„Dziewczyna, która skoczyła do morza”, czyli książka, którą chce się przytulić

fot. wydawnictwoniezwykle.pl

19 kwietnia odbyła się polska premiera książki Axie Oh, zatytułowanej „Dziewczyna, która skoczyła do morza”. Estetyczna oprawa sprawia, że ciężko pominąć ją na sklepowych półkach. Jednak czy za piękną okładką kryje się równie piękna treść?

Axie Oh to koreańsko-amerykańska absolwentka studiów nad historią koreańską i kreatywnym pisaniem. Jako autorka książek znana jest z pisania powieści młodzieżowych, zachowanych w azjatyckim klimacie. „Dziewczyna, która skoczyła do morza” nie stanowi w tej kwestii wyjątku. Chociaż nie jest debiutancką pracą Axie Oh, jako pierwsza doczekała się polskiej wersji językowej. Bez trudu wspięła się po listach bestsellerów m.in. według czasopisma The New York Times.

Czym wyróżniła się na tle pozostałych prac autorki? „Dziewczyna, która skoczyła do morza” to zaproszenie do baśniowej krainy, inspirowanej mitologią koreańską. Już od pierwszej strony czytelnik chwytany jest za kark i bez większego wstępu wrzucany w wir wydarzeń. Historię poznaje z perspektywy szesnastoletniej Miny – głównej bohaterki. W jej nadmorskim miasteczku istnieje tradycja, by raz w roku, gdy nadchodzą sztormy, Bogu Morza ofiarować wybrankę. Zawsze są to osiemnastoletnie piękności, wyróżniające się nietuzinkową wiedzą, talentem czy osiągnięciami. Mina nie spełnia żadnej z tych cech, a i tak zostaje pochłonięta przez fale.

Na tylnej okładce czytamy, iż historia inspirowana była filmem „Spirited Away: W krainie bogów”. Jest to animacja, która zachwyca magicznie niepokojącym i nietuzinkowym zobrazowaniem świata, zamieszkanego przez duchy. To właśnie w tej kwestii dostrzegam najwięcej podobieństw pomiędzy kultową ekranizacją studia Ghibli a dziełem Axie Oh. Kraina duchów, do której trafia główna bohaterka, nie tylko przepełniona jest symboliką i postaciami z mitologii koreańskiej, ale i zachwyca fantastycznym klimatem, znanym ze „Spirited Away”. Szczególnie pierwsze momenty, gdy Mina błąka się po obcym i wymarłym mieście, przypominają mi identyczne sceny z udziałem Chihiro.

Nie sugerowałabym się jednak drugim porównaniem z tylnej okładki, według którego „Dziewczyna, która skoczyła do morza” jest książką „dla fanów Wojny Makowej Rebecci F. Kuang”. Sam fakt bycia fantastyką z azjatyckim smaczkiem nie sprawi, by brutalna, polityczno-wojenna historia Rin zrzeszyła tych samych czytelników, co subtelna i baśniowa opowieść o Minie.

Motyw wszechwiedzącej babci

Niestety, w książce nie zabrakło elementów, sprawiających zawód. Zaczynając od literówek – obecnych nawet w blurbie – przez momentami zbyt okrojone opisy, gubiące czytelnika w fabule, aż po frustrujący motyw wszechwiedzącej babci. Co to takiego?

Mam wrażenie, że to zjawisko szczególnie charakterystyczne dla fantastyki azjatyckiej. Może to wynika z kultury respektowania starszych, że dziadków i babcie przedstawia się jako autorytet i źródło wszelkich mądrości? Jednak staje się to dość irytujące, gdy za każdym razem, kiedy główna bohaterka wie coś, czego absolutnie nie powinna – usprawiedliwia się, że wie to od babci. Gdzie nauczyła się bić? U babci. Kto opowiedział jej wszystko o świecie, w którym nigdy nawet nie był? Babcia. I tak dalej.

W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać – może za bardzo się czepiam? Od 11. rozdziału zaczęłam liczyć i wspomnienie o babci, która fizycznie pojawiła się w książce tylko raz, pojawiło się w… ponad połowie następnych rozdziałów.

Książka warta przytulenia

Mimo wszystko, wady tej książki nie były nie do zniesienia. Należy pamiętać, że jest to opowieść skierowana głównie do młodszych czytelników i uważam, że spełnia się w tej roli bardzo dobrze.

Historia Miny niesie za sobą piękne przesłanie. Opowiada o miłości, odwadze i poświęceniu dla bliskich. Baśniowy klimat w połączeniu z bystrym przedstawieniem świata mitologii koreańskiej to mieszanka, która napełniła mnie zachwytem. Postacie i nawiązujące się na oczach czytelnika relacje sprawiają, że łatwo się do nich przywiązać. Wątki przyjaźni oraz subtelny motyw enemies to lovers między Miną a Shimem, rozwijały się stopniowo i wywoływały ciepło na moim sercu.

Ogólnie, najlepsze słowa, aby ocenić „Dziewczynę, która skoczyła do morza” to moim zdaniem: przyjemna i sympatyczna. Taka, którą chce się przytulić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwanaście − jeden =