Masakra na Uniwersytecie Godolkina. Recenzja 8. odcinka „Gen V”

8. odcinek Gen V - Homelander

8. odcinek Gen V – Homelander, źródło: materiały prasowe

Finał pierwszego sezonu Gen V za nami. Ósmy odcinek był pełen krwi, wnętrzności i eksplodujących części ciała. Uniwersytet Godolkina odwiedzilili również Homelander i Billy Butcher. Działo się dużo, być może za dużo. 

Finał pierwszego sezonu Gen V rozpoczął się bezpośrednio po śmierci Dziekan Shetty – wydarzeniu, które podzieliło główne postacie.  Zapowiedź konfliktu ideologicznego między superuczniami w poprzednim odcinku, sprawiła, iż nie mogłam się doczekać jego krwawej eskalacji. Niestety, ostateczne starcie uczniów Godolkina zawiodło mnie. Odniosłam wrażenie, iż twórcy zapomnieli, iż odcinek trwa jedynie 50 minut. Aby zmieścić całą fabułę w tak krótkim czasie, wiele wątków zostało zrealizowanych po łebkach. Dylematy moralne głównych bohaterów, które miały być motywem przewodnim odcinka, uległy spłyceniu. Związki między postaciami nagle przestały mieć większe znaczenie dla fabuły. Uniwersum The Boys to nie tylko krew i groteskowa przemoc, ale przede wszystkim solidnie napisane historie. W finale Gen V brakowało tego drugiego. 

Nieliczne pozytywy

W ósmym odcinku Gen V wyróżniającą się postacią był Sam. Mimo zradykalizowania, któremu uległ w poprzednim odcinku, chłopak nie był przekonany, czy mordowanie wszystkich stojących na jego drodze ludzi jest właściwą drogą. Fizyczną manifestacją jego wewnętrznego konfliktu były halucynacje z udziałem jego nieżyjącego brata, Golden Boya. Zmiana nastawienia Sama wpłynęła również na jego związek z Emmą. To jedyna relacja, w której scenarzyści zadbali o to, aby między zakochanymi doszło do pełnej emocji konfrontacji.

Najlepszym momentem odcinka było bez dwóch zdań zjawienie się na Uniwersytecie Godolkina Homelandera. Lider Siódemki, znany z tego, że jest raczej leniwy, na miejsce przybył już po zakończeniu walk. Wylądowawszy na trawniku pełnym ciał superuczniów, Homelander przywitał Marie oskarżeniem o to, że tylko zwierzę morduje swój własny gatunek. Było to nie tylko nawiązanie do jego poglądów stawiających superbohaterów ponad ludźmi, ale również echo nazistowskich poglądów Stormfront z drugiego sezonu. Wcielający się w postać narcystycznego bohatera Anthony Starr samą swoją obecnością wzbudza respekt i niepokój. W trzech wypowiedzianych przez niego kwestiach było więcej charyzmy i charakteru niż w całym sezonie Gen V

Co dalej?

Vought po raz kolejny udowodnił, że doskonale wie, jak przekłuć porażki w medialne zwycięstwa. Firma ogłosiła, iż grupa niestabilnych emocjonalnie nastolatków dokonała masakry na uniwersytecie, a wszystko skończyłoby się dużo gorzej, gdyby nie nowi Strażnicy Godolkina: Cate i Sam. Marie i spółka za swój bunt zapłacili zaś zamknięciem w tajemniczym, przypominającym szpital pomieszczeniu. Po ośmiu odcinkach wydaje się, iż niewiele się zmieniło Marie nie dołączyła do Siódemki, uniwersytet nadal stoi, a Vought ma się świetnie.

Tak naprawdę, jedynym znaczącym wątkiem spinoffu jest ten dotyczący zabójczego dla superbohaterów wirusa. Obecnie to Victoria Neumann jest w jego posiadaniu. Dodatkowo, w scenie po napisach (zapewne inspirowanej Marvelem) Billy Butcher, przywódca Chłopaków, odwiedził placówkę, w której ów wirus powstał. Czy cokolwiek oprócz potencjalnej epidemii będzie się liczyło w uniwersum The Boys? Ciężko powiedzieć. Równie ciężko jest mi odpowiedzieć na pytanie, czy chciałabym, aby tak było. Wiązałam duże nadzieje z Gen V. Niestety, finałowy odcinek idealnie podsumował moje zdanie na temat spinoffu. Liczyłam na więcej, dużo więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewięć − siedem =