Kraina wódką i wymiocinami płynąca

Książka afabularna, nie tylko trudna do adaptacji filmowej, ale całkowicie nienadająca się do niej. A jednak, Wojciech Smarzowski zaskoczył. Postanowił zmierzyć się z zadaniem przez wielu uważanym za niewykonalne – ekranizacją książki Jerzego Pilcha o pisarzu-alkoholiku, „Pod Mocnym Aniołem”.

Pod Mocnym Aniołem 3

Zaczyna się intrygująco. Para snuje rozmyślania o życiu, popijając whisky. Film od początku epatuje golizną i seksem, bez zbędnych wstępów i wyjaśnień. Później już tylko lepiej. Zabawne sytuacje, anegdotki po mocno zakrapianym weekendzie opowiadane w pracy bez najmniejszego wstydu. Widz odnosi wrażenie, że ma do czynienia z komedią, w dodatku dobrze znaną. W końcu kto nigdy nie śmiał się z pijaka? Bełkoczący, gadający od rzeczy mężczyzna z kilkudniowym zarostem, snujący pseudointeligenckie opowiadania i wizje świata nie raz wywoływał uśmiech na twarzy. Jednak szybko przekonujemy się jak bardzo oszukał nas Smarzowski. Jak bardzo i jak okrutnie nas oszukał. Z upływem czasu śmiech na sali cichnie, po to żeby przerodzić się w pojedyncze chichoty, a na koniec kompletną ciszę, która wielu osobom na pewno zostanie jeszcze długo po seansie.

Piją wszyscy. Wychodzi się na piwo, oblewa sukcesy, świętuje uroczystości. Nie ma w tym nic dziwnego. Opijanie każdej możliwej okazji jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze, dlatego trudno zauważyć moment, w którym granica zostaje zatarta, a okazja do picia przestaje być potrzebna. Zaczyna się picie dla picia, którego powodem może być wszystko – sytuacja rodzinna, społeczna, polityczna, stan ducha – zarówno radość, jak i smutek. W filmografii Wojciecha Smarzowskiego problem alkoholowy był zawsze obecny. Dopiero jednak w „Pod Mocnym Aniołem” staje się tematem przewodnim.

Koszmar o alkoholu

Głównego bohatera, Jerzego (Robert Więckiewicz), poznajemy jako zakochanego w kobiecie (Julia Kijowska), niepijącego alkoholika, próbującego zmienić swoje życie na lepsze. Po kilku scenach pojawiają się wątpliwości – może to wciąż zagubiony pisarz, szukający natchnienia w oparach spirytusu? Niewykluczone, że mamy do czynienia ze zwykłą szumowiną poruszającą się po trajektorii łączącej bar „Pod Mocnym Aniołem” ze sklepem monopolowym i swoim mieszkaniem. Jerzego naprawdę nie poznajemy wcale, bo w tym filmie bynajmniej o poznanie nie chodzi. Głównym środkiem wyrazu staje się czas, a dokładnie zabieg polegający na jego odrzuceniu, przynajmniej w kwestii linearnej ciągłości. Smarzowski kładzie nacisk na pokazanie alkoholizmu oczami uzależnionego. Powtórzone sekwencje, mylone osoby,  miejsca, zatarte granice i rozmyte wydarzenia. Orientujemy się, że jesteśmy w samym środku cyklonu – koszmarze, który po chwili zamieni się w horror. Kiedy myślimy, że gorzej być już nie może, Smarzowski mówi: owszem, może.

fot. Julia Gołębiewska

fot. Julia Gołębiewska

Wymiociny na podłodze, ubraniach i na włosach, pot cieknący po skroniach, wycieńczenie, krew, mocz, całkowite odczłowieczenie w postaci gwałtu, kompulsywnego i bezsensownego seksu. W dodatku wszędzie obecna degeneracja, nawet wśród pielęgniarek i pielęgniarzy w ośrodku dla deliryków, do którego wielokrotnie trafia główny bohater. Tylko jedna postać jest konsekwentnie dobra, doktor Granada (Andrzej Grabowski), choć na pierwszy rzut oka nie wydaje się pozytywnym bohaterem. Jego smętny wyraz twarzy, złość, okrzyki, brak nadziei na poprawę stanu podopiecznych pokazuje jak bezmierny jest ciężar codziennego obserwowania autodestrukcji deliryków.

I to nie jest najgorsze. Najstraszniejsza jest scena retrospektywna, w której dziadek Jerzego (Marian Dziędziel) wyłania się z podpalonej wcześniej stodoły, a w rękach trzyma głowę konia i siekierę. To bardzo ważny moment w filmie, niesie za sobą ogromny ładunek znaczeń. Pojawia się też kilka ujęć porozrzucanych butelek, strasznego brudu, błota. Przerażająco pokazane są ataki padaczki bohaterów i scena, w której Jerzy znajduje swojego trupa w wannie. Nie dość, że sam obraz jest mocny, to nieodłącznym towarzyszem staje się przeszywająca muzyka Mikołaja Trzaski, z którym Smarzowski miał okazję współpracować przy nagrywaniu „Domu Złego”, „Róży” i „Drogówki”. Dźwięki dodatkowo paraliżują i przerażają, nasuwają skojarzenia z upiornie skrzypiącymi drzwiami.

Pod Mocnym Aniołem 1

Pod mocnym aktorem

Wiadomo, że jeśli Wojciech Smarzowski, to również jego sprawdzony kanon aktorów. Jacek Braciak (Kolumb), Kinga Preis (Mania), Marcin Dorociński (Borys), Arkadiusz Jakubik (Terrorysta), Marian Dziędziel (w podwójnej roli, również Król Cukru), Iwona Wszołkówna (Joanna), Lech Dyblik (Przodownik) spisali się znakomicie. Zrozumieli naturalistyczną wizję reżysera i wzbogacili ją doskonale odegranymi rolami. Szczególnie wyróżnia się Jakubik ze swoją nieco groteskową postacią. Trudno zresztą wymieniać, każdemu trzeba by było napisać oddzielną laurkę. Blado natomiast wypadła Julia Kijowska (Ona). Gra rolę pierwszoplanową, a jej popisy aktorskie przyćmiewa nawet epizodycznie pojawiający się Eryk Lubos (Bukowski).

Robert Więckiewicz nie zawiódł. Pozwolił zapomnieć o swojej trefnej roli w „Wałęsie. Człowieku z nadziei”. Smarzowski podjął dobrą decyzję, obsadzając go w roli głównego bohatera. Aktor świetnie pokazał fizyczność alkoholika. Dołożył też wszelkich starań żeby odzwierciedlić psychikę zagubionego, ale wciąż pewnego siebie pisarza. Pojawia się jednak mały zgrzyt w tej postaci. Więckiewicz niezbyt wiarygodnie wypada przy wygłaszaniu cytatów żywcem wziętych z książki Pilcha. Trzeba jednak pamiętać, że ekranizacja bez tych elementów byłaby niepełna, więc nie można tutaj winić ani aktora, ani reżysera.

Pod Mocnym Aniołem

O czym właściwie jest „Pod Mocnym Aniołem”?

Nazwać go dramatem o piciu, to trochę za mało. Pojawia się wątek miłosny, który jest mocno ograniczony w porównaniu do książki. Wypada to korzystnie przy adaptacji. Poszerzenie obrazu miłości między Jerzym, a Nią, doprowadziłoby do powstania ckliwej historii, która całkowicie rozstroiłaby ciężki ton filmu. Najistotniejszym elementem jest studium zagubionego artysty. Smarzowski rozprawia się nie tylko z naszymi grzechami narodowymi, ale też mitem artysty w alkoholowym amoku. Powstało coś w rodzaju przyzwolenia na tworzenie pod wpływem substancji odurzających. Wiadomo, że wtedy otwiera się abstrakcyjne myślenie. Ba, niektórzy są przekonani, że tak powstały wszystkie największe dzieła polskiej i zagranicznej literatury. Reżyser daje do zrozumienia, że artysta potrzebuje świeżego spojrzenia i czystego umysłu przy tworzeniu, a nie oparów alkoholu i wszelkich płynów ustrojowych. Takie praktyki mogą doprowadzić pisarza do totalnej samozagłady, jak każdego „przeciętnego” człowieka. Dopiero kiedy Jerzy uświadamia sobie, że jest niczym nie różniącym się od innych alkoholikiem, traci swoją pewność siebie, poczucie wyższości, rozumie popełniony błąd – wtedy poważnie zaczyna terapię.

Ciekawe jest ukazanie perypetii bohaterów drugoplanowych. Przywołują swoje historie na mityngach grupowych w ośrodku dla deliryków. Opowieści mają zabawny, groteskowy akcent, ale w rzeczywistości są niesamowicie przygnębiające. Smarzowski tylko delikatnie zaznacza, że wszystkie myśli należą do głównego bohatera. Właściwie pozostawia człowieka z niepewnością, czy przedstawione sceny są jawą, czy tylko snem, wizją Jerzego. W filmie, w którym zacierają się wszelkie granice, ciężko o jednoznaczną odpowiedź.

Osoby znające twórczość Wojciecha Smarzowskiego, nie będą zbytnio zaskoczone. Reżyser zahartował widzów „Domem Złym”. Niektórzy odczują znużenie, bo ta sama muzyka, aktorzy i klimat. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że Smarzowski posłużył się nowym chwytem – zerwaniem z linearnością czasu – i wokół tego eksperymentu należy budować ciąg znaczeń, jaki oferuje „Pod Mocnym Aniołem”. Poza tym kto powiedział, że sprawdzone metody są złe? Właściwie dlaczego Smarzowski miałby silić się na coś innego, skoro tworzy kino na wysokim poziomie w swoim niepowtarzalnym stylu? „Pod Mocnym Aniołem” jest filmem przytłaczającym i dotykającym trudnego tematu, tego nie można mu odmówić. Niektórzy stwierdzą, że to przerysowany, a może nawet całkowicie mijający się z prawdą, obraz alkoholizmu. Niech więc osoba, która nigdy nie miała do czynienia z alkoholikiem, pierwsza rzuci kamień. Film warto obejrzeć, jak i porównać do książki Jerzego Pilcha. Na pewno pijacka czkawka będzie po nim męczyć bardzo długo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *