „Szczęśliwa jak psi ogon” czy „Kobiety, baby”. Jednak to dwa omówione cykle były na tyle innowacyjne i charakterystyczne dla poetyckiego stylu Anny Świrszczyńskiej, że można potraktować je jako twory reprezentatywne dla jej dorobku.

Anna Świrszczyńska umiera w roku 1984 w Krakowie, zostawiając po sobie wybitną lirykę, czekającą na czytelników, którzy zechcą odkryć ją na nowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *