Pociąg do człowieka Teatru Wybrzeże

ciąg 2 Pić przecież lubi większość z nas. Przy dowolnej okazji. Od śmiechu z pijanego człowieka czy tzw. menela też nie każdy potrafi się powstrzymać. Tylko czy na pewno to wszystko jest takie zabawne? Odpowiedź daje najnowszy spektakl Teatru Wybrzeże, pt. „Ciąg”.

Rocznica ślubu, urodziny, spotkanie z przyjaciółmi, gorszy dzień. Każda okazja do wypicia jest dobra. Ale nikt nie przyzna się do alkoholizmu, nawet gdy czuje, że zaczyna tracić kontrolę, albo gdy zbyt często urywa mu się film. Niewielu także potrafi swobodnie mówić o swoich uczuciach bez wsparcia czegoś mocniejszego. I właśnie taki jest spektakl „Ciąg”, skupiający się na człowieku, w dużej mierze (pozornie) zabawny, wciągający do tej zabawy publiczność.

Wszechobecne bańki mydlane, owocowa galaretka, kolorowe stroje i scenografia, duszna atmosfera potęgują wrażenie udziału w imprezie. Widzowie mogą rozsiąść się na wygodnych kanapach, co skraca dystans między nimi a aktorami. Aktorzy z kolei są połączeni w trzy pary: około 20, 30 i 40 lat. Są zwyczajni, w końcu to normalni ludzie, stawiający czoła swojemu życiu. Są tak zwykli, że aż anonimowi, wtapiają się w publiczność. I tę zwyczajność przełamuje tylko wyrwany niemal z „Alicji w krainie czarów” Kataklizm o króliczej głowie.

ciąg 3Na scenie dzieje się dużo, interakcje i dialogi między aktorami się mieszają i przeplatają, w pewnym momencie nie wiadomo wręcz na co zwrócić uwagę i czyje działania śledzić. Publiczność jest świadkiem rocznicy ślubu, urodzinowego przyjęcia i łóżkowego finału randki. Wszystko osnute jest dobrą zabawą, absurdalnym klimatem i groteską. Ale zabawnie jest do czasu. Śmiech milknie, gdy bohaterowie się coraz bardziej otwierają, kiedy picie, o którym mówią staje się nie towarzyszem zabawy, ale wspomagaczem rozmowy, lekiem na niepowodzenia i rozczarowania, wyzwalaczem agresji. Brzmi znajomo? Każdy przecież kiedyś to widział. Nie jest łatwo pokazać temat choroby alkoholowej, a tym bardziej o nim mówić, by nie otrzeć się o śmieszność albo niesmak. Aktorzy Teatru Wybrzeże podjęli to wyzwanie i spokojnie można przyznać, że mu podołali. A wręcz odegrali swoje role z pasją i wielką odwagą.

Małgorzata Brajner przejmująco przedstawiła tęsknoty i frustracje przytłoczonej życiem „domowej rewolucjonistki”, której buntem okazywało się robienie wełnianej bielizny i troska o rodzinę. Potrafiła jednak równocześnie rozbroić publiczność komicznymi wygłupami na rauszu. Równie przekonujący był Krzysztof Matuszewski, jako jej oschły, porywczy, ale w głębi duszy mocno kochający mąż. Para pokazała swój kunszt i wieloletnie doświadczenie sceniczne w pełnej krasie. Po raz kolejny dobrą rolę młodego, pełnego emocji zakochanego mężczyzny zbudował Michał Jaros, jeden z najciekawszych aktorów młodego pokolenia Wybrzeża. Z kolei Piotr Biedroń, jako młody mężczyzna niepotrafiący w pełni porozumieć się z ukochaną, z jednej strony wprawia w osłupienie, a z drugiej bawi i robi wrażenie swoim performancem nad grobem swojej prawie umarłej dziewczyny. Po raz kolejny także, Katarzyna Dałek odwagą i brawurowym wcieleniem się na sto procent w rolę pokazuje, że rzeczywiście jest jedną z najbardziej intrygujących i interesujących młodych aktorek teatru. Wraz z Agatą Bykowską prezentują pełen dystans do siebie i brak skrępowania przed nagością.

ciąg 1Mimo ambitnych zamiarów dramaturga Michała Buszewicza i reżyserki Eweliny Marciniak, którzy chcieli ukazać w inny sposób tak istotny w naszych realiach problem, spektakl nie wywiera dużego wrażenia. Można odczuć, że jest przekombinowany. Przedstawienie wprawdzie stawia istotne pytania: czy alkohol jest tak niezbędnym towarzyszem życia i czy rzeczywiście można „wybrać” życie menela? Ważne przesłanie ginie jednak pod warstwą absurdalnego dowcipu (który szczyt osiąga w scenie pogrzebu), dużego wpływu konwencji performance’u, „upiornej”, skądinąd dobrej, choreografii Izabeli Chlewińskiej, natłoku wątków i środków wyrazu.  Ważkość tematu miał podkreślić końcowy monolog Kataklizmu – Katarzyny Figury, ale mimo przejmującego wygłoszenia go przez aktorkę, wypada na tle całości nieco blado. Nie pozostawia w głowie ziarna, które skłaniałoby widza do refleksji.

Spektakl warto jednak obejrzeć z kilku powodów. Po pierwsze, ciekawego pomysłu na mówienie o alkoholu bez alkoholu (który pojawia się metaforycznie) bez bezmyślnych żartów. Po drugie, dla ciekawego przedstawienia różnych ciągów – pociągów cielesnych, ciągów zdarzeń czy ciągów reakcji powodowanych różnymi bodźcami. I po trzecie, przede wszystkim, dla aktorstwa. Aktorstwa wysokich lotów.

fot. Tomek Bergmann

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *