NarciarSKI Zakątek #15 Rekordy świata i znakomity Stoch

Kamil Stoch po zwycięstwie w Vikersund | T. Mieczyński, skijumping.pl

Kamil Stoch po zwycięstwie w Vikersund | T. Mieczyński, skijumping.pl

Choć w sprawnym przeprowadzeniu wszystkich zawodów w ramach Raw Air przeszkodziła pogoda, to finałowy weekend na mamucie w Vikersund zrekompensował wcześniejsze problemy. Odbyły się dwa znakomite konkursy. Dwukrotnie bito rekord świata w długości lotu, a wisienką na torcie było fenomenalne zwycięstwo Kamila Stocha. Walka o Kryształową Kulę nadal trwa!

Zanim rywalizacja przeniosła się do Vikersund, skoczkowie odwiedzili Lillehammer i Trondheim. Prognozy wskazywały na możliwe wahania pogodowe i silny wiatr. Niestety warunki dały o sobie znać, przez co w Lillehammer rozegrano tylko kwalifikacje, zaliczane do Raw Air jako prolog. Triumfował Markus Eisenbichler, a najlepiej z Polaków spisał się dziesiąty Piotr Żyła. Dzień później organizatorzy próbowali przeprowadzić choć jedną serią konkursową. Plany spaliły na panewce – najpierw przekładano godzinę rozpoczęcia skakania, a po 26. skoku zawody przerwano i po chwili odwołano.

Trondheim okazało się dla zawodników bardziej łaskawe. Wiatr wiał dość silnie, zdarzały się przerwy, ale finalnie wszystko przebiegło zgodnie z planem. Prolog padł łupem Kamila Stocha. Wicelider Pucharu Świata w konkursie także skakał bardzo daleko, lecz rywale byli silniejsi. W znakomitym stylu triumfował Stefan Kraft, dzięki czemu powiększył przewagę nad Stochem w klasyfikacji generalnej. Drugie miejsce zajął faworyt gospodarzy – Andreas Stjernen, a na najniższym stopniu podium stanął Andreas Wellinger. Pozostali polscy skoczkowie spisali się poniżej oczekiwań. Trzynasty zawody zakończył Maciej Kot, a dwudziesty trzeci Piotr Żyła. W pierwszej rundzie odpadli Klemens Murańka i Dawid Kubacki. Jan Ziobro nawet nie przebrnął kwalifikacji.

Czołowa dziesiątka zawodów w Trondheim: 1. Kraft 2. Stjernen 3. Wellinger 4. Eisenbichler 5. Stoch 6. Forfang 7. P. Prevc 8. Freitag 9. Koudelka 10. Tande

Vikersund przywitało się ze skoczkami silnym, porywistym wiatrem. Pierwotnie zaplanowano, że w zamian za odwołane zawody w Lillehammer, odbędzie się tutaj jedna seria konkursowa. Pogoda jednak znów spłatała figla organizatorom. Przez cały piątek warunki były uciążliwe, aż w końcu po raz kolejny zmieniono plany. Porzucono pomysł rozegrania jednoseryjnych zawodów. Najpierw skoczkowie oddali próby treningowe, a następnie – późnym wieczorem – miał miejsce prolog. Tak jak w Trondheim, wygrał go Stoch, który jako jedyny poszybował poza rozmiar skoczni. Do konkursu nie awansowali Ziobro i Murańka.

Drugim etapem zmagań na norweskim mamucie były wczorajsze zawody drużynowe. Cóż to był za konkurs! Śmiało można powiedzieć, że najlepszy w historii, jeśli chodzi o skoki zespołowe. Dwukrotnie pobito rekord świata. Najpierw udało się to  Norwegowi Robertowi Johanssonowi (252 m), a kilkanaście minut później jego wyczyn przebił Kraft. Austriak poszybował nieprawdopodobnie daleko – lotem na 253,5 m na stałe zapisał się w historii skoków narciarskich. Poprawiono też rekord Polski. Dwa razy dokonał tego Piotr Żyła. Najpierw w serii próbnej (243 m), a później w konkursowej, gdy pofrunął aż na 245,5 m! Kilku skoczków pobiło własne rekordy życiowe – m.in. Maciej Kot skoczył 244,5 m, a Kamil Stoch 243 m! Drużynowo najlepsi okazali się Norwegowie. Gospodarze prowadzili przez większość konkursu i ostatecznie wygrali ze sporą przewagą. Drugie miejsce przypadło Polakom. Nasi skoczkowie wprawdzie dużo stracili do zwycięzców, ale za to mieli ogromny zapas punktowy nad trzecią Austrią. Niemcy nie włączyli się do walki o podium za sprawą słabiutkich prób Karla Geigera.

Klasyfikacja końcowa zawodów drużynowych: 1. Norwegia 2. Polska 3. Austria 4. Słowenia 5. Niemcy 6. Japonia 7. Czechy 8. Szwajcaria 9. USA 10. Finlandia 11. Rosja 12. Włochy

Znakomity konkurs drużynowy spotęgował nadzieje kibiców na fantastyczne loty także i w zawodach indywidualnych. Dalekich skoków nie brakowało, a choć nikt tym razem nie doleciał do 250 m, emocji było co niemiara! Na dodatek wszystko zakończyło się happy-endem dla polskich kibiców. Po dwóch rewelacyjnych próbach triumfował Kamil Stoch, który pokazał, że nie ma zamiaru bez walki oddać Kryształowej Kuli. Wicelider Pucharu Świata przeprowadził w drugiej serii skuteczny atak na pierwszą pozycję, nie dając szans rywalom. Po pierwszym skoku prowadził Wellinger, lecz w finałowej rundzie popełnił on błąd techniczny w locie, przez co skoczył bardzo krótko i zakończył zawody w drugiej dziesiątce. Drugi był weteran z Japonii – Noriaki Kasai, a trzeci Michael Hayboeck. Stefan Kraft zajął piąte miejsce, co pozwoliło mu triumfować w całym cyklu Raw Air. Warto zwrócić uwagę na kolejny rekord życiowy reprezentanta Polski. Dawid Kubacki pofrunął w drugim skoku na 232 metr i ostatecznie uplasował się na siedemnastej lokacie. Kot był trzynasty, a Żyła miał tym razem słabszy dzień – sklasyfikowano go na dwudziestej trzeciej pozycji.

Czołowa dziesiątka zawodów w Vikersund: 1. Stoch 2. Kasai 3. Hayboeck 4. Forfang 5. Kraft 6. P. Prevc 7. Tepes 8. D. Prevc 9. Stjernen 10. Johansson

Za sprawą fenomenalnego weekendu w Vikersund, Stoch zakończył Raw Air na drugiej pozycji i został nagrodzony 30 tysiącami euro. Kraft zgarnął dwa razy więcej, a trzeci Wellinger trzy razy mniej. Jeśli organizatorzy dopracują niektóre kwestie regulaminowe, to ten turniej na stałe może zagościć w kalendarzu Pucharu Świata.

Czołowa dziesiątka klasyfikacji końcowej Raw Air: 1. Kraft 2. Stoch 3. Wellinger 4. Stjernen 5. P. Prevc 6. Forfang 7. Kot 8. Kasai 9. Johansson 10. Ito (+ 14. Żyła)

W przyszły weekend czeka nas huczne zakończenie bieżącego sezonu. Tradycyjnie odbędzie się w słoweńskiej Planicy, oczywiście na skoczni mamuciej, więc znów możemy spodziewać się wspaniałych lotów. Wybornie zapowiada się walka o Kryształową Kulę za zwycięstwo w Pucharze Świata. Stoch traci do Krafta 31 pkt. Ma szansę odrobić te stratę w dwóch konkursach indywidualnych, które są zaplanowane na piątek i niedzielę. W sobotę zaś czekają nas zawody drużynowe. Polacy są na prowadzeniu w klasyfikacji drużynowej i będą musieli odpierać ataki drugich Austriaków. Będzie się działo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *