Śpij lody śnij

fot. Pixabay

Są takie rzeczy, które wdzierają się w nasze życia. Rozpychają się łokciami i moszczą wygodne gniazdo w naszych umysłach. Czasem nawet w snach nie możemy się od nich uwolnić. 

Kaloryfer rozkręcony na trójkę wytwarzał pomarańcz z wolna pełznący przez szary, lutowy pokój. Pełznięcie jego było niezmiernie staranne, musiało zapełnić każdy najmniejszy ubytek w drewnianej podłodze, szczeliny po pękniętej farbie, twarze bliskich na fotografiach. O, na tym zależało mu najbardziej. Chciał dać im trochę pomarańczowego ciepła nie wiedząc o tym czy tam, gdzie teraz są, nie jest im za zimno. Wyobrażał sobie, jak na ich twarze muśnięte pomarańczem nieśmiało występuje błogi uśmiech i widział on, że było to dobre. Po kilku minutach dopełzł do tapczanu w drobną, czarno-granatową krateczkę. Niespiesznie wspiął się na łóżko i swoim pomarańczowym ciepłem otulił dodatkowo  kołdrę i ciężki koc, pod którym spokojnie spało niewielkie ciało. Oddychało miarowo, a drobne rzęsy drgały pod wpływem śniących oczu.

Na oko 13-letni chłopiec śnił o lodach na patyku w truskawkowej polewie. Nie kosztowały dużo, więc wyśniony tato zgodził mu się je kupić. To, że tata uznawał coś za niedrogie, zdarzało się rzadko, więc dziecko było zachwycone. Wszyscy koledzy z klasy próbowali już tych lodów, były przecież tak popularne. Nie chciał odstawać. Wyśniony tata wyszedł ze sklepu, którego logo był wielki robal i podał mu rozpakowany zawczasu sorbet na patyku. Kiedy ręka chłopca zetknęła się z drewnem, senny krajobraz się  zmienił. Tata zniknął, sklep także, został tylko chłopiec i lód. Skupił więc całą swoją uwagę na sorbecie. Przyglądał się przez chwilę różowej polewie. Czuł, że pierwsze zetknięcie języka z lodem będzie dla niego wielką chwilą. Z lekcji polskiego wiedział kto to Mickiewicz i pomyślał, że gdyby Pan Adam tu był, świadkował mu przy tym wzniosłym wydarzeniu, fabuła naszej epopei narodowej mogłaby się drastycznie zmienić. Polizał, a potem raz jeszcze, i jeszcze raz. Nic. Delikatne łzy utkane przez Sen polały się rzęsiście po śniącej twarzy chłopca. Lód Ekipy smakował jak zwykły Kaktus.

Jak mawiała poetka: nie jest poetą ten, kto pisze, ale kto tę chwilę na zawsze zapamiętał. Sny jak wiadomo, są ulotne. Większość z nich zaraz po przebudzeniu śniącego na gwałt ucieka w najciemniejsze zakamarki naszych umysłów i przykuca w cieniu, abyśmy już nigdy nie mogli odszukać ich pamięcią. Tak samo będzie i w tym przypadku. Kiedy dziecko się obudzi, nie będzie pamiętało, o czym śniło. Poemat o lodach Ekipy nie powstanie. Legenda o nich i owszem, będzie przekazywana. Historie o masowym szturmie na zamrażarki w Lidlu zdecydowanie mają potencjał.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

9 + dziewiętnaście =