Arcydzieło kinematografii. Recenzja filmu „Diuna 2”

Fot. Warner Bros

Na ekrany w końcu trafił jeden z najbardziej oczekiwanych filmów 2024 roku – Diuna 2. Pierwsza część Diuny zachwyciła nie tylko krytyków, ale też widzów na całym świecie.  Czy sequel zdołał sprostać wysokim oczekiwaniom?

Diuna Franka Herberta uznawana jest za klasykę science fiction. Opowieść o losach Paula Atrydy od kilkudziesięciu lat podbija serca fanów gatunku. Chociaż książka opowiada historię międzygalaktycznego konfliktu, nie przypomina jednak pełnych przygód Gwiezdnych Wojen czy Star Treka. Diuna to głównie długie dyskusje o polityce i wewnętrzne monologi przywodzące na myśl nowoczesną interpretację Shakespeare’a. Dodatkowo fabuła potrafi czasami być nieco absurdalna, zwłaszcza gdy głównymi postaciami stają się dwulatka z umysłem dorosłego czy dyktator będący pół-człowiekiem, pól-czerwiem. To wszystko sprawiło, że przez długi czas uznawano, że dzieła Franka Herberta po prostu nie można wiernie przenieść na ekrany.

W 1984 roku David Lynch podjął się tego trudnego zadania. Efekt końcowy był z pewnością interesujący, ale nie do końca zadowalający. Niemal 40 lat później na ekrany trafiła kolejna wersja dziejów planety Arrakis. Tym razem niemożliwego podjął się Denis Villeneuve (Sicario, Arrival) – reżyser, o którym mówi się, że nigdy nie nakręcił złego filmu. Na przekór wszystkiemu nowa Diuna zachwyciła nie tylko ekspertów kinematografii, ale też miliony widzów na całym świecie. Film przedstawił, jednak jedynie część powieści Herberta i pozostawił w fanach duży niedosyt. Po upływie dwóch bardzo długich lat Diuna 2 w końcu trafiła do kin. Naprawdę, warto było tyle czekać.

Więcej akcji 

Denis Villeneuve przyznał, iż Diuna była dla niego jedynie przystawką, dopiero kontynuacja historii stanowiła główne danie. Częściowo, jak przyznał, wynikało to z tego, że pierwszy film stronił od akcji. Tak naprawdę za wyjątkiem ataku na ród Atrydów oraz walki Paula z Jamisem, większość scen miała na celu zaznajomienie widzów z rozległym światem i przedstawienie motywacji głównych bohaterów. Diuna 2 ma z kolei bardziej dynamiczną strukturę i trzyma widzów w stałym napięciu. Film trwa prawie trzy godziny, ale tempo rozwoju akcji sprawia, że seans się nie dłuży. 

Po dołączeniu do Fremenów Paul zgłębia ich kulturę, uczy się pustynnych zwyczajów i staje się częścią społeczności. Spełniają się także jego wizje dotyczące związku z Chani. Młody mężczyzna chce przede wszystkim zemścić się na Harkonnenach i Imperatorze za spisek przeciwko jego rodzinie. Lady Jessika i Stilgar pragną zaś, aby zaakceptował rolę wybrańca i stał się Lisanem Al Gaibem. Niezależnie od tego jak bardzo Paul przeciwstawia się zostaniu mesjaszem, siły zewnętrzne sprawiają, że z każdym krokiem zbliża się do wypełnienia krwawej przepowiedni. Próba ucieczki przed nieuniknionym jest głównym motywem filmu. Villeneuve podkreślał, iż zależało mu na tym, aby przedstawić Paula jako tragicznego antybohatera, a nie klasycznego „wybrańca”. 

Timothée Chalamet dał prawdziwy popis swoich aktorskich umiejętności i doskonale pokazał wewnętrzną przemianę Paula. Byłam pod wrażeniem jego gry w pierwszym filmie, ale w Diunie 2 po prostu mnie zachwycił. Byłam ciekawa jak w roli Chani zaprezentuje się Zendaya. Chociaż nie sądzę, że był to najlepszy występ w jej karierze, sceny z jej postacią są jednymi z bardziej emocjonalnych filmie. Prawdę mówiąc, o aktorach można by napisać oddzielny, bardzo długi, artykuł, gdyż cała obsada wypadła albo bardzo dobrze, albo świetnie. Największe wrażenie zrobił nam mnie jednak Austin Butler. Jego Feyd-Rautha to jeden z najbardziej charyzmatycznych, mrożących krew w żyłach filmowych złoczyńców, jakich miałam okazję zobaczyć. Jestem skłonna stwierdzić, że Butler był nawet lepszy niż w Elvisie. Villeneuve kolejny raz potwierdził, iż potrafi wydobyć z aktorów wszystko to, co najlepsze.

Spektakularne widowisko

Fot. Warner Bros

W świecie, w którym większość z nas korzysta z przynajmniej z jednej platformy streamingowej, wyjście do kina często uznawane jest za grę nie wartą świeczki. Po co wydawać pieniądze i wychodzić z domu, jeśli można obejrzeć film na kanapie? Muszę przyznać, że sama coraz częściej łapię się na podobnym myśleniu. Wierzę jednak, że istnieją filmy, na które warto pójść do kina, nie zważając na cenę biletów czy obecność innych ludzi na sali. Produkcje Villeneuve zdecydowanie należą do tej kategorii.

Pierwsza część Diuny zaimponowała mi swoimi artystycznymi ujęciami i interesującym wykorzystaniem dźwięku, zwłaszcza w przypadku Głosu. Diuna 2 po prosu mnie zachwyciła. Zapierające dech w piersiach zdjęcia Villeneuve w połączeniu ze świetną ścieżką dźwiękową Hansa Zimmera stworzyły prawdziwe arcydzieło kinematografii, którego kwintesencję stanowią sceny na planecie Giedi Prime. Czarno-biała rodzima planeta rodu Harkonnenów zostanie ze mną na długo. Zaraz po wyjściu z kina, miałam ochotę kupić bilet na kolejny seans, aby móc zobaczyć ją jeszcze raz. 

Zarówno widzowie jak i krytycy mieli wysokie oczekiwania wobec Diuny 2. Villeneuve nie tylko im sprostał, ale stworzył dzieło uznawane za jeden najlepszych filmów XXI wieku. Reżyser potwierdził, iż rozpoczął pracę nad adaptacją kolejnej książki z serii Herberta – Mesjasza Diuny. Jeżeli film utrzyma poziom poprzednich Diuna będzie bez dwóch zdań najlepszą trylogia sci-fi. Nie mogę się doczekać pełnej wizji Villeneuve i już zaczynam odliczać dni do kolejnej premiery.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

11 − 3 =