„WHO CARES?”, czyli co nowego u Rexa Orange’a County’ego?

fot. Facebook.com/97Xtampabay

Rex Orange County po trzech latach od „Pony” wychodzi na światło dzienne z czwartym w swojej karierze, studyjnym albumem zatytułowanym: „WHO CARES?”. Czy rzeczywiście jest się czym obchodzić?

Pochodzący z Anglii, Alexander James O’Connor aka Rex Orange County jest znanym na Wyspach Brytyjskich i wschodzącym na arenie międzynarodowej artystą łączącym gatunkowo pop wymieszany z soulem i elektronicznym bitem w tle. Na scenę muzyczną zawitał w 2015 roku wraz ze swoim pierwszym, wydanym własnym sumptem, albumem: „Bcos u will never b free”. Głośniej o wokaliście zrobiło się 2 lata później, kiedy można było posłuchać go w dwóch utworach nowej płyty artysty Tyler, The Creator: „Flower Boy”. Ten okres wiązał się również z wypuszczeniem przez niego, pokochanych przez fanów singli, takich jak: „Sunflower”, „Best Friend” czy „Loving Is Easy” dających mu tym samym większą rozpoznawalność. Jeszcze tego samego roku O’Connor wydał niezależnie kolejny album: „Apricot Princess”, który wyniósł go na 24. miejsce w rankingu „UK Independent Albums” czy 2. Miejsce w „US Heatseeekers Albums” na liście Billboard. We wrześniu 2019 roku artysta na swoim Twitterze zasugerował zbliżający się ku publikacji nowy projekt nazwany „REX3”. I rzeczywiście, miesiąc później na streamigach pojawił się kolejny album zatytułowany: „Pony”, który na liście debiutów Billboard 200 znalazł się na 3. miejscu.

fot. Facebook.com/RexOrangeCounty

Od tamtego okresu, artysta mało udzielał się w mediach społecznościowych, wzbudzając tym samym w fanach coraz większą ciekawość wobec swoich przyszłych muzycznych planów. I tak Rex Orange County poinformował w styczniu tego roku na swoim Instagramie o nowym albumie, którego premiera została ustalona na 11 marca. Wydanie płyty łączy się przy tym z trasą koncertową o tym samym tytule. Artysta będzie koncertował w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Nowej Zelandii, Australii i Irlandii Północnej.

„WHO CARES?”, wydane przez wytwórnię Sony Music Entertainment składa się z jedenastu utworów, jednak przesłuchanie albumu zajmuje jedynie około 35 minut.

Na okładce widzimy znajdującego się na drugim planie piosenkarza otoczonego dalmatyńczykami skradającymi całą uwagę, w jasnym pomieszczeniu z podłogą wyłożoną sztuczną trawą. Koncepcją na ten kadr była surrealistyczna wizja przedstawienia artysty w brzydkiej scenerii, otoczonego zwierzętami, które nie zwracają na niego w ogóle uwagi, co ma mieć przełożenie na tytuł jak i sam motyw projektu.

Album rozpoczyna się od skocznej w brzmieniu piosenki „KEEP IT UP” będącej apelem, który artysta kieruje do samego siebie. Zaznacza w nim brak szacunku do poświęcanego czasu na ludzi i miejsca, które w ogóle go nie obchodzą. Zwraca się do siebie o większą wyrozumiałość i świadomość, że czasami lepiej jest w życiu odpuścić niż na siłę coś udowadniać.

Po tym wysłuchujemy jedynej kolaboracji na tym albumie – stworzonej wspólnie z Tylerem piosenki „OPEN A WINDOW”. Fani doszukują się w jej tekście nawiązania do produkcji NEW MAGIC WAND z albumu IGOR, Tylera, która zaczyna się od słów: „Sometimes you gotta close the door to open a window”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy, że czasami trzeba zamknąć pewne drzwi, by móc otworzyć jakieś okno. Ma być to metafora do otworzenia się na nowe możliwości czekające na odkrycie, o czym mówi również sama piosenka O’Connor’a. Artysta podkreśla, że ma dość bycia zamkniętym w wykreowanej przez ludzi artystycznej bańce. Tyler w swojej zwrotce porównuje otwarcie okna do wyrwania się z klaustrofobicznej relacji będącej warunkiem przytłaczającej popularności. W wywiadzie dla magazynu „Vulture” O’Connor przyznał, że pochodzący z Kalifornii raper jest dla niego rodzajem mentora w przemyśle muzycznym. To wyraźnie przekłada się w budowie i poziomie lirycznym tej piosenki: otrzymujemy bardziej asertywne podejście Tylera i przeciwną do tego postawę Rexa, która aspiruje do bycia taką, jaką wypracował sobie amerykański muzyk.

Następna w kolejności „WORTH IT” wraz ze swoim orkiestrowym wstępem, niczym z początku bajki Braci Grimm, zadaje pytanie, co jest warte trwania walki.

Po tych ciemnych, filozoficznych chmurach wychodzi słońce, a wraz z nim „AMAZING”, w którym to piosenkarz opowiada o nieprzewidywalności, z jaką miłość pojawia się w życiu. O tym, że nie da się na nią przygotować, ale można pozwolić jej się oddać, mimo całego strachu i stresu związanego z niewiadomą, którą ze sobą niesie.

W piosence „ONE IN A MILLION” Rex kieruje swoje słowa do kogoś, kto wraz z poprzednią piosenką skradł jego serce. „Nie ma nikogo takiego jak ty” śpiewa i opowiada przy tym o zmianach i odczuciach związanych z fazą zauroczenia i fascynacji drugą osobą, dającą mu się we znaki.

Kolejne na liście „IF YOU WANT IT” jest najbardziej popowym utworem na całym albumie. Za mocno tanecznym bitem kryje się proste przesłanie wybrzmiewające w refrenie: pozwól się kochać i zrozum, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Artysta po raz kolejny w „WHO CARES?” wokalnie przedstawia stan uniesienia, będący skutkiem zakochania się po uszy.

„7 AM” powraca z kolejnymi pytaniami, dotyczącymi tego, czy artyście uda się przetrwać w świecie, który ciągle stawia wobec niego oczekiwania. W wywiadzie z „Vulture” stwierdza, że ta piosenka ma przypominać, o tym, iż mimo wszystko, kocha to, co robi i nie chciałby z tego zrezygnować, co wiąże się z pogodzeniem, że pewnych rzeczy nie jest w stanie kontrolować.

Po tym przechodzimy do „SHADE”, które swoją melodią nie przykrywa już smutku, a raczej go podkreśla, cały czas utrzymując się jednak w soulowo-popowym klimacie. Ta piosenka jest przedstawieniem perspektywy relacji z jego punktu widzenia, którego odbiorcą ma być partnerka. W metaforyczny sposób ujmuje przekładanie swojego samopoczucia nad dobro drugiej strony, sprawiając, by ta nie zauważyła skrzętnie chowanych, lecz kłębiących się w artyście problemów. Na końcu w refrenie słyszymy „proszę, nie odchodź”, co można uznać za morał utworu: czuć w nim obawy i strach, że gorszy okres, może wpłynąć na rozwój ich relacji, dlatego adresat tekstu nie chcę się do niego przyznawać.

„MAKING TIME” jest najkrótszym, bo niespełna dwuminutowym utworem na albumie.  Składa się on z powtórzonych parokrotnie 6 wersów, które w takim formacie przypominają wmawianą partnerowi, jak i samemu sobie regułkę: „jesteśmy bezpieczni […] wszystko jest okej”. Przez prosty akompaniament składający się tylko z dźwięków gitary i perkusji, dodającej bardziej określonego bitu, słowa mogą wybrzmieć mocniej, co sprawia, że mimo swojej czasowej zwięzłości jest to jedna z bardziej wpadających w ucho i zostających w pamięci piosenek z płyty.

10. miejsce na albumie zajmuje „SHOOT ME DOWN”, która po raz kolejny zaprowadza odbiorcę do punktu wyjścia całego „WHO CARES?” – cierpiącej miłości. Znowu artysta kieruje słowa do swojego „love interest” tłumacząc, że znajdą rozwiązanie wyjścia z sytuacji, w której się teraz znajdują. Rex ponownie śpiewa o strachu przed samotnością, przed poprzedzającym go złamanym sercem, które nie wie, czy będzie w stanie poskładać po rozstaniu w całość. Swoim brzmieniem najbliżej jej do „SHADE. Poprzez klawisze pianina przebijające się w melodii, utwór staje się przykładem, lekko zmodernizowanej, ale dobrze wszystkim znanej koncepcji ballady o trudach, jakie niesie ze sobą otwarcie się na drugiego człowieka do poziomu pokochania go i niewyobrażania sobie bez niego życia.

Album kończy się tym, czym się zaczął, bo utwór nazywa się tak, jak sam projekt: „WHO CARES?”. Wokalista wraca tekstem piosenki do przeszłości, zauważając, że początki jego kariery były prostsze niż moment, w którym znajduje się teraz, a wczesne muzyczne marzenia minęły się z rzeczywistością. Powodem tego jest uzależnienie się od opinii innych ludzi. Doszukiwanie się akceptacji i aprobaty od wszystkich, nie zwracając przy tym uwagi na swoje potrzeby i cele, co powoduje kwestionowanie przez niego własnej pracy: „Czy kogoś to jeszcze obchodzi?” albo „Czy to, co robię ma w ogóle znaczenie?”.

„WHO CARES?” nie jest albumem odkrywczym ani zaskakującym. To hołd oddany twórczości samego O’Connora, który stawia tutaj na swój rodzaj, dobrze znanej jego fanom klasyki. Jak sam przyznaje, ta płyta powstała w 10 dni, podczas spontanicznego wyjazdu do Amsterdamu i tę spontaniczność można odczuć od okładki, przez melodie na tekstach kończąc.  Nie ma tu opowiadanej, w zgodzie z ustaloną kolejnością utworów, historii, a raczej drążenie i krążenie wokół tych tematów, które dla artysty w momencie tworzenia musiały być zapewne najbliższe. Nie ma tu szokującego brzmienia czy wersów gotowych zawisnąć na ścianie jako ckliwe cytaty, a raczej wyśpiewywane wprost odczucia i myśli, owinięte typowym dla Rexa Orange’a County’ego muzycznym stylem. To, co otrzymaliśmy to bezpieczny w produkcji i przyjemny w odbiorze — jak pierwszy wiosenny wiatr owiewający chwilowo słuchacza — album. Z którym da się łatwo utożsamić, lecz o którym da się, niestety, równie łatwo zapomnieć, ale w sumie to WHO CARES, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *