Po Zawodach #3: Trefl przełamuje ligową niemoc, Asseco w świetnej dyspozycji

Carl Lindbom (nr 11) | Fot. Andrzej Romański – PLK

Wracamy z naszą koszykarską serią po 2,5 tygodniowej przerwie! W najnowszej, 3. części cyklu „Po Zawodach” wraz z dziennikarzem Radia Tczew, Dawidem Chęciem, omówiliśmy sytuację panującą w obozie Trefla Sopot, gdzie w ostatnim czasie w końcu pojawiło się światełko w tunelu po koszmarnej passie porażek.

Nie zabrakło też wątku Asseco Arki Gdynia, która ku naszemu sporemu zaskoczeniu, poprawiła swoją grę w Energa Basket Lidze w porównaniu z pierwszymi dwoma miesiącami obecnego sezonu. Pogadaliśmy też m.in. o Dominiku Wilczku. Dobrą formę zawodnika w tym sezonie docenił trener Igor Milicić, powołując go na zgrupowanie seniorskiej reprezentacji Polski. Zaczynamy!

Nasze poprzednie rozmowy możecie przeczytać na stronie CDN-u, bądź odsłuchać na stronie Radia Tczew:

Po Zawodach #1 cz.1 i cz. 2:

Po Zawodach #2:

[Poniższa rozmowa została nagrana po niedzielnym meczu Trefla z Kingiem w Hali 100-lecia]

Kacper Czuba: Dawidzie, co można powiedzieć o niedawnych wydarzeniach w drużynie Trefla Sopot? Bo po ostatnich tygodniach, pełnych czarnych chmur, można zaryzykować stwierdzenie, że w końcu w sopockim obozie pojawiło się słońce – w środę awans do TOP 16 FIBA Europe Cup, a dzisiaj, po pięciu porażkach z rzędu i półtorej miesiąca bez ligowej wygranej, nareszcie zwycięstwo z Kingiem Szczecin (69:61). Można powiedzieć, że trener Marcin Stefański wreszcie odetchnie z ulgą. Zacznijmy jednak od sukcesu sopocian w Europie – jak byś to skomentował? Bo przypomnijmy, że w naszej ostatniej rozmowie uznaliśmy, iż to raczej niemożliwe, by Trefl wyszedł z grupy w europejskich pucharach.

Dawid Chęć (Radio Tczew): Dzisiaj chyba będziemy musieli aż dwa razy posypać głowę popiołem, bo o Asseco Arce Gdynia też mówiliśmy, że może być u nich trudno o lepszą grę. A zarówno Trefl, jak i Asseco dały nam pstryczka w nos. Na pewno trener Stefański może teraz odetchnąć z ulgą. Tylko warto też tutaj zadać pytanie, kiedy wrócą do gry kontuzjowani zawodnicy oraz jak długo potrwają jeszcze ich przerwy od treningów? Na przykład sopocianie będą przez najbliższe pięć miesięcy grali bez Mateusza Szlachetki, który doznał poważnej kontuzji barku. Rozgrywający Trefla w ostatnich meczach pokazywał, że już odnalazł swoją dobrą formę z poprzedniego sezonu. Czytałem też komentarze pod postem Trefla na Facebooku na temat awansu do TOP 16 i rzuciła mi się w oczy pewna opinia, że to wcale nie jest aż tak dobra wiadomość, iż zespół z Trójmiasta awansował w europejskich pucharach. Kibic, będący autorem tej opinii, obawiał się, że rozdrabnianie się na te dwa fronty, przy ograniczonej rotacji z powodu kontuzji, może się nie najlepiej dla nich skończyć. Bo to, jakby nie patrzeć, jest też dodatkowe kolejne sześć spotkań w tych rozgrywkach, a widać również, że europejskie puchary w przypadku Trefla rzutują na wyniki osiągane w Energa Basket Lidze – co prawda dzisiaj sopocianie wygrali, ale sytuacja nie wygląda tak, jak powinna wyglądać przy potencjale tej drużyny, który jak wiemy, jest bardzo duży.

Dzisiejszą wygraną z Kingiem Trefl rozpoczął serię czterech z rzędu domowych ligowych meczów na swoim parkiecie. W grudniu sopocianie zmierzą się z MKS-em Dąbrowa Górnicza (3.12, 19:30). Potem czeka ich mecz, na który nastawiają się już chyba wszyscy fani, czyli derbowe starcie z Asseco Arką Gdynia. Na koniec rywalizacja z grającą w europejskich pucharach Legią Warszawa. Czy myślisz, że po tej ostatniej serii porażek, Trefl jest w stanie wygrać wszystkie cztery domowe spotkania? Czy doda im to wiatru w żagle w następnych tygodniach?

Trudno mi tutaj wyrokować. Dobrze, że Trefl wraca do domu, bo ostatnio mieli za sobą wyjazdową serię spotkań. Wiadomo, że to wspaniałe uczucie polecieć do Izraela, gdzie panuje inny klimat, ale to dalej nie jest odpowiedni odpoczynek. Szczególnie, że zespół wrócił stamtąd bodajże w czwartek, a już dzisiaj grali kolejny mecz. Oczywiście wiadomo, że patrząc na NBA, to tam tych spotkań jest bardzo wiele i tamtejsi zawodnicy są do tego przyzwyczajeni, ale w ligach europejskich ta intensywność nie jest aż tak duża. Również składy nie są aż tak szerokie, jak w amerykańskiej lidze. Tylko nie wydaje mi się też, żeby Ergo Arena była jakąś twierdzą nie do zdobycia dla rywali Trefla. Nie widzę w tej hali takiej mocy, jaką mieliśmy przy meczach piłkarskiej reprezentacji Polski i stadionie PGE Narodowym, gdzie rzadko przegrywaliśmy spotkania. Trefl Sopot czegoś takiego nie ma i, choć to prawda, że sopocianie mogą liczyć na świetny doping swoich kibiców, to jednak domowe potyczki ekipy z Trójmiasta to jedna wielka loteria. Drużynie trenera Stefańskiego często gra się lepiej w delegacjach, niż na własnym parkiecie.

Fot. Andrzej Romański – PLK

Wspomniałeś o kadrowych problemach Trefla. Wiemy, że Mateusz Szlachetka wróci do gry najwcześniej w okolicach marca przyszłego roku. Z dzisiejszej wypowiedzi Marcina Stefańskiego na pomeczowej konferencji prasowej wynika, że Deandre Davis ma wrócić do gry już po przerwie na mecze reprezentacyjne. Wciąż kontuzjowany jest też Daniel Ziółkowski. Trener i działacze Trefla przyznają, że w najbliższym czasie dojdzie do transferu szóstego zawodnika zagranicznego. Celem jest pozyskanie koszykarza, który zapewni większą rotację na pozycjach 1-2. Czy, przy obecnym składzie Trefla, uważasz, że to właściwa pozycja do wzmocnienia?

Zacznijmy od zawodników podkoszowych. Paweł Leończyk w tym sezonie gra może nierówne mecze, ale wciąż potrafi przekuć swoje spore koszykarskie doświadczenie w dobrą grę na parkiecie. Rotacja podkoszowa w Treflu jest całkiem niezła, a ostatnio, z powodu kontuzji, wypadli z niej akurat zawodnicy grający dynamicznie oraz bardziej na obwodowych pozycjach. Trener Stefański też chce, aby jego drużyna prezentowała dynamiczną, szybką koszykówkę z dużą ilością rozrzuceń i szukania czystych pozycji do rzutów dystansowych. Uważam, że podpisanie nowego gracza to dobry kierunek. Zresztą pozyskanie przez zespół z Trójmiasta jakiegokolwiek zawodnika, to najlepsze, co mogą teraz właśnie zrobić. Zwłaszcza po awansie do TOP 16 FIBA Europe Cup. Oby to wyglądało tak, jak w przypadku Legii, która wygrała wszystkie swoje grupowe spotkania w FEC. Mimo że początek sezonu był średni w ich wykonaniu, Legioniści powoli wchodzą na najwyższe obroty i są w już ligowej czołówce. Miejmy też nadzieję, że zagraniczny koszykarz, którego wybierze Trefl, będzie w stanie szybko odnaleźć się w realiach polskiej ligi i systemie gry trenera Stefańskiego. Bo często się zdarza, że tacy zawodnicy świetnie spisują się w innych ligach, nawet teoretycznie mocniejszych, a na parkietach EBL nie dają sobie rady.

Skoro mówimy o sytuacji kadrowej Trefla Sopot, to porozmawiajmy teraz chwilę o Carlu Lindbomie. 7 października sopocianie podpisali z Finem umowę do końca obecnego sezonu z opcją jej rozwiązania po dwóch miesiącach, która powstała głównie z powodu wspomnianej kontuzji Davisa. Jednak kiedy Amerykanin wróci do gry, w rotacji podkoszowej Trefla już zrobi się tłoczno, bo teraz mamy tam Dariousa Motena, Josha Sharmę, Pawła Leończyka i właśnie Davisa. Lindbom będzie piątym podkoszowym. Moje pytanie jest takie – czy nie będzie on piątym kołem u wozu w tej rotacji? Czy Ty, na miejscu działaczy sopockiego klubu i trenera Stefańskiego, zostawiłbyś Fina w składzie i np. przeniósł Motena do gry na pozycji nr 3, czy dla obu stron lepiej się po prostu rozstać w najbliższym czasie?

Trzeba sobie zadać najpierw pytanie o obwodowych zawodników – czy ktoś jest w stanie wskoczyć w buty po Szlachetce i przejąć jego rolę? Moten jest dość dobrym obrońcą i rzeczywiście może na tej pozycji numer 3 mógłby się jeszcze odnaleźć. Pewnie niekoniecznie po atakowanej stronie parkietu, ale to bardzo silny, dobrze pracujący na nogach zawodnik. Wydaje mi się też, że w wielu meczach ma on takie zadania stricte defensywne, czyli walkę na desce i agresywną obronę przy zawodnikach rywala. Pomimo że Lindbom nie gra najlepiej w Treflu, to jest jednak pewnym uzupełnieniem kadry. Jeśli jego kontrakt jest w miarę adekwatny do umiejętności, które prezentuje w Sopocie, jeśli nie są to jakieś ogromne pieniądze, obciążające nadmiernie budżet sopocian, to jednak bym go pozostawił w drużynie, tak na wszelki wypadek. Dlaczego? Bo nie wiadomo, co się jeszcze może przydarzyć ekipie z Trójmiasta – to mogą być zwykłe podkręcenia kostki u zawodników, czyli jakiś tydzień, dwa przerwy od gry, ale zawsze jest ten komfort psychiczny dla trenera, że ma kogoś, kto w miarę dobrze obstawi którąś z pozycji cztery bądź pięć i zastąpi kontuzjowanego gracza.

Ostatnia kwestia dotycząca Trefla. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie porozmawiali o naszym ulubionym w tych podcastach zawodniku, jakim jest Brandon Young. Amerykanin w obecnym sezonie miewa wahania formy. Po zeszłotygodniowej porażce wielu kibiców (zresztą też i ja) było oburzonych i zniesmaczonych postawą Younga. Dzisiaj ze Szczecinem zagrał jednak przyzwoicie. Teraz właśnie przechodzę do kluczowej kwestii, bo trener Marcin Stefański znowu posadził go na ławce. Tuż przed kontuzją Szlachetki Brandon wskoczył przecież do pierwszej piątki. Aktualnie po raz kolejny zaczyna mecze jako rezerwowy, a na jedynce w pierwszych minutach spotkań gra Yannick Franke. Czy uważasz, że jest to dobre rozwiązanie? Wiele osób twierdzi, że Franke lepiej sprawdza się w roli strzelca, a gdy ma brać się za rozgrywanie akcji Trefla, to jest to chyba sytuacja, która nie odpowiada ani Holendrowi, ani Treflowi.

Może ta sytuacja nie odpowiada im jako zawodnikom, ale skoro Young lepiej wygląda jako wchodzący z ławki, to jest to też pewnie dla niego jakaś dodatkowa motywacja. Wtedy właśnie tak ma szansę udowodnić trenerowi, że chce zaczynać mecze w wyjściowej piątce. Teraz warto zadać pytanie, jak dotrze do nich Marcin Stefański w szczerej rozmowie. Nie chodzi o czysto koszykarskie treningi, tylko po prostu o samo dotarcie do graczy i pokazanie im, że czasem wyjście jako sixth man pomoże im oraz reszcie zespołu. Gra takich koszykarzy często przecież potrafi przesądzać o zwycięstwie drużyny w poszczególnych spotkaniach. Zespół na podobnych decyzjach personalnych trenera często bardzo dużo zyskuje.

Posypmy teraz głowę popiołem po raz drugi i przejdźmy do lokalnego rywala Trefla – Asseco Arki. Cztery zwycięstwa w pięciu ostatnich ligowych spotkaniach. Zresztą ta jedyna porażka została poniesiona w meczu z Toruniem (83:75), po dobrych zawodach w wykonaniu gdynian, którzy do końca rywalizacji walczyli na Kujawach o dobry rezultat. Co sprawiło, że forma podopiecznych Milosa Mitrovicia w końcu wystrzeliła w górę?

Może rzeczywiście szkoleniowiec samego Asseco potrzebował czasu, by to wszystko poukładać? Nareszcie nie ma już zmian kadrowych w Gdyni, więc, jeśli chodzi o skład, to trener Mitrović w końcu mógł to na spokojnie ułożyć po swojemu. A wiemy przecież, że potrafi to robić, co pokazywał już w rozgrywkach młodzieżowych oraz w 2. Lidze. Zawodnicy w końcu mieli czas, żeby się ze sobą zgrać, lepiej poznać. Gdynianie mieli też pewnego rodzaju nóż na gardle i najwidoczniej koszykarze, którzy przyszli do Gdyni, szybko wkomponowali się w zespół i opanowali sytuację. Arka dała radę i odbiła się od dna ligowej tabeli. Nie wiem, czy gdyńska ekipa będzie w stanie w dalszej fazie sezonu walczyć o wysokie lokaty. Nawet jeśli weszliby do play-off, to i tak trudno byłoby im walczyć o grę w półfinale. Na pewno jednak fani mogą być zadowoleni z tego, że raczej nie będą musieli do ostatniej kolejki rozgrywek drżeć o byt swojego klubu w ekstraklasie.

Właśnie, wspomnijmy może jeszcze o terminarzu, jaki Asseco będzie miało po przerwie na kadrę. On jest piekielnie trudny – domowy mecz z wicemistrzem Polski, Zastalem, później wyjazdowe derby Trójmiasta. Następnie delegacja do mistrza Polski z Ostrowa Wielkopolskiego, a na koniec roku starcie w Gdynia Arena z warszawską Legią. Jak myślisz, co będzie kluczem do nawiązania przez Asseco walki w tych meczach i z jakiej ilości zwycięstw, na miejscu kibica Arki, byłbyś zadowolony?

Myślę, że jeśli Asseco wygra przynajmniej dwa z tych spotkań, to kibice będą mogli być bardzo zadowoleni z tego stanu rzeczy. Dwa zwycięstwa z tak mocnymi drużynami pokażą też, że Arka jest w stanie walczyć do końca o zwycięstwo z czołowymi ekipami w naszym kraju. Wtedy fani już na pewno nie będą musieli się martwić o spadek, bo jeśli ich ulubieńcy zdołają wygrać np. z Legią, to w EBL zdołają pokonać każdego. Zresztą nasza liga, jakby nie patrzeć, jest nieprzewidywalna i wyrównana, co widać nawet po samej tabeli punktowej, bo na ten moment te różnice nie są wielkie. Teraz chyba jedynie Czarni Słupsk i Stal Ostrów Wielkopolski mają ciut większą ilość zwycięstw niż reszta. To jedyne dwa zespoły, które nie zmieniają diametralnie pozycji w tabeli po każdym meczu, tylko ciągle są w czołówce.

Dominik Wilczek | Fot. Andrzej Romański – PLK

Pomówmy może o zawodniku gdynian, którego dobra gra jest chyba kluczem do zwycięstw Asseco w tym sezonie, jeśli spojrzymy na statystyki. Jest to 22-letni rzucający obrońca, Dominik Wilczek. Jak patrzymy na rubryki statystyczne w wygranych meczach Wilczka, to widzimy pierwszą wygraną wyjazdową w Gliwicach (73:72) – 18 punktów (7/10 z gry). Idźmy dalej: przeciwko swoim byłym kolegom ze Szczecina rzuca 20 punktów, a Arka wygrywa 89:65. Pszczółka Start Lublin – kolejne zwycięstwo (78:66), a Dominik rzuca 16 „oczek”. Z MKS-em (81:80) było może jedynie 9 punktów w spotkaniu i 4/11 z gry, ale właśnie widać, że w ostatnich tygodniach Wilczek w końcu wystrzelił z formą, co docenił nawet Igor Milicić, powołując go do 16-osobowego składu reprezentacji Polski. Jak Ty widzisz jego przyszłe lata kariery? Czy jest w stanie wziąć na swoje barki ciężar bycia liderem gdyńskiej drużyny, wypełniając rolę takiego „łowcy punktów”?

Teraz właśnie pytanie, czy będzie on w stanie utrzymać tę wysoką dyspozycję przez cały sezon. Jak przed chwilą zauważyłeś, on w wygranych meczach zdobywał dużą ilość punktów, czyli powodzi mu się dopiero w momencie, kiedy jego drużyna też jest na fali wznoszącej. Rzeczywiście mógłby być jednym z najlepszych strzelców Asseco. Jednak warunkiem jest to, że na parkiecie wokół siebie będzie miał odpowiednich zawodników, którzy będą w dobrej formie i będą w stanie tak dobrze rozmontować defensywę rywala, by wypracować Wilczkowi czystą pozycję do rzutu. Mimo wszystko widać postęp w jego grze i miejmy nadzieję, że będzie się tak dalej rozwijał.

Nie byłby to nasz klasyczny podcast, gdybyśmy nie wspomnieli też o młodych zawodnikach w polskich ligowych drużynach. W pierwszej rozmowie na tapetę wzięliśmy m.in. Daniela Ziółkowskiego, czy Mateusza Kaszowskiego, w drugiej naszym gościem był Łukasz Klawa. W trzeciej wspomnijmy może o byłym koledze z Trefla – Olafie Perzanowskim. Jest to bardzo perspektywiczny, dynamiczny i atletyczny młody zawodnik, a jednak jeśli spojrzymy na jego minuty w EBL, to nie rzucają one nikogo na kolana. Co byś zrobił na miejscu jego oraz klubu – czy mimo wszystko te 2 minuty na mecz w ekstraklasie i 30 minut w 2. Lidze to dobre rozwiązanie? Czy może jednak warto, aby Asseco i sam koszykarz rozważyli opcję wypożyczenia do 1. Ligi?

Sytuacja Olafa jest moim zdaniem analogiczna do sytuacji Daniela Ziółkowskiego. Zawsze uważam, że zawodnicy w okolicach 20-21 lat powinni zejść na wypożyczenie do 1. Ligi. Wiemy przecież, że 2. Liga to często jest takie przedłużenie tego wieku młodzieżowca i rozgrywek młodzieżowych, bo po prostu grają tam najczęściej młodzi rezerwowi, którzy są nadziejami klubów na świetlaną przyszłość. Olafowi i jego koszykarskiemu rozwojowi nie wystarczą te dwie minuty na mecz, które dostaje w ekstraklasie. Na miejscu Perzanowskiego szukałbym klubu do wypożyczenia w Suzuki 1. Lidze. Klub nawet teraz mógłby przedłużyć z nim umowę, ale na ten sezon (bądź nawet i na przyszły) wypożyczyć go do pierwszoligowego zespołu. Jednak jest to też często kwestia indywidualna każdego zawodnika. Myślałem na przykład, że Mateusz Kaszowski, który rozwiązał swój kontrakt z Asseco i gra teraz w Pelplinie, nie spadnie poniżej pewnego poziomu i w drużynie Gdyni w ekstraklasie będzie znaczyć coraz więcej. Stało się jednak inaczej. Wypożyczenie do 1. Ligi na pewno by Perzanowskiemu bardzo pomogło. Stałby się lepszym i bardziej ogranym zawodnikiem w seniorskich rozgrywkach.

Fot. Andrzej Romański – PLK

Ostatnie pytanie będzie dotyczyć naszego byłego kolegi z zespołu, Błażeja Kulikowskiego. Przypomnijmy, że jest wypożyczony z Trefla Sopot do Czarnych Słupsk, ale jednak, odkąd słupszczanie wrócili na najwyższy poziom rozgrywkowy, zaufanie trenera Mantasa Cesnauskisa do niego niestety spadło – „Kulik” w EBL gra średnio po 2-4 minuty na mecz, podczas gdy sezon temu w 1. Lidze grał po około 15-20 minut. Co byś mu doradził w tej sytuacji? Bo, mimo wszystko, jest ona trudniejsza od sytuacji Perzanowskiego, który jest wypożyczony, więc Czarni nie mogą wypożyczyć go teraz do jakiegoś innego klubu.

Błażej rzeczywiście nie gra tyle, co w tamtym sezonie. Wtedy w niektórych spotkaniach był bohaterem w Słupsku – na przykład w piątym meczu finałów 1. Ligi z Górnikiem Wałbrzych, który przesądzał o awansie Czarnych do ekstraklasy. Rzucił wówczas 18 punktów z ławki, trafiając trzy trójki z rzędu w 3. kwarcie. Pozwoliły one słupszczanom wypracować przewagę, której nie stracili do końca rywalizacji. Teraz jednak również są w Słupsku zawodnicy, którzy bardzo imponują swoją grą i formą. Z całą moją sympatią do Błażeja, nie mogę też aktualnie mieć jakichkolwiek obiekcji w stosunku do trenera, bo wszystko u nich wygląda idealnie, a nie raz słyszeliśmy słynne już zdanie, że „zwycięskiego składu się nie zmienia”. To wszystko w Słupsku działa obecnie bardzo dobrze. Na jego miejscu przeczekałbym ten okres do końca sezonu, a w międzyczasie powalczył na treningach o minuty na boisku. A może (oby nie) komuś przydarzy się kontuzja, albo ktoś będzie miał gorszą dyspozycję? Możliwe, że Błażej dostanie wtedy swoją szansę na pokazanie się  w troszkę lepszej odsłonie w ekstraklasie. Jeśli nie, to nie ma też co dramatyzować – niektórzy zawodnicy potrzebują po prostu więcej czasu, żeby móc sprawdzić się i zaistnieć w Energa Basket Lidze. Mam nadzieję, że uda mu się kiedyś do niej przebić i wrócić do Trefla, gdzie będzie przynajmniej takim 7-8 zawodnikiem w rotacji zespołu z Trójmiasta, a będzie tam dostawać średnio po 10-15 minut gry w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej. Ma wszystko, żeby to osiągnąć.

Kolejna część naszej rozmowy  o zgrupowaniu koszykarskiej reprezentacji Polski, już w najbliższych dniach na stronie CDN-u!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

siedem − 2 =