„ Jestem świeża i to jest atut ” – rozmowa z kandydatką na Dziekana WNS, prof. Danutą Plecką

9 maja Rada Wydziału WNS wskaże kandydata na Dziekana, który dokończy kadencję 2020-2024. Odbyłem rozmowy ze wszystkimi kandydatami, aby dowiedzieć się, co mają do zaoferowania społeczności Wydziału Nauk Społecznych. 

Zacznijmy od prostego pytania: Dlaczego startuje Pani w tych wyborach?

Danuta Plecka, profesor UG, kandydat na Dziekana WNS:

Odpowiedź na to pytanie jest wbrew pozorom bardziej skomplikowana. Ja jestem naturalnym kandydatem, a przynajmniej w takim przekonaniu jestem utwierdzana, ze względu na pełnienie przeze mnie funkcji prodziekana do spraw kształcenia. Po śmierci Dziekana, profesora Dmochowskiego, usłyszałam wiele słów zachęty. Zaufał mi również Jego Magnificencja Rektor UG, powierzając obowiązki dziekana do czasu właśnie tych wyborów na WNS. Prywatnie motywuje mnie moja wewnętrzna energia. Lubię pracę administracyjną. Chciałabym coś zrobić dla środowiska naszego wydziału, które przyjęło mnie z dużą serdecznością, gdy tu przybyłam.

W porównaniu z pozostałymi kandydatami ma Pani najkrótszy staż na naszym Uniwersytecie. Czy wejście w środowisko WNS, we wszystkie zależności, nie przeraziło Panią?

Proszę Pana…(śmiech). To prawda, że na WNS pracuję dopiero od 1.03.2021, ale gdańskie środowisko politologów nie było dla mnie nowym środowiskiem. W 2015 roku odbyłam w Instytucie Politologii staż dydaktyczny. Byłam również recenzentem w przewodach doktorskich procedowanych w Instytucie. Mało kto o tym wie, bo ludzie mają ważniejsze sprawy na głowie. Wejście w to środowisko nie przeraziło mnie. Uważam za mój atut, że nie jestem elementem żadnych powiązań na Wydziale i związanych z tym zobowiązań. Mogę być niezależna i ponad to – nie przejmuję się tym, co na mój temat sądzą inni. Jestem „świeża”, jak to określił Pan Rektor, przez co mogę właściwie oceniać problemy.

Pytanie, czy to jest czas na świeże spojrzenie, czy na dokończenie tego, co już zostało zaczęte przez śp. Dziekana Dmochowskiego?

Oczywiście, tą kadencję trzeba dokończyć. Rewolucji na pewno nie będzie, ale pewne rzeczy możemy zrealizować i powinniśmy realizować. Na przykład: jako pełniąca obowiązki Dziekana WNS, po wysłuchaniu potrzeb pracowników administracyjnych, zorganizowałam kurs Excela, który startuje 12 maja.

fot. Ania Brykała

Co zyskają studenci WNS, jeżeli Pani zostanie dziekanem?

Zyskają koordynatora do spraw kół naukowych i więcej przestrzeni do wypoczynku. Na pewno znajdą we mnie i w prodziekanie do spraw studenckich orędowników ich spraw, bo bez studentów świat akademicki nie istnieje. My jesteśmy dla nich. Jeśli ktoś uważa, że liczy się tyko nauka, to ja mam tutaj dużo wątpliwości. Poza tym studenci zyskają dziekana otwartego. Już jestem i będę dostępna dla Państwa jedno przedpołudnie w tygodniu, zamiast dotychczasowych dwóch godzin raz na dwa tygodnie.

Co sądzi Pani o pozostałych kandydatach na stanowisko dziekana i ich programach? Czy są to osoby kompetentne na tak ważne stanowisko?

Nie plotkuję.

Nie chodzi o plotkowanie, pytam czysto merytorycznie.

Wszyscy mamy równe szanse zostać dziekanem. Wszyscy też mówimy o współpracy. Jedyna różnica między nami to sposób sprawowania władzy – ja zarządzam w sposób demokratyczny, czego daję przykład od października ubiegłego roku.

Mam też dużo większe i bogatsze, bo związane z różnymi kulturami organizacyjnymi, doświadczenie organizacyjne, niż pozostali kandydaci.

W Pani programie, w odróżnieniu od prof. Harciarka i prof. Lipowskiej, nie ma żadnej wzmianki o rzeczonym doświadczeniu. Domyślam się, że to przemyślana strategia wyborcza, ale czy mogłaby Pani przytoczyć doświadczenie organizacyjne, o którym mowa?

Moje doświadczenie organizacyjne jest następujące: kierownik studiów doktoranckich w randze Prodziekana na WPiSM, UMK w Toruniu – 8 lat; kierownik Katedry Systemów Politycznych i Administracji Uniwersytetu Zielonogórskiego [obecnie: Katedra Systemów Politycznych, Teorii Polityki i Administracji – przyp. red] i prywatna uczelnia, której nazwy nie wymienię – prorektor do spraw jakości i rozwoju uczelni przez 3 lata.

Jaki ma Pani pomysł na współpracę międzyinstytutową?

Każdy Instytut powinien mieć głęboką autonomię decydowania o sobie. Natomiast są gremia, w których zasiadają przedstawiciele wszystkich dyscyplin i wszystkich instytutów. Tym podstawowym jest Rada Wydziału, licząca 162 osoby. Drugą taką instytucją, która pozwoli na partycypację pracowników, studentów i doktorantów jest kolegium dziekańsko-dyrektorskie. Poprzedni dziekan, Profesor Dmochowski, sporadycznie zwoływał to gremium, natomiast pierwszą moją decyzją było przywrócenie i zaktywizowanie tego organu, gdzie każdy Instytut ma swojego przedstawiciela w osobie dyrektora Instytutu i szefa dyscypliny. Również administracja zasiada w tym gremium. Zamierzam też zaprosić do niego przedstawiciela studentów, żebyśmy mogli w małym składzie osobowym przedstawić problemy, które się pojawiają i które powinniśmy rozstrzygnąć. Osobnym aspektem jest to, czy Rada Wydziału powinna przestać mieć charakter tylko i wyłącznie opiniodawczy. Powinna być również forum dyskusji i mam nadzieję, że się to uda w chwili, gdy wrócimy do obradowania na żywo.

W kontekście Rady Wydziału chciałbym poruszyć mało wygodny temat pewnej nieproporcjonalności reprezentacji studentów poszczególnych wydziałów, spowodowanej celowymi zabiegami studentów z Pani dyscypliny naukowej. Tajemnicą poliszynela jest ukrywanie terminów wyborów do Rady. Czy jako pełniąca obowiązki Dziekana jest Pani świadoma tej sytuacji?

O ukrywaniu wyborów nic nie wiem i nie wiem, że robią to politolodzy. To może ja zadam Panu pytanie. Czy jest Pan absolutnie pewny, że startowali przedstawiciele innych dyscyplin, jeśli zarzuca Pan brak równości w radzie wydziału?

Żeby startowali przedstawiciele innych dyscyplin i żeby ktoś na nich głosował, potrzebne są widoczne ogłoszenia o tym, że wybory się odbywają.

Jeśli nie były widoczne, jest to podstawa żeby unieważnić te wybory, ale za to odpowiedzialna jest międzywydziałowa komisja wyborcza a nie dziekan. Dziekan nie może się tym interesować.

Wydaje mi się, że dziekan powinien interesować się wszystkim, co dzieje się na wydziale…

Ale nie wolno mu ingerować w wybory, samorząd studencki jest instytucją autonomiczną. Jest to podobna sytuacja, z którą mamy do czynienia na poziomie państwa. W wybory nie ingeruje w żaden sposób ani prezydent, ani premier, ani największa partia polityczna –wiedzą o tym, że one się odbywają, biorą w nich udział, natomiast nie powinni ingerować.

Zgadzam się, pytałem jedynie czy ma Pani świadomość, co się dzieje w Radzie.

Zadam inne pytanie: Jaka jest rola mediów w życiu WNS?

Gdyby nie radio, gdyby nie Pana obecność tutaj, no to pewnie jeszcze mniej osób byłoby poinformowanych o wyborach dziekana. Prawda?

Zdecydowanie, dlatego tu jesteśmy.

Bardzo się cieszę.

A dlaczego mamy wybrać właśnie Panią?

A będzie Pan wybierał?

Na szczęście to odpowiedzialne zadanie nie spoczywa na moich barkach. Jestem tutaj, żeby poinformować osoby do tego uprawnione: między innymi niektórych pracowników WNS, którzy zasiadają w Radzie Wydziału i czekają na wywiady, aby móc wyrobić sobie opinię, na którego kandydata oddać głos.

Dlaczego ja powinnam zostać dziekanem?

Tak.

Od rana dzisiaj chodzę i się śmieje cały czas z tego wyrazu, że jestem obca na Wydziale. Nikt nie jest w stanie mi powiedzieć jakie ma zarzuty merytoryczne co do mojej osoby: czego nie zrobiłam od października jako prodziekan do spraw kształcenia, albo przez ostatnie 6 tygodni jako pełniąca obowiązki dziekana. Na żadnym spotkaniu nie usłyszałam, że coś jest nie tak, jeśli chodzi o obszar merytoryczny. Jedyny zarzut jaki się pojawia, to to, że jestem nowa i że jestem obca.

Otóż, nie jestem obca, jestem świeża – jak to powiedział Rektor – i to jest atut, który mogę wykorzystać w kierowaniu Wydziałem, aby on się rozwijał jeszcze dynamiczniej, żeby wszystkim nam tutaj było dobrze. Dobrze się studiowało, dobrze pracowało – zarówno pracownikom badawczym, dydaktycznym, jak i administracji.

Wydaje mi się, że brak zarzutów merytorycznych może wynikać z tego, że społeczność akademicka się jeszcze nie zaznajomiła z Pani dokonaniami, bo jest Pani stosunkowo nowa na WNS. Nie eksponuje Pani – celowo – swoich dokonań, więc nie dziwne, że „obcość” jest jedynym argumentem…

No dobrze, ale gdyby Wydział nie działał, to wszyscy by to widzieli. Pion kształcenia się rozwinął: unowocześniliśmy mnóstwo programów, które mogą wejść w życie zgodnie z procedurami dopiero od pierwszego października i będą obejmować studentów pierwszego roku. Otworzymy studia inżynierskie na geografii – Wydział Nauk Społecznych będzie miał studia inżynierskie! Jesteśmy w trakcie unowocześniania bazy dydaktycznej. To wszystko się dzieje.

To, o czym Pani mówi, to kontynuacja dzieła śp. Dziekana Dmochowskiego, czy już Pani inicjatywa?

To są moje inicjatywy. Studia inżynierskie wyszły od geografów, natomiast profesor Dmochowski miał do tego sceptyczny stosunek. Ja go do tego przekonałam i uczestniczyłam w każdym etapie życia tego projektu: od momentu, gdy pojawił na Wydziałowym Zespole do spraw Zapewnienia Jakości Kształcenia, do obrad Senatu.

fot. Ania Brykała

Zapytam się tak programowo: Co sądzi Pani o możliwości pozostania przy zajęciach hybrydowych?

Powiem tak, gdyby to zależało ode mnie – jak najbardziej popieram. Natomiast nie zależy to od dziekana. My musimy wypełniać wymogi stawiane nam przez Rektora, a on musi realizować prawo ogólnokrajowe. Natomiast hybryda pozostanie w tym wypadku, jeżeli jakieś zajęcia się nie odbędą z powodu wyjazdu na konferencję lub choroby wykładowcy. Myślę, że pod koniec tego roku albo we wrześniu, Rektor wyda stosowne zarządzenie. Myślę, że jest to rozwiązanie akceptowane również w Ministerstwie.

Który z punktów programu pozostałych kandydatów uważa Pani za niemożliwy do spełnienia?

W mojej opinii? U prof. Lipowskiej – gwarancja podniesienia płac poprzez uzupełnienie ich premiami dziekańskimi. Jest to niemożliwe, bo nadchodzą finansowo ciężkie czasy. U prof. Harciarka – wypowiedź, że nauczy wszystkich skutecznie pisać granty. Tu powód jest prozaiczny: Ilość wniosków nie przekłada się bezpośrednio na ilość grantów.

Czy są takie punkty w programach pozostałych kandydatów, które uważa Pani za bardzo istotne?

Wszyscy mówimy o współpracy i to jest bardzo istotne, bo bez współpracy nie ma rozwoju. Jeżeli się zamkniemy w instytutach albo w dwóch obozach: studenci versus nauczyciele, to nie będzie rozwoju. Jeżeli Pan nie znajdzie świetnego mentora wśród dziennikarzy, to się Pan nie rozwinie. Ktoś starszy od Pana jest w stanie Panu pokazać, gdzie jeszcze są możliwości poprawy warsztatu. Jeżeli profesor nie będzie pracował w relacji mistrz-uczeń z doktorantem, ten doktorant będzie miał mniejsze szanse na osiągniecie naukowych celów. Mówię o realnej pracy, a nie o udawaniu, żebyśmy się dobrze rozumieli.

Jeżeli będziemy konkurować w ramach dyscyplin obecnych na WNS, to nie rozwiniemy całego wydziału, a tylko jeden albo dwa instytuty, a nie o to nam chodzi. Ta współpraca, w mojej optyce, jest bardzo istotna, również na poziomie krajowym i międzynarodowym.

Musimy również pamiętać, że tak jak nauczyciele akademiccy nie funkcjonują bez studentów, tak też nie działamy bez administracji. Proponuję współpracę w modelu zarządzania demokratycznego i partycypację – model, w którym decyzje zapadają najbliżej zainteresowanych, bo to oni najlepiej wiedzą, czego potrzebują.

Zapytam przewrotnie: czy pozostali kandydaci z racji znacznie dłuższego, bo dwudziestoletniego, stażu na naszym Wydziale, mogą mieć lepszy ogląd na to, jak najlepiej organizować  współpracę na WNS?

Powiedziałbym, że tak, gdyby nie było tutaj emocji i interesów personalnych. Jeżeli ten ogląd ma być lepszy, to na czym ta „lepszość” ma polegać?

Wydaje mi się, że im ktoś jest dłużej w danym środowisku tym lepiej zna jego dynamikę?

Proszę Pana. Wczoraj na zebraniu z pracownikami administracji padło 6 postulatów. Jeden jest możliwy do zrealizowania w długiej perspektywie, albo wcale nie jest możliwy do zrealizowania. Cztery z pozostałych pięciu zostały zrealizowane do dzisiaj, do godziny 8:00 rano, a piąty czeka na realizację. Myślę, że zakończy się sukcesem. Panie z administracji śmiały się nawet, że „obca” przyszła i wie, jak się poruszać w tej sieci i jak to zrealizować.

Tłumaczę Panu, to, że jestem świeża, znaczy tylko tyle, że nie mam obawy w kontaktach z pracownikami. Możliwe, że moi kontrkandydaci mogą mieć obawy w stosunku do jakiegoś człowieka, bo wiedzą, że jest „taki siaki i owaki”. Ja nie mam tych obaw. Po prostu biorę telefon, wykonuję połączenie i realizuję to, o co proszą mnie pracownicy wydziału.

Grając adwokata diabła: Pani konkurenci mogą doskonale znać wielu pracowników wydziału, wiedzieć jakie mają potrzeby i przez to lepiej rozumieć, jakimi zasobami ludzkimi dysponują i w jaki sposób najlepiej wykorzystać potencjał pracownika, w zgodzie z jego wolą i predyspozycjami?

9 maja rozstrzygnie się, kto będzie miał szansę kierowania tym wydziałem. Na pewno będzie to ktoś z naszej trójki.

Oczywiście, pragnie Pani wygrać, ale czy każdy wybór, dokonany przez Radę Wydziału będzie dobry?

Wybór mojej osoby będzie najlepszym wyborem (śmiech). Każdy z nas chciałby te wybory wygrać, natomiast bez względu na wszystko, nadal będziemy tu pracować na rzecz rozwoju tego wydziału. Tak sobie gwarantowałyśmy z prof. Lipowską, która spotkała się z  pracownikami Instytutu Politologii. Bardzo serdecznie chcę jej podziękować za to, że gra fair.

Chciałbym pociągnąć ten temat. Profesor Harcerek nie gra czysto?

Gramy obok siebie. Prof. Harciarek przyłączył się przecież do tych, którzy zarzucali mi „obcość”. Ja bym chciała rozmawiać merytorycznie, a nie emocjonalnie, bo nie jest to nikomu potrzebne.

Nomen omen, zajmuję się zawodowo emocjami i pragmatyzmem wyborców przy urnach i sama jestem ciekawa, czy w trakcie tych wyborów będą pragmatyczni.

Dziękuję za rozmowę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *