Ciężki kawałek chleba

fot. Pixabay

Jest dużo osób tak młodych jak ja, które prawie w ogóle nie mają przyuczenia. Nie jeżdżą najpierw z drugim kierowcą, tylko od razu: wsiadaj, jedź i tyle. –  tak zaczyna swoją opowieść jeden z naszych rozmówców, który pracuje jako kierowca samochodu ciężarowego w Finlandii.

Kierowca – osoba uprawniona do kierowania pojazdem silnikowym lub motorowerem. Kierowca samochodu ciężarowego – osoba uprawniona do kierowania pojazdem o masie przekraczającej przynajmniej 3,5 tony. Samochody ciężarowe o specyfikacji N3, które najczęściej jeżdżą w długie trasy, wożą ładunki powyżej 12 ton.

Wzięli mnie i jakoś to poszło, pojechałem do Finlandii. To były mocne wrażenia. Bardzo mocne, bo nie dość, że pierwszy raz prowadziłem, to nie byłem w podwójnej obsadzie, z drugim kierowcą, tylko sam. W pierwszą trasę pojechałem z innym kierowcą do Włoch, ale to był tylko raz.

Koszmarny mróz

To była już połowa listopada w mroźnej Finlandii. Wszystko nowe, musiałem się uczyć na własna rękę. Na żywo. No ale tak to działa jak się jeździ samemu.

Gołoledź to zjawisko zamarzania kropli deszczu w kontakcie z wyziębionym podłożem. Zdarza się zimą, gdy ziemia ma temperaturę niższą niż 0 stopni, szczególnie w pobliżu źródeł wody. Gołoledź obniża siłę tarcia opon o jezdnię. Jest wyjątkowo niebezpieczna dla kierowców – im cięższy i bardziej rozpędzony pojazd, tym trudniej jest mieć nad nim kontrolę.

Kapryśny kraj, kąśliwe zimno

W temperaturach poniżej -20 stopni Celsjusza, nie wyłącza się samochodu. Wszystko zamarza. Rozładunki i załadunki przy takich temperaturach to nie przelewki, mróz kłuje i kradnie ciepło przedostając się przez wszystkie możliwe szczeliny. Najmniejsza dziura w uszczelkach sprawia, że ładunek przyjeżdża oszroniony.

Miałem już też takie trasy, że jeździłem w okolice koła podbiegunowego.

Po drogach na Północy nie da się normalnie jeździć, nawet łańcuchy nie pomagają, trzeba też brać ciężarówki, które są mniejsze niż zwykle. Rzadko kiedy sami Finowie podejmują się takich tras, są zbyt ryzykowne.
Finlandia jest kapryśna – kiedy pogoda zaskakuje, to po prostu się czeka, aż się polepszy. Nikt nikomu za to nie płaci. Taka praca to walka z czasem, albo się zdąży na kolejny załadunek, albo nie. Jeśli się nie zdąży – traci się szansę na kolejną trasę i zarobek. Płacone jest za kilometry: im szybciej jest się w domu, tym szybciej można odpocząć i jechać dalej. Taki pośpiech bywa zgubny.

Na Północy oprócz bardziej zadbanych dróg, mamy też zimowe opony, łańcuchy, specjalne paliwo. Wszystko po to, by dowieźć ładunek na miejsce.

Jeżdżąc w trasy po krajach nordyckich trzeba się jednak liczyć z częstymi przeprawami promowymi. Na co komu nowe, zimowe opony, jeśli prom, na którym znajduje się tir, jest stary, zardzewiały i wygląda jakby zaraz miał zatonąć? Przeraża to szczególnie niedoświadczonych kierowców, którzy podczas sztormu mogą odczuwać jedynie niepokój. Zdarzają się sytuacje, w których łódź zamiast, na przykład dwóch, serwuje im sześć długich, bardzo rozkołysanych i targanych wiatrem, i wysokimi falami godzin

Podczas jednej z takich przepraw spojrzałem na siebie w lustrze w kabinie… byłem blady, miałem sine usta i podkrążone oczy. Trochę jakbym zobaczył ducha.

Zimą w okolicach koła podbiegunowego nawet morze zamarza. Lato bywa sprzyjające dla kierowców, gdyż jest ciepło i są tak zwane “białe noce”, podczas których słońce nie zachodzi. To zima jest niebezpieczna.

Mama się boi, ojciec mniej, ale za każdym razem jak wyjeżdżam, dzwonią. Dziewczyna też się martwi. Właśnie urodziło nam się dziecko. Miałem dostać trzy tygodnie urlopu ojcowskiego… nie dostałem, bo inny kierowca miał wypadek i muszę go zastąpić.

Wroga natura, przyjaźni ludzie

Jednak praca w Finlandii ma także swoje jasne strony. Jedną z nich jest kontakt z Finami i ich mentalnością. Finowie mają czas na wszystko. Nie spieszą się, a przerwa jest święta. Nie jest tak jak w Polsce, gdzie wszyscy gonią za pieniędzmi.

Tam każdy trzyma się kodeksu, jeżeli zmiana trwa 8 godzin, to kiedy one mijają, wychodzisz.

Poza tym, Finowie są bardzo pomocni. Jeżeli zobaczą, że ma się problem (wpadło się w dziurę czy ugrzęzło w bagnie) to podjeżdżają swoimi maszynami rolniczymi i starają się pomagać. Ich język nie przypomina żadnego innego w Europie, ale często jest możliwość porozumienia się po rosyjsku.

Jeżeli chodzi o Polaków, to raz w życiu spotkałem rodaka w magazynie – opowiada nasz rozmówca.

Jednak Polaków w Finlandii jest więcej. Szukają kontaktów i zostawiają numery telefonów, ponieważ chcą, żeby przemycać im alkohol i papierosy. Niektórzy kierowcy się na to łapią, bo chcą dorobić, ale nie jest to najczęściej tego warte – albo uda się przejechać przez granicę, albo jest się stratnym o 10 000 złotych (2000 euro mandatu plus koszty kontrabandy).

Praca tylko dla odważnych

Jeżdżenie samochodami ciężarowymi to niełatwy kawałek chleba. Osobom bez wyobraźni może się to wydawać drobnostką, ale jest się zdanym tylko na siebie. Nie ma się do kogo odezwać. TIR to gigantyczna maszyna, za którą bierze się odpowiedzialność – zawsze trzeba liczyć się z tym, że coś może pójść nie po naszej myśli i zginie się na drodze.

Mi to nie przeszkadza, ja mogę tak pracować, ale to nie jest robota dla każdego.

Można jechać przepisowo, ale na drodze zawsze jest loteria. Nie każdy kierujący jest odpowiedzialny, samochody osobowe także stwarzają zagrożenie.

Ostatnio zatrzymałem się, bo był wypadek. Jakiś dziadek zajechał drogę TIRowi, a tamten nie zdążył wyhamować. Próbowałem pomóc, jego noga była rozerwana na wysokości uda, uciskałem ją. Z resztą, ja też miałem niebezpieczne sytuacje. Raz, kiedy wracałem z Finlandii, na szczęście z pustą naczepą, drogę zajechał mi pijany kierowca. W ostatniej chwili wyhamowałem samochód. Gdybym jechał z załadunkiem…

Tydzień później dostajemy telefon od naszego rozmówcy, inny kierowca nie miał tyle samo szczęścia co on. Na śliskiej drodze doszło do wypadku. Złamana ręka i kilka siniaków. Brzmi niegroźnie, ale u zawodowca to blokada na co najmniej parę miesięcy. K. właśnie urodziła się córka, miał wykorzystać urlop rodzicielski, żeby odciążyć swoją dziewczynę, ale zamiast tego, drugiego dnia świąt będzie już w drodze do Helsinek, z pełną naczepą papieru. Wydaje się tym faktem jedynie trochę zasmucony. Gdy my będziemy siedzieć przy świątecznym stole, on będzie gdzieś daleko, sam.

Tak to już jest w tym zawodzie, że w ciężarówce jesteś częściej niż w domu.

Nasz rozmówca woli pozostać anonimowy.

Tekst powstał przy współpracy ze studentami drugiego roku Skandynawistyki.

Autorki: Ewa Werda, Marta Piszczek, Nicola Miranowska, Antonina Maria Wojtkowiak

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

19 − 12 =