Mocne wygnanie Hurts

HURTS-ExileTest drugiej płyty – wyzwanie spędzające sen z powiek każdemu debiutantowi, którego pierwszy krążek osiągnął wielki sukces. Do grona artystów, którzy musieli zmierzyć się z tym zadaniem dołączył brytyjski duet Hurts z albumem „Exile”. Duża popularność pierwszego singla, świetna sprzedaż krążka oraz wypełnione po brzegi sale koncertowe pokazują, że Brytyjczycy przeszli przez tę próbę zwycięsko.

Wokalista Theo Hutchcraft oraz Adam Anderson – kompozytor, obsługujący jednocześnie syntezatory, zadebiutowali jesienią 2010 roku płytą „Happiness”. Nie ma chyba nikogo, kto nie słyszałby hitowego singla „Wonderful Life”, dzięki któremu album sprzedał się w ilości ponad miliona egzemplarzy, docierając do TOP 10 w dwunastu europejskich krajach.

Po dwóch latach intensywnego koncertowania panowie z Hurts zabrali się za pisanie utworów następcy „Happiness”. Na tytuł drugiej płyty wpadł Hutchcraft, gdy siedzał w japońskim barze w Osace. Muzycy przyznają, że w ciągu dwóch lat intensywnego koncertowania często czuli się jak na wygnaniu (z ang. „exile”), co z pewnością wpłynęło na kształt ich nowych kompozycji. Na pierwszej płycie Hurts zafundowali nam dopracowane z chirurgiczną precyzją minimalistyczne utwory. W przeciwieństwie do debiutanckiego krążka, piosenki na „Exile” nie były komponowane na klawiszach, lecz na gitarze i to ewidentnie słychać. Tym razem jest mocniej, ciężej i bardziej chaotycznie. Taki efekt udało się osiągnąć przez użycie mocniejszych dźwięków perkusji, a nawet gitary elektrycznej. W nowym dziele można dostrzec większą swobodę i zabawę różnorodnymi dźwiękami, co słychać chociażby w „Sandman”, czy „The Road”, gdzie zaskakują mocne bity i przesterowany wokal. Choć brzmienie Hurts nadal zalicza się do gatunku synth popu, kompozycje na tej płycie w większości wykraczają poza banalny schemat popowej piosenki, czyli wolna zwrotka i szybki refren.

Utwory z „Exile” można podzielić na dwa rodzaje. Z jednej strony są to oparte na partiach pianina i gitar sensualne, wolniejsze kawałki, takie jak „Help”, czy „Guilt” (znajduje się na płycie w wersjideluxe), którym towarzyszą bardziej melancholijne i sentymentalne teksty. Z drugiej, usłyszeć możemy rytmiczne i mające niemalże potencjał klubowych hitów „Only You” oraz „Heaven” (wersja deluxe). Theo i Adam postanowili również w utworze „Mercy” zaprezentować swoją wariację na temat wszechobecnego już dubstepu.

Jednym z najmocniejszych punktów płyty jest „Somebody To Die For”. Prosty i szczery, ale jakże uniwersalny tekst na temat pragnienia miłości, okraszony emocjonalnym wokalem Theo. Podobnie jest w „Blind”, który szczęśliwie został wybrany na drugi singiel albumu. Choć każdy utwór z osobna jest interesujący i wymuskany, brakuje na „Exile” stuprocentowych hitów, które mogłyby dorównać popową przebojowością największemu hitowi z pierwszego albumu.

Hurts nie poszło na łatwiznę i nie zaserwowało nam powtórki z rozrywki w postaci klonu debiutanckiego krążka, nie zaniżyło też poziomu. Nadal z niezwykłym smakiem i klasą opowiadają nostalgiczne historie o miłości, tęsknocie, bólu i nadziei. Tym, co może martwić jest fakt, iż duet z Manchesteru w mocniejszych utworach dosyć wyraźnie przypomina Muse z albumu „The 2nd Law”, a słuchając pozostałych trudno oprzeć się wrażeniu silnej inspiracji dokonaniami Depeche Mode z końca lat 80. Miejmy nadzieję, że panowie z Hurts będą nadal nie tylko tak wyraziści i konsekwentni w swoim prostym i eleganckim wizerunku, ale także zachowają indywidualny styl w brzmieniu swoich kolejnych nagrań.

Płyta jest dostępna w wersji standardowej (dwanaście piosenek) oraz w wersji deluxe, która zawiera dodatkowe dwa utwory.

Informacja dla fanów: po wyprzedanym koncercie w warszawskim Palladium, duet ponownie odwiedzi stolicę naszego kraju 7 listopada podczas swojego jesiennego tournée po Europie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *