O europejskich filmach słów kilka #7 – Szwecja

fot. film-grab.com | Pieśni z drugiego piętra (2000)

Kino europejskie. Kolebka kultury filmowej. Pomimo naczelnej roli amerykańskiej kinematografii, to już od początku tego wieku zauważa się rosnącą popularność filmów pochodzących ze Starego Kontynentu. Z tego powodu celem tej serii jest przybliżenie ważnych i wyróżniających się produkcji z Europy.

Zatrzymajmy się chwilę przy innym skandynawskim kraju, który uważany jest za jeden z najważniejszych ośrodków kina europejskiego. Mowa tutaj o Szwecji, ojczyźnie takich twórców jak Ingmar Bergman, Victor Sjöström czy znany obecnie Lasse Hallströma. Szwedzi od początku historii kina byli specjalistami: najpierw, zgodnie z ówczesną techniką i trendami, podbili kino nieme. Z tego powodu okres tuż przed I wojną światową oraz zaraz po niej nosi nazwę szkoły szwedzkiej. Uznani reżyserowie, tacy jak na przykład Carl Theodor Dryer, uważali, że ich ówczesna kinematografia była najlepsza pod względem artystycznym i pierwszym, a jej twory pierwszymi, prawdziwymi dziełami filmowymi. Lata 50., 60. i późniejsze pozostawały w cieniu Ingmara Bergmana, twórcy takich obrazów jak Siódma pieczęć (1957), Persona (1966) czy Fanny i Alexander (1982). Mówi się o nim nie tylko jak o jednym z największych reżyserów w historii, ale artystów w ogóle. Jego wpływ na kinematografię jest nieodzowny, a wielu twórców inspiruję się jego dziełami do dnia dzisiejszego. Niestety, w latach 70., Bergman wyjechał z kraju, co pogorszyło sytuację szwedzkiego kina. Było to również spowodowane rosnącą popularnością hollywoodzkich filmów. W latach 90. i na początku XXI wieku wielu młodych, szwedzkich reżyserów zaczęło interesować się niespotykanymi wcześniej gatunkami jak slasher (Drowning Ghost, 2004) czy komedie o wampirach (Frostbite, 2006). Nie odnosiły one jednak sukcesów. Natomiast wspomniany wcześniej Lasse Hallström jest przykładem twórcy pracującego w Hollywood. Jego film Moje pieskie życie (1987) przyniósł mu nominację do Oscara w kategorii Najlepszy Reżyser.

1. Furman śmierci (1921)

Jeden z najważniejszych obrazów w historii szwedzkiej kinematografii. Furman śmierci to film niemy w reżyserii Victora Sjöströma, który jest jednocześnie odtwórcą głównej roli. Wigilia Nowego Roku. Siostra Armii Zbawienia, Edit (Astrid Holm), leży na łożu śmierci, a jej ostatnią prośbą jest rozmowa z Davidem Holmem (Victora Sjöström). David to pijak i gbur i nie zamierza się z nią spotkać. W nocy, tuż przed północą, opowiada historię swojego kolegi, Georges’a (Tore Svennberg), który zapoznał go z pewną legendą. Mówiła ona o tym, że ostatnia osoba, która umrze każdego roku, staje się furmanem, zbierającym dusze wszystkich zmarłych w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Chwile po tym, gdy David odmówił odwiedzenia Edit, traci przytomność. Głównemu bohaterowi ukazuje się oblicze Georges’a, który oznajmia mu, że zostanie następnym furmanem. David musi zmierzyć się z konsekwencjami wyrządzonego zła, które dokonał za swojego życia. Furman śmierci swoją problematyką przypomina Opowieść wigilijną Charlesa Dickensa. Oprócz głównej osi czasu, mamy również do czynienia z wieloma retrospekcjami z życia głównego bohatera, sytuacjami, które miały mu pomóc w nie przechodzeniu na ciemną stronę. Reżyser połączył w nim elementy skandynawskiego folkloru, świata mistycznego wraz z wątkami religijnymi. Duchy i zjawy pojawiające się na ekranie mają wpływ na rzeczywistość i mogą przez nią przenikać. Co więcej, film Sjöströma jak na tamte czasy zawierał znakomite efekty specjalne. Furman śmierci wywarł wpływ nie tylko na Bergmana, ale również na Stanleya Kubricka, którego inspiracje tym dziełem możemy zauważyć chociażby w Lśnieniu. Film ten, pomimo swojego wieku, jest znakomitym wprowadzeniem do kina szwedzkiego.

2. Jesienna sonata (1978)

Czym byłoby dzisiejsze kino bez Ingmara Bergmana? Jesienna sonata to portret dysfunkcyjnej rodziny oraz analiza relacji na linii matka-córka. Charlotte (ostatnia rola Ingrid Bergman) to światowej sławy pianistka. Jej córka, Eva (Liv Ullmann) zaprasza ją do swojego domu, gdyż nie widziały się ze sobą od siedmiu lat. Eva żyje ze swoim mężem, Viktorem (Halvar Björk), ale ich związek jest pozbawiony wszelkich namiętności. Wraz z nimi mieszka sparaliżowana siostra głównej bohaterki, Helena (Lena Nyman). Eva informuje o tym swoją matkę dopiero po jej przybyciu do domu. Ich wspólne spotkanie to okazja do wyjaśnienia sobie wielu spraw. Film Bergmana można opisać jednym zdaniem, wypowiedzianym przez Evę: „Za niepowodzenia matki płaci jej córka”. Charlotte całe swoje życie poświęcała karierze muzycznej. Liczne wyjazdy, koncerty i trasy stanowiły jej największe zmartwienie. Eva obarcza ją winą za chorobę siostry. Zarzuca jej, że ona sama nigdy nie potrafiła kochać siebie oraz darzyć tym uczuciem innych. Matka broni się, że tylko poprzez muzykę była w stanie wyrażać swoje emocje. O ile problem filmu może wydawać się banalny, to Bergman niezwykle potrafi wciągnąć nas oraz zaangażować w życie głównych bohaterek. Jesienna sonata rozpoczyna się w powolnym tempie, aby z czasem coraz bardziej zwiększać napięcie na ekranie. Punkt kulminacyjny filmu jest wręcz dramatycznym ładunkiem emocjonalnym. Reżyser posługuje się charakterystycznymi dla niego zbliżeniami na twarze obu kobiet, a serię retrospekcji, będących istotnymi elementami dramatu, oglądamy jak obrazy w muzeum. Jesienna sonata ma kompozycję klamrową: zaczyna się i kończy monologiem Viktora, który burzy tzw. czwartą ścianę i zwraca się do nas, widzów. Ingrid Bergman mówiła do reżysera „Ingmar, ludzie, których znasz, muszą być potworami” – i właśnie takim potworem była Charlotte. Mało kto w tak autentyczny sposób potrafi przedstawić nie zawsze możliwe pojednanie się między pokoleniami. Jesienna sonata to na pewno must-watch.

3. Pieśni z drugiego piętra (2000)

Jeden z najgłośniejszych filmów Roya Anderssona. Reżysera, który bardzo nieregularnie kręci swoje filmy, jednak jeśli już to robi, to na pewno odbiją się głośnym echem. Tak właśnie było z Pieśniami z drugiego piętra, które przyniosły mu Nagrodę Specjalną Jury na festiwalu w Cannes. Ten czarny komediodramat to pierwsza część trylogii, zakończonej w 2014 roku filmem Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu. Wydawać by się mogło, że już same tytuły nieco naprowadzają nas na zmysł artystyczny Anderssona. Nie zdziwi nas zatem również fakt, że Pieśni z drugiego piętra to poetycka inspiracja twórczością peruwiańskiego poety Césara Vallejo. Cytaty z jego dzieł wielokrotnie przewijają się w samym filmie. Natomiast jego akcja jest złożona z kilkudziesięciu luźno powiązanych ze sobą opowieści. Andersson uwielbia surrealizm, którego również tutaj nie brakuje. Pewien mężczyzna zostaje zwolniony z pracy. Nie może się z tym pogodzić, więc łapie za nogi swojego szefa, który szoruje nim po korytarzu, próbując się uwolnić. Kalle (Lars Nordh) decyduje się na spalenie swojego biura tylko po to, żeby otrzymać wysokie odszkodowanie od firmy ubezpieczeniowej. Poznajemy również taksówkarza (Stefan Larsson) czy poetę (Peter Roth), który przebywa w szpitalu psychiatrycznym. W Pieśniach z drugiego piętra mamy do czynienia z długimi, powolnymi ujęciami. Obserwujemy ludzi pragnących osiągnąć jakiś cel. Ludzi zagubionych w wielkim mieście. Pełno tutaj symboli oraz absurdów, co niewątpliwie utrudnia odbiór filmu, jednak nie tylko w prostocie jest przesłanie – w tym od lat utwierdza nas Andersson. W końcu szwedzkie kino od zawsze zachwycało nas swoją głębią oraz innym spojrzeniem na otaczającą rzeczywistość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *