W szponach Sępa

Debiutancki film Eugeniusza Korina był reklamowany w mediach jako tytuł na miarę Hollywood, ale czy każdy film musimy porównywać z tym, co tworzą Amerykanie? „Sęp” to film w dobrym polskim stylu i potwierdzenie, że nie tylko komediami romantycznymi widz się karmi. Kino gatunkowe w Polsce jeszcze nie raz nas zaskoczy.

sep

Na seans poszłam z dużą dawką sceptycyzmu. Przekonała mnie już pierwsza scena, gdzie na pierwsze uderzenie reżyser wystawia „Lights” zespołu Archive. Aleksander Wolin, pseudonim “Sęp” podejmuje się rozwiązania zagadki znikających w całej Europie przestępców. Ma swojego pomocnika, typowe przeciwieństwo dla głównego bohatera. Brawurowy, uszczypliwy i w dodatku wymuszony dowcipniś Robaczewski stanowi przeciwwagę dla Sępa. Wśród gangsterów i ciemnego światka polskiej mafii szukają wyjaśnienia nietypowych zniknięć. Gdy porwany zostaje Diuna, syn znanego „biznesmana” (w tej roli znakomity Andrzej Grabowski) rusza machina, którą zatrzymać nie będzie łatwo.

Profesjonalni porywacze, powiązania z wysoko usytuowanymi urzędnikami i zagadka, która wciąga. Debiut kinowy, przez duże „D”. Pokazując psychopatyczne dewiacje, wyraźne, czasem aż zbyt przerysowane postaci, Korin próbuje za wszelką cenę pokazać widzowi, że nie chce tworzyć grzecznego kina. Sam Sęp to postać, która przyciąga. Nieugięty, opanowany i bez zobowiązań rozwiązuje kryminalne zagadki. A jak to bywa od zawsze, nie tylko w kinie, bez kobiet żyć się nie da. Gdy detektyw poznaje Nataszę, poszczególne elementy, dzięki miłosnemu wątkowi, zaczynają się łączyć w jedną całość. Wolin musi zdecydować – miłość czy prawda. Wybór nie jest łatwy…

„Sep” to pełen zwrotów akcji thriller, który mimo rozbieżnych ocen krytyków, spełnia większość podstawowych wymogów gatunku. Napięcie, niepewność i tajemniczość to wyznaczniki także i tego filmu. „Sęp” powinien zadowolić fanów dreszczowców, którzy w polskim kinie nie doczekali ich w ostatnim czasie zbyt wielu. Film Korina próbuje momentami naśladować produkcje zza Atlantyku, widoczna jest chociażby inspiracja twórczością Christophera Nolana, którego podrobić się nie da.

Obsada filmu nie zawodzi. Wszyscy aktorzy wydają się wiarygodni, może z wyjątkiem Piotra Fronczewskiego, którego wymuszone dowcipy i patetyzm, aż zadziwiają. Bardzo dobre role Mirosława Baki i Andrzeja Grabowskiego to niewątpliwe plusy filmu. „Sęp” to ciekawa pozycja, z intrygującym zakończeniem i klimatyczną muzyką Archive.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *