Strażnicy pamięci

Małgorzata Klawon, fot. archiwum prywatne

Ćwiczenia na strzelnicy, własnoręczne szycie strojów, prowadzenie warsztatów tanecznych – to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi stoją rekonstruktorzy historyczni. O swoich przeżycia i przemyśleniach na temat tego angażującego hobby mówią otwarcie Małgorzata Klawon z Czaty 49, Krzysztof Zdunkowski i Maria Roda z Pułku Czarnieckiego oraz Adrianna Ciemińska z The Medievals.

Pamięć o powstańcach

Gosia od zawsze interesowała się historią, zwłaszcza okresem II Wojny Światowej. Gdy dowiedziała się w gimnazjum, że nauczyciel od edukacji dla bezpieczeństwa prowadzi grupę rekonstrukcyjną, postanowiła dołączyć do Czaty 49.

Jak do tej pory dziewiętnastolatka z Gdańska bierze udział przede wszystkim w marszach i paradach, ale w niedalekiej przyszłości chciałaby również pojawić się w inscenizacjach Powstania Warszawskiego. Co roku 1 sierpnia Gosia przyjeżdża do Warszawy z samego rana, aby uczcić pamięć o powstańcach. Następnie trzyma wartę przy grobach bohaterów zbrojnego zrywu. Podkreśla, że wielogodzinne zmiany bywają trudne ze względu na sierpniowe upały. Zadania nie ułatwiają też umundurowanie i ciężkie repliki broni.

Finansowaniem rekwizytów i strojów zajmuje się założyciel grupy, Piotr, a pomocą służą czasem sami powstańcy.

– Słyszałam od starszych członków grupy o Panu Januszu, który walczył w powstaniu, a po wojnie wyjechał do Ameryki – mówi Gosia. Mężczyzna był z zawodu lekarzem i wracał co jakiś czas do ojczyzny, aby leczyć swoich rodaków. To właśnie od niego Czata 49 pozyskiwała część funduszy. Pan Janusz chętnie odwiedzał Warszawę, gdy grupa rekonstrukcyjna przyjeżdżała na obchody.

Będąc członkinią grupy Czata 49, Gosia poszerzyła swoją wiedzę na temat powstania. Odbyła kurs na tzw. „strażnika pamięci”, dzięki czemu przeczytała kilka książek i musiała zapoznać się ze strojami i różnymi rodzajami broni. Co więcej, miała również okazję wyjeżdżać na strzelnicę, aby doświadczyć kontaktu z bronią.

Krzysztof Zdunkowski, fot. archiwum prywatne

Wymagająca pasja

Krzysztof kilkanaście lat temu dołączy do grupy rekonstrukcyjnej, w której poznał od podszewki środowisko i ten sposób aktywności. Jednak po czasie zdecydował się odejść z zespołu i stworzył nową formację na swoich zasadach. Podkreśla, że jego Pułk Czarnieckiego dynamicznie się rozwija i zmiany widoczne są z roku na rok. Ważne jest również, że grupa przechodzi obecnie zmiany wizerunkowe.

– Nowa nazwa to Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych Tempora Militum. Łaciński zwrot można przetłumaczyć na „czasy żołnierzy”. Zmiana ta ma odzwierciedlać kierunek, w którym rozwija się grupa, ponieważ zajmujemy się w tym momencie nie tylko odtwarzaniem aspektów wojskowych. Wykorzystujemy wszystko to, co przy okazji w wojskowości się pojawia, czyli na przykład rzemiosło.

Jeszcze przed pandemią, programista z Wejherowa tworzył wraz ze swoim zespołem Wejherowską Rekonstrukcję Historyczną. Przygotowania wiązały się z ogromem pracy i dopilnowaniem wszystkich elementów, by wydarzenie było jedyne w swoim rodzaju.

– W najintensywniejszym czasie przed wielkim dniem sypiałem po 3-4 godziny na dobę. W takich okolicznościach udział w rekonstrukcji trzech bitew był bardzo wymagający, ale jednocześnie satysfakcjonujący.

Pytam go o znane grupy rekonstrukcyjne, jednak mój rozmówca nie chce wypunktować nawet kilku z nich. Krzysztof jest zdania, że staż w tej pasji nie zawsze idzie w parze z jakością przedstawianych rekonstrukcji i nawet nowe grupy mogą więcej sobą reprezentować niż te dobrze znane.

Tempora Militum (wówczas Pułk Czarnieckiego), fot. Leszek Kurant

Pułk stawia na samodzielne wykonanie ubioru. Podstawowe elementy jak: spodnie, koszula, żupan, czapa, buty, kaletka i torba ładunkowa to koszt od 1 do 1,4 tysiąca złotych. Porównując te koszty z kosztami wykonania ubrań u profesjonalnego rzemieślnika, trudno by było zmieścić się nawet w 5 tysiącach złotych. Ceny replik broni są bardzo zróżnicowane – szabla może kosztować tysiąc albo nawet 100 tysięcy złotych, jeśli ktoś zażyczyłby sobie złote zdobienia.

Założyciel grupy dzięki swojej działalności nabył liczne zdolności, które są mu niezbędne do dalszego rozwijania pasji. Nie sprawia mu trudności obsługa broni palnej, kaletnictwo, kowalstwo czy też obróbka drewna.

– Moim marzeniem jest pozbycie się ze środowiska tzw. mroku, czyli rzeczy, które nie pasują do epoki. Wszelkie grupy przywiązują uwagę do rekwizytów i strojów w mniejszym bądź większym stopniu. Istnieją nawet takie grupy, które mają za nic autentyczność i wychodzą do rekonstrukcji z plastikowymi butelkami – podsumowuje Krzysztof.

Maria Roda, fot. archiwum prywatne

Od teatru do rekonstrukcji

Maria ma dwadzieścia jeden lat. W czasach gimnazjalnych należała do zespołu teatralnego JBT, który miał wystawić przedstawienie na Wejherowskiej Rekonstrukcji Historycznej. W czasie prób do występu została zaproszona na trening szermierki organizowany przez grupę rekonstrukcyjną Pułk Czarnieckiego. Od 2018 roku jeździ regularnie na kolejne wydarzenia.

– Doceniam bycie częścią Pułku Czarnieckiego, ponieważ w ten sposób mogę podróżować po Polsce i nie tylko. W ramach niektórych wydarzeń rekonstrukcyjnych istnieje możliwość otrzymania zwrotu za koszty dojazdu, co jest dodatkowym atutem.

Maria pod względem strojów jest samowystarczalna. Nauczyła się nawet szyć w skórze, czego wynikiem są kaletka, łapcie i klapki skórzane na drewnianej podeszwie wzorowane na muzealnym znalezisku. Nie jest jej obce kłucie rozgrzanego metalu oraz obróbka drewna. Maria zaznacza, że dzięki grupie nabrała pewności siebie i śmielej podchodzi do zadań życia codziennego. Najważniejsze jest dla niej poczucie, że ma szansę być częścią czegoś wyjątkowego.

Maria Roda, fot. Miro Sabo Photography

– Jednym z najbardziej angażujących wydarzeń była bitwa w Zamościu. Rekonstrukcja wymagała odpowiedniej kondycji, która pozwoliłaby uczestnikom na biegi po pagórkowatym terenie. Męcząca była również bitwa w Wejherowie ze względu na ciągłą obsługę organek, czyli pięciolufowej broni czarnoprochowej – wspomina Maria.

Największym marzeniem Marii jest zbudowanie wraz z grupą czajki, czyli kozackiej łodzi bojowej. Chciałaby także nauczyć się jeździć konno, aby i w taki sposób móc brać udział w bitwach.

Muzyka i taniec rodem ze średniowiecza

Jak czytam na oficjalnym profilu grupy The Medievals na Instagramie, jest to zespół wykonujący muzykę świecką i dworską. Po obejrzeniu ich klipu do piosenki Douce Dame Joile, który został opublikowany trzy miesiące temu na platformie YouTube, postanowiłam skontaktować się z twórcami. Na pytania zgodziła się odpowiedzieć sama inicjatorka projektu.

–  Moja muzyczna przygodna zaczęła się, gdy miałam 7 lat i rodzice postanowili zapisać mnie do szkoły muzycznej. Obecnie mam 24 lata, jestem profesjonalnym muzykiem klasycznym i pracuję jako wiolonczelistka w filharmonii – zaczyna Adrianna.

Od kiedy założycielka zespołu zebrała swoich przyjaciół i zaczęli tworzyć zgrany (dosłownie i w przenośni) zespół, The Medievals występują na różnych wydarzeniach historycznych i festiwalach między majem a październikiem. Ich próby odbywają się zazwyczaj dwa razy w miesiącu lub częściej.

Adrianna Ciemińska, fot. archiwum prywatne

Członkowie grupy, jak można zauważyć na nagraniach, przykładają dużą uwagę do strojów i instrumentów z epoki. Oba elementy są finansowane z prywatnych funduszy muzyków. Jedna osoba z zespołu zna się na szyciu. Objaśnia reszcie, jak stworzyć średniowieczne ubrania oraz pomaga w szyciu ręcznym i na maszynie. Założycielka zaznajomiła się ze wszelkimi dostępnym materiałami dotyczącymi ówczesnych instrumentów oraz skontaktowała się z lutnikami, którzy zbudowali viellę altową i tenorową oraz giternę. Dodatkowo, rzemieślnicy stworzyli flety i szałamaję. The Medievals dysponują też lirą korbową oraz bębnem obręczowym. Całkowity koszt instrumentarium wynosi około 20 tysięcy złotych.

Zespół przykłada dużą wagę do tańca historycznego, który był w muzyce średniowiecza i renesansu nieodłącznym elementem zabawy. Za pomocą ruchu muzycy chcą nawiązać z publicznością bliższą relację. Choć, jak się okazuje, nie zawsze jest to łatwe. Adrianna wspomina organizowane przez The Medievals warsztaty tańca historycznego. Publiczność była onieśmielona do tego stopnia, że ona wraz z koleżanką musiały zatańczyć same.

– Dzięki działalności w zespole nauczyłam się cierpliwości, marketingu oraz poszerzyłam swoją wiedzę na temat muzyki dawnej – wylicza Adrianna. – Jest to dla mnie pasjonujące zajęcie, którym wypełniam czas wolny. Pozwala mi się zresetować i nabrać dystansu do spraw życia codziennego.

Inicjatorka projektu marzy, aby jej grupa z czasem stała się rozpoznawalna w kraju i zagranicą. Chciałaby koncertować na największych wydarzeniach rekonstrukcyjnych w Europie.

Im dłużej zgłębiam temat rekonstrukcji, tym więcej mam podziwu dla moich bohaterów. Dzięki angażującej i wymagającej pasji mogą poszerzać swoje horyzonty oraz, co w moim odczuciu najważniejsze, dawać przykład swoją postawą. Pielęgnowanie pamięci o czasach minionych współcześnie nie jest uznawane za priorytet. Każdy z nas gdzieś gna, jako społeczeństwo jesteśmy nastawieni na ciągły rozwój i spoglądanie w przyszłość. Zapominamy o historii, która powinna skłaniać nas do refleksji i wyciągania wniosków z błędów popełnionych przez starsze pokolenia. Całe szczęście, jeszcze nie wszystko stracone, a swój wielki wkład w kultywowanie pamięci mają właśnie rekonstruktorzy historyczni.

Tekst autorstwa Julii Szymikowskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *