Czy należy martwić się o kaszubskie dziedzictwo?

Fot. Dominik Paszliński / www.gdansk.pl

Napływ zachodnich zwyczajów, zmieniające się z każdym kolejnym pokoleniem podejście do wagi środowiska lokalnego lub brak zaangażowania w sprawy regionalne. To typowe problemy, z jakimi zmagają się mniejszości. Kaszubi sprawiają jednak wrażenie niezłomnych. Fundamentalną rolę dla podtrzymania ich dorobku kulturalnego pełni język i pamięć o własnych tradycjach oraz obyczajach.

Kaszubom zależy na własnej kulturze, ale nie oznacza to, że nie mierzą się z problemami. O kulturze kaszubskiej, a także o napotykanych trudnościach w jej propagowaniu, mówią dr Justyna Pomierska i dr hab. Danuta Stanulewicz, działaczki na rzecz Kaszub.

Mikołaj Grabowski: Załóżmy, że chciałbym „zostać Kaszubem”, a nie mieszkam na Kaszubach. Czy jest to możliwe?

dr Justyna Pomierska (JP): Województwo pomorskie bejmuje główne tereny Kaszub. Nie znaczy to jednak, że ta kultura nie jest szerzej rozpowszechniona. W oddalonym od Gdańska Słupsku uczą języka kaszubskiego, w Miastku odbyło się ostatnio dyktando kaszubskie, a to zachodnie granice województwa. Jubileuszowe dyktando odbyło się w Szczecinie. Można być Kaszubą z wyboru. Swoistym kluczem tożsamościowym jest znajomość języka.

To właśnie język sprawia, że Kaszubi mogą czuć się Kaszubami?

JP: Rozwój języka kaszubskiego literackiego trwa od około 180 lat. Zapoczątkował go kaszubski działacz społeczny doktor Florian Ceynowa. Język był dla niego orężem walki z germanizacją. I z czasem to właśnie język dla Kaszubów stał się najsilniejszym wyznacznikiem tożsamości. Dzięki niemu różnimy się od Polaków, czy innych Słowian.

Język kaszubski jest gdzieś obowiązkowym przedmiotem szkolnym?

dr hab. Danuta Stanulewicz (DS): Nie, ale staje się obowiązkowy po deklaracji wyboru. Rodzice wyrażają zgodę na piśmie. W tym roku łącznie ponad 22 tysiące dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych i ponadpodstawowych uczy się kaszubskiego. Na lekcje uczęszczają dzieci i młodzież zarówno z rodzin kaszubskich, ale również bez kaszubskich korzeni.

JP: Dodam, że dość często rodzice rezygnują z tych zajęć, kiedy dzieci zakończą edukację wczesnoszkolną. Dodatkowe lekcje nie przeszkadzają, gdy dzieci mają zajęcia z jedną panią, naprzemiennie z innymi zajęciami. Od czwartej klasy, gdy trzeba ten przedmiot wpisać w plan lekcji, staje się problemem: czy przed lekcjami, czy po lekcjach – zawsze „za karę”. Nawet nie chodzi o pieniądze, bo na nauczanie kaszubskiego jest subwencja oświatowa. Dużo szkół zabiega o język kaszubski w szkole ze względu na tę subwencję, co widać przede wszystkim po szkołach niepublicznych. W kilku niepublicznych liceach w Gdańsku jest kaszubski, a nie ma go w moim Wejherowie w szkołach publicznych. Jest jednak też wiele szkół, gdzie nauka języka kaszubskiego to norma, bo uczy się go już drugie pokolenie.

Młodzi interesują się kulturą kaszubską?

DS:  Przeprowadziłyśmy – z panią Wandą Lew-Kiedrowską – badania w Kościerzynie wśród młodych osób, które uczyły się języka kaszubskiego. Odpowiedzi były różne – niektórzy twierdzili, że gdyby nie kaszubski, to nie wiedzieliby, że mieszkają w takim wspaniałym regionie pod względem kulturowym. Natomiast w Wejherowie, gdzie badania prowadzę z dr Olgą Aleksandrowską i dr Joanną Redzimską, ankietowani uczniowie odpowiadali, że to świetna inicjatywa, ale „ja się nie zapiszę, bo uczę się do matury i nie jest mi to potrzebne”. Są to dość ambiwalentne wypowiedzi. Niektórzy twierdzili, że w ogóle nie warto uczyć się kaszubskiego, bo to język wymierający, język wsi. Inni byli zdania, że warto – że to duża wartość sama w sobie, kultywowanie tradycji, że powinniśmy dbać o regionalny język i kulturę jako mieszkańcy Kaszub (od redaktora: chodzi o osoby znające język kaszubski, około 75% respondentów przebadanych z tej grupy).

dr hab. Danuta Stanulewicz – Fot. archiwalna strona Liceum nr 1 w Wejherowie

Język nauczany w szkołach różni się od mowy praktykowanej przez starsze pokolenia? Kaszubszczyzna ewoluuje – przyswaja neologizmy?

DS: Powiem więcej, każda wieś mówi swoją odmianą. W szkołach uczy się języka standardowego. Dziadkowie czasami twierdzą: „to nie jest nasz kaszubski”. Występują różnice w słownictwie, w morfologii, w wymowie. Rybak z Helu może nie zrozumieć mieszkańca południowych Kaszub.

Odpowiadając na drugie pytanie, kaszubszczyzna – jak każdy inny język – zmienia się. Rada Języka Kaszubskiego opracowuje różne działy słownictwa, zwłaszcza na potrzeby szkolne. Niektóre słowa tłumaczy się dosłownie, czyli używa się kalk językowych. Warto też zwrócić uwagę, że słownictwo na przykład komputerowe czy internetowe jest w dużej mierze międzynarodowe. To są internacjonalizmy, które przyjęły się w wielu językach, także w kaszubskim.

Ludzie wciąż kultywują pewne tradycyjne obrzędy, czy odchodzą one w zapomnienie?

JP: Wydaje się, że wraz z postępującą globalizacją, odżywają lokalne zwyczaje. Chyba wciąż inaczej obchodzimy Wielkanoc. U nas zając przychodzi w poniedziałek, a w innych regionach zwyczajowo w niedzielę. Na Kaszubach nie lejemy wody, chłopcy smagają dziewczyny witkami wierzbowymi bądź jałowcem po łydkach. To jest nasz dyngus.

DS: Wydaje mi się, że nasze tradycje nie wymierają. Zwyczaje bożonarodzeniowe też mamy inne. Wesele kaszubskie organizuje się w inny sposób (od redaktora: wesela z przepychem i wieloma gośćmi, poprzedzane błogosławieństwem pary przez rodziców panny młodej, z obowiązkowymi poprawinami, orkiestrą, zwyczajem tłuczenia szkła, zrękowinami czy tradycyjnymi ubiorami). Bardzo silny jest ruch zespołów amatorskich. Zarówno w szkołach, jak i poza nimi. To są liczne chóry, zespoły pieśni i tańca dla dzieci i dla dorosłych.

JP: Jest coś takiego jak Lista Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Na tę listę został wpisany zwyczaj grup kolędników chodzenia z gwiazdką, u nas nazywamy ich Gwiżdżami. Wpisano tam też Żukowską Szkołę Haftu. Nie tylko na Kaszubach, ludzie mają potrzebę identyfikacji regionalnej. Dochodzi do rewitalizacji zwyczajów. Przykładowo w noc świętojańską w wielu miejscach na Kaszubach odbywa się zrewitalizowany obrzęd ścinania kani, na taką skalę, jak nigdy wcześniej.

Zgodzą się Panie, że istotna jest w tej kwestii działalność stowarzyszeń i instytucji działających na rzecz Kaszub?

DS: Myślę, że tak. Właśnie wróciłam z wieczoru kolęd kaszubskich w Gdyni. Wydarzenie organizowało Kaszubskie Forum Kultury oraz gdyński oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a przygotowali je studenci drugiego roku etnofilologii kaszubskiej. Trochę ludzi było, wszyscy śpiewali. Co chwilę coś się dzieje – spotkania z pisarzami, inicjatywy dla dzieci, a chętni zawsze się znajdą.

JP: To nie tylko działalność stowarzyszeń. Wpływ mają też koła gospodyń wiejskich (DS: i miejskich). Ogólnie formuła istnienia organizacji pozarządowych sprzyja lokalnej inicjatywie. Mają one szansę pozyskać fundusze na własne projekty, organizują warsztaty, kursy, festyny i inne akcje dla lokalnej społeczności.

Czy te zwyczaje również ewoluują w taki sposób jak język? Widziałem chociażby w Internecie chłopaka, który rapuje po kaszubsku – nazywa się Dawid Zły, ma swój własny kanał na YouTube.

JP: To nie jest ewolucja zwyczajów. Kaszubi śpiewają nie tylko w zespołach ludowych. Można znaleźć kaszubską poezję śpiewaną albo muzykę popową.

DS: Nadal jest dużo tradycyjnej muzyki, ale już to, co śpiewa Damroka Kwidzyńska, a także wielu innych wykonawców, m.in. Weronika Ceynowa, Weronika Korthals, Martyna Szczepaniak, Natalia Szroeder, Tomasz Fopke, Paweł Ruszkowski, Dawid Zły, zespoły The Damrockers czy Fucus – to pop, rock, punk-rock, rap, jazz, szanty czy właśnie poezja śpiewana. Tworzona jest także muzyka poważna – tu trzeba wspomnieć o kaszubskiej operze pt. Rebeka z librettem Tomasza Fopke czy też o dwupłytowym albumie Kaszuby w pieśni artystycznej w wykonaniu Aleksandry Kucharskiej-Szefler i Wojciecha Winnickiego.

Można być spokojnym o przyszłość kultury kaszubskiej?

JP: Tak jak zwykle powtarzamy – dziesiątki lat temu mówiło się „Kaszubi giną”, a jednak tak nie jest. Kulturę wspiera język, który jest jej częścią. Działania kulturalne wiążą się z koniecznością użycia języka. O ile przekaz międzypokoleniowy mowy został przerwany, bo w pewnym momencie łatwiej było porozumiewać się w domu po polsku niż po kaszubsku, to nauczanie kaszubskiego w szkołach ma ten język do domów przywrócić. I to się dzieje, tylko że to jest długotrwały proces.

Inicjatywy kulturowe sprawiają, że ludzie mają okazję osłuchać się z kaszubszczyzną. Podczas różnych wydarzeń mówi się tylko po kaszubsku. Tak się złożyło, że w środy na uczelni wykładowcy i studenci etnofilologii kaszubskiej rozmawiają ze sobą tylko po kaszubsku, także pomiędzy zajęciami. Oni są z tego zadowoleni.

Jadąc 30 lat temu SKM-ką na trasie Gdańsk-Wejherowo, niemożliwe było nie usłyszeć kaszubskiego. Dzisiaj tego nie doświadczysz. To wynika z tego, że dawniej niektórzy znali tylko kaszubski, potem zwiększył się proces socjalizacji w polszczyźnie. Po kaszubsku częściej mówili ludzie mniej wykształceni, kaszubszczyzna była mową wsi i dlatego niektórzy wstydzą się jej używać. Dzisiaj to elity kaszubskie wprowadzają ten język do przestrzeni publicznej, a nawet do domostw. Świadomie mówią w domu z dziećmi po kaszubsku. A dzieci uczące się kaszubskiego wyjeżdżają na wycieczki, gdzie mówi się po kaszubsku, biorą udział w przeróżnych konkursach, więc aranżuje się sytuacje, aby miały styczność z językiem. W nagrodę otrzymują książkę po kaszubsku. Siłą rzeczy, nawet jeśli jej tak zaraz nie przeczytają, to trafia ona do ich domu, nierzadko zainteresuje rodziców czy dziadków. Świadomość językowa odrębności kaszubszczyzny utrwala się.

***

dr Justyna Pomierska – językoznawczyni, przewodnicząca Rady programowej kierunku etnofilologia kaszubska, kierownik studiów podyplomowych Nauczanie języka kaszubskiego, członkini Instytutu Kaszubskiego

dr hab. Danuta Stanulewicz – językoznawczyni, członkini Rady Języka Kaszubskiego i Instytutu Kaszubskiego, redaktor naczelna pisma „Beyond Philology”, redaktor tematyczna w „Biuletynie Rady Języka Kaszubskiego”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *