02/02/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Ile warte są marzenia? Recenzja filmu „Wielki Marty”

5 min read
Wielki Marty

Fot. Monolith Films

W ubiegłym tygodniu, dzięki uprzejmości Instytutu Kultury Miejskiej w Gdańsku, miałam okazję premierowo obejrzeć najnowszą produkcję Josha Safdiego: Wielki Marty. Film opowiada o 23-letnim Amerykaninie, który pragnie zostać legendą tenisa stołowego. Czy dojdzie to do skutku? I ile będzie go to kosztowało?

Film swoją polską premierę miał 30 stycznia, a światową już jakiś czas temu, bo 6 października zeszłego roku. Z racji tego, zdążył zyskać aż 9 nominacji do Oscarów oraz wygrać Złoty Glob w kategorii Najlepszy aktor w komedii lub musicalu, która powędrowała do Timothéego Chalameta.

Po trupach do celu

I to właśnie Timothée Chalamet gra główną rolę w filmie, czyli tytułowego Marty’ego. Marty Mauser ma 23 lata, jest Amerykaninem i

Wielki Marty
Fot. Monolith Films

tymczasowo pracuje u swojego wuja w sklepie z butami. Próbuje szybko zarobić na wyjazd do Londynu, gdzie miejsce ma British Open, czyli międzynarodowy turniej gry w tenisa stołowego. Bo marzeniem Marty’ego jest zostać mistrzem świata w tej dyscyplinie.

Wyznawcy siły umysłu i manifestacji swojego wymarzonego życia na pewno byliby bardzo dumni z Marty’ego, bo nie dopuszcza on do siebie myśli, że może mu się nie udać. Można by powiedzieć, że przez cały film idzie po trupach. Nie zważa na nikogo, zwracając uwagę jedynie na tych, których można wykorzystać. I mimo jego egoizmu i okropnego stylu bycia, przez cały film i tak mu kibicujemy.

Bo Marty ma w sobie niezwykłą charyzmę. A do tego miły wyraz twarzy, okularki na nosie i trądzik na twarzy (podczas filmu pada określenie „pryszczaty menel”). I pewnie przez tą charyzmę i wygląd inni bohaterowie tak łatwo wpadają w jego sidła. Najpierw przyjaciółka z dzieciństwa, obiekt zainteresowania romantycznego – Rachel Mizler (Odessa A’zion). Film zaczyna się ich zbliżeniem, po którym następuje groteskowa wizualizacja podróży plemników do komórki jajowej, podczas gdy w tle leci Forever Young. Zaczynamy więc z przytupem.

Potem najlepszy przyjaciel Marty’ego – Wally – w którego rolę wcielił się Tyler Okonma, znany powszechnie pod pseudonimem Tyler, the Creator. Na tej znajomości traci jedynie nerwy, pieniądze i swoją taksówkę. Również Kay Stone (Gwyneth Paltrow), która jest byłą aktorką, przygotowującą się do wielkiego powrotu na scenę. Przez Marty’ego i ona traci mniej więcej tyle samo, może poza taksówką.

Dynamicznie i agresywnie

Wielki Marty
Fot. Monolith Films

Postać Marty’ego jest zdecydowanie przyciągająca, ale to nie jedyny plus tej produkcji. Na uwagę zasługują też zdjęcia, a co najważniejsze – tempo filmu. Bracia Safdie – Joshua i Benny – znani są z dynamicznych filmów. Takich, które nie dają widzowi przerwy na oddech. I pomimo, że Wielki Marty jest pierwszym efektem solowej pracy jednego z braci, to również nie pozwala na rozluźnienie. Do jego opisu użyłabym nawet słowa „agresywny”.

Na ekranie co chwile coś się dzieje, a sceny mienią się różnymi kolorami. Decyzje bohaterów – szczególnie Marty’ego – często są nieprzemyślane, a chwilami nawet absurdalne, wprawiając całą salę w śmiech. Ale taki jest ich cel, bo to w końcu komedio-dramat, i może też dlatego patrzymy na bohaterów przychylniejszym okiem.

Cena marzeń

Fabuła całego filmu sprowadza się do pytania – ile można poświęcić dla marzenia? Główny bohater cały czas przesuwa tę granicę, od wykorzystywania ludzi aż do własnego, publicznego upokorzenia.

Wielki Marty
Fot. Monolith Films

Inspiracją do stworzenia filmu była autobiografia amerykańskiego mistrza tenisa stołowego – Martina Reismana. Znany był ze swojego ekstrawaganckiego stylu i umiejętności robienia show. Taktyki, które stosował Martin podczas grania w klubach tenisa, zostały świetnie oddane w filmie. Natomiast Chalamet w jednym z wywiadów dla BBC Radio 1 przyznał, że referencjami do filmu były filmy Bilardzista (Robert Rossen, 1961) oraz Kolor pieniędzy (Martin Scorsese, 1986).

Trzeba jednoznacznie przyznać, że film w pełni zasługuje na wszelkie nagrody i nominacje, które zgarnął. Jest dynamiczny, śmieszny i przede wszystkim angażujący. Niech 150 minut seansu nie będzie dla was przeszkodą! Mogę zaświadczyć, że choć wyjdziecie z sali zmęczeni, uśmiech i tak zagości na waszych twarzach.

Seans w Kinie IKM-u

Wielkiego Marty’ego obejrzycie w lutym w Kinie IKM-u, bez reklam przed seansem, od poniedziałku do niedzieli. Ceny biletów wynoszą 15 zł (ulgowy) oraz 22 zł (normalny).