Diabelski Pamiętnik #7: Adiós Jadon!

Jadon Sancho

Fot. https://www.instagram.com/p/C198wRqKZMo/ – autor: instagram.com/bvb09

Tegoroczne zimowe okienko transferowe przejdzie do historii. Wreszcie, po kilku miesiącach niepewności, Jadon Sancho został wypchnięty z Manchesteru United. Co więcej, to nie koniec wątpliwej jakości sukcesów w wykonaniu Czerwonych Diabłów. Dzielnym kopaczom udało się także przejść zawsze groźne Wigan w 1/32 finału Pucharu Anglii. Pora na Diabelski Pamiętnik przesiąknięty smakiem szampana i zapachem cygara! 

Ostrzeżenie: Niniejsza rubryka jest przeznaczona dla osób o mocnych nerwach. Jeżeli nie chcesz doświadczać stanu totalnej beznadziei, zawodu i irytacji, unikaj tego i reszty artykułów z tej serii. Ich czytanie grozi nabyciem silnych tendencji masochistycznych.

Pozytywne wspomnienia

Witaj ponownie Drogi Pamiętniczku! Dzisiaj opowiem Ci o niezwykle sentymentalnej podróży na DW Stadium, którą odbyłem wraz z moim ukochanym United w środku tygodnia. Co prawda przed ekranem telewizora, ale zawsze coś. Spotkanie z Wigan obudziło w mojej sentymentalnej duszyczce prawdziwą nostalgię. Rywal był z niższej półki, ale otoczka Pucharu Anglii i dobrych wspomnień z lepszych czasów zrobiły swoje. Z przyjemnością zasiadłem więc do oglądania tego niezwykle prestiżowego starcia.

Na początku zaznaczę, że mecze z Athletic od zawsze kojarzyły mi się szczególnie dobrze. Uświadomiłem też sobie, że losy tego sympatycznego klubu wiążą się w jakiś sposób z historią United. W końcu do momentu, kiedy Wigan pozostawało w angielskiej elicie, Manchester kojarzył się na świecie z kolorem czerwonym. Kiedy spadli z Premier League, wszystko się zmieniło. Dość powiedzieć, że od tamtego momentu Czerwone Diabły nie powąchały nawet tytułu mistrzowskiego. Przypadek? Nie sądzę.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że to właśnie Wigan podarowało Old Trafford prawdziwą legendę – Antonio Valencię. Ekwadorczyk prawdopodobnie nigdy nie osiągnąłby fenomenalnej formy sportowej, gdyby nie pobyt w tym klubie. Na DW Stadium swoje pierwsze kroki stawiał też Tom Cleverley, będąc na wypożyczeniu. Widać zatem, że ta z pozoru skromna drużyna odcisnęła całkiem spore piętno na historii angielskiego giganta. Po rozważeniu tych wszystkich faktów, na mojej twarzy pojawił się uśmiech szerszy niż Zatoka Gdańska.

Napastnicy? Nie znaleziono

Zapewne pomyślisz teraz, drogi Pamiętniczku, że skoro rywalem było sympatyczne Wigan, to może napastnicy Diabłów w końcu się przełamali. Nic bardziej mylnego! Mimo tego, że Erik Ten Hag wystawił pierwszy garnitur, niemoc ofensywna pozostała i z każdym kolejnym strzałem tylko rosła. Marcus Rashford, Rasmus Hojlund i Alejandro Garnacho we wszystkich rozgrywkach poza Ligą Mistrzów zanotowali w tym sezonie oszałamiające 8 goli i 4 asysty. Ten mecz tego nie zmienił.

Co z tego, że Manchester wypracował sobie 4,12 xG, skoro spotkanie zakończyło się marnym 2:0. Ze wszystkich 33 strzałów oddanych przez graczy United, zaledwie 2 znalazły drogę do siatki zespołu z League One. W dodatku jedna z bramek padła po rzucie karnym Bruno Fernandesa. To już nie te czasy, gdzie widząc w terminarzu Wigan można było się zastanawiać, czy wynik będzie brzmiał 4:0, czy 5:0. Moja ukochana drużyna przypomina grą w ofensywie naradę entów z książkowego Władcy Pierścieni.

Najbardziej rozczarowuje mnie nasz nowy duński napastnik. Rozumiem, że nie dostaje za dużo piłek, ale kiedy futbolówka dosłownie w niego trafia, mógłby pokusić się o wtoczenie jej do bramki. Proces aklimatyzacji Hojlunda przebiega wyjątkowo boleśnie, a koledzy mu tego nie ułatwiają. Jak podaje Opta, Rasmus jest w Premier League dziewiątką, która otrzymuje najmniej podań od swoich partnerów na boisku. Trudno sądzić, że wynika to tylko i wyłącznie z tego, że ma problemy z wypracowaniem sobie pozycji. Bruno uwielbia rozgrywać na skrzydła, a Scott McTominay, cóż… jest Scottem McTominayem.

Mainoo niczym Ziemia Obiecana

Co innego muszę Ci powiedzieć o Kobem Mainoo, drogi Pamiętniczku. Ten chłopak naprawdę ma ogromny talent i rośnie w oczach. Już teraz jest piłkarsko lepszy od szkockiego kolegi, a i fizycznie nie odstaje. Kibice na Old Trafford czekali na takiego defensywnego pomocnika z równą niecierpliwością, co Izraelici na wejście do Ziemi Obiecanej. Casemiro był tylko opcją tymczasową, ale pod jego skrzydłami rozwinął się talent, który już teraz zaczyna niebezpiecznie przypominać N’Golo Kante. I to tego z najlepszych sezonów.

Młodzianin fenomenalnie czuje grę. Wie, jak się ustawić i gdzie posłać kolejne podanie. Warto przy tym podkreślić, że nie boi się ryzyka, a piłka nie stanowi dla niego balastu. Manchester United nie miał kogoś takiego w zasadzie od czasu Michaela Carricka. W erze, gdzie każda topowa drużyna musi posiadać przynajmniej jednego kompetentnego ŚPD, Kobe jawi się jako prawdziwa nadzieja na lepsze jutro dla Czerwonych Diabłów. Szkoda tylko, że w obecnej sytuacji kadrowej trudno będzie znaleźć mu odpowiednie wsparcie.

Christian Eriksen i Casemiro najlepsze lata mają za sobą. McTominay i Sofyan Amrabat raczej nie nadają się na poziom ekipy walczącej o trofea w Anglii. Cała czwórka zapewne pożegna się z Old Trafford prędzej niż później. Sir Jim Ratcliffe i jego współpracownicy będą musieli sporo natrudzić się przy budowaniu nowego środka pola. Nie liczę na to, że Mason Mount ułatwi im to zadanie, bo wychowanek Chelsea od dawna nie prezentuje wysokiego poziomu. Na razie jednak nowi współwłaściciele wzięli się za pierwsze czystki…

Rozkaz 66

Ratcliffe się nie cacka i już teraz wywiera wpływ na kształt kadry United. Powiem Ci, kochany Pamiętniczku, że zaczynam podziwiać tego człowieka. Nie tylko nie przedłuży kontraktu Anthony’emu Martialowi (Francuz zalega na Old Trafford już ponad 8 lat!), ale także już teraz wyświadczył ogromną przysługę Erikowi Ten Hagowi. Kiedy Fabrizio Romano podał informację, że Jadon Sancho wylądował na wypożyczeniu w Borussii Dortmund, okrzyki euforii holenderskiego trenera było słychać nawet w centrum Londynu.

Nie mam żadnych wątpliwości, że niesforny skrzydłowy rozegrał już swój ostatni mecz z diabełkiem na piersi. Wchodząc w otwarty konflikt ze szkoleniowcem, wiedział na co się pisze. Niewielka to strata, bowiem Sancho, wychowanek City, nie był mocnym elementem drużyny. W ciągu swojej przygody w czerwonej części Manchesteru zanotował zaledwie 9 bramek i 6 asyst. To naprawdę mały wkład, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę ogromne pieniądze, jakie za niego zapłacono. Borussia Dortmund okradła nasz klub na 85 milionów Euro!

Sancho i Martial to zaledwie dwie z ofiar rozkazu 66 wydanego przez Ratcliffe’a. Warto wspomnieć także o pożegnaniu z Sergio Reguilonem, któremu skrócono okres wypożyczenia z Tottenhamu. Hiszpan starał się, gdy był na boisku, ale nie ma co ukrywać, że był zapchajdziurą. Sprowadzono go tylko i wyłącznie ze względu na kontuzje Shawa i Malacii. Kolejnych nazwisk na wylocie z Old Trafford będzie zapewne przybywać z każdym dniem. Sprzątanie w Manchesterze trwa, ale taka jest cena powrotu na szczyt.

Potrzeba mądrych ruchów

Chociaż finalizowanie transakcji przejęcia 25% udziałów przez INEOS wciąż trwa, sir Jim Ratcliffe chce jak najszybciej przejść do rzeczy. Dowodem na to jest nie tylko czyszczenie szatni, ale też inne ruchy. W ostatnim czasie biznesmen spotkał się z pierwszymi drużynami mężczyzn i kobiet. Taki krok ma na celu pokazanie obserwatorom, że nowy współwłaściciel chce być blisko klubu, ale jest też sygnałem ostrzegawczym. W ten sposób miliarder daje do zrozumienia, że od teraz nic nie umknie jego uwadze, a każdy, kto nie dostosuje się do nowych standardów, może pakować manatki.

Plusem całej zmiany na szczycie jest także odświeżenie kadr odpowiedzialnych za wyniki sportowe. Nowym prezesem United został Jean-Claude Blanc. Nie mam żadnych wątpliwości, że to bardzo dobry wybór. Francuz pomógł dźwignąć Juventus z kolan po aferze Calciopoli, a także był odpowiedzialny za uczynienie z PSG globalnej marki. Na Old Trafford potrzeba mądrych ruchów, a takie postacie jak Blanc są ich gwarancją. Będzie to szczególnie ważne w kontekście ograniczenia roli Glazerów.

Główni udziałowcy zgodzili się zresztą na 3 letni zakaz wyprowadzania dywident z przychodów Czerwonych Diabłów. Do tej pory Amerykanie uszczknęli z klubowej kasy ponad miliard funtów, czyniąc sobie z United maszynkę do zarabiania pieniędzy. Decyzja o tymczasowym wstrzymaniu tego procederu broni się zatem sama. Plan na następne lata w Manchesterze jest bardzo prosty: rozwinąć globalną markę i wrócić do wygrywania trofeów. Pierwsze ruchy Ratcliffe’a i jego współpracowników ustawiają bolid z diabełkiem na właściwym torze. Teraz muszą zadbać, by na nim pozostał. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *